Praca u podstaw — klucz do wyborczego zwycięstwa PO

To, czego Platformie Obywatelskiej brakowało przez większą część drugiej kadencji sprawowania władzy, to pokora i kontakt z tzw. zwykłymi ludźmi. Brakowało także wzniesienia się Donalda Tuska ponad własne fobie i obsesje.

TAK BYŁO.

Wojna, którą Donald Tusk kilka lat temu wypowiedział Grzegorzowi Schetynie wymiernie zaszkodziła partii. Wielu wartościowych ludzi Tusk i wspierający go Jacek Protasiewicz i Cezary Grabarczyk wypchnęli z Platformy Obywatelskiej zastępując ich znacznie gorszymi, ale za to lojalnymi wobec nich, a niechętnymi Grzegorzowi Schetynie. Proces osłabiania PO nie przebiegał błyskawicznie, ale był na tyle konsekwentny, że dał o sobie znać bardzo szybko, bo już w wyborach prezydenckich 2015, które przegrał Bronisław Komorowski. Przegrał, ponieważ wielu członkom Platformy Obywatelskiej było obojętne, kto te wybory wygra.

Zanim jednak absurdalność działań Donalda Tuska i jego wspólników doprowadziła świetnego prezydenta do porażki w walce o reelekcję, była połowa 2014 r., gdy tygodnik „Wprost” ujawnił, że najważniejsi politycy byli podsłuchiwani w warszawskich restauracjach. Już sam fakt, że urzędujący szef MSW dał się nagrać był wystarczający do jego natychmiastowej dymisji, ponieważ było to wyjątkowo kuriozalne i kompromitujące. — nawet bez wnikania w treść podsłuchanych rozmów. Donald Tusk, który myślami był już wtedy na znacznie lepiej płatnym stanowisku w Brukseli, nie dymisjonuje Sienkiewicza, a scenę polityczną zalewają kolejne nagrania. Donald Tusk postanawia za to podrzucić opinii publicznej bzdurę, że za aferą mogą stać Rosjanie, choć jako inteligentny człowiek i doświadczony polityk doskonale wiedział, że to nieprawda.

Afera podsłuchowa była konsekwencją narastającej arogancji i buty części ministrów rządu Tuska, którzy uważali, że są tak świetni, że mogą sobie pozwolić na więcej. Hamulce puściły i się zaczęło. Proces gnilny był spowodowany także narastającym egoizmem samego premiera i jego najbliższego otoczenia, które rozsmakowało się w ministerialnych gabinetach i rządowych limuzynach.

TAK BĘDZIE.

Platforma Obywatelska pod przewodnictwem Grzegorza Schetyny oprócz swojego naturalnego konserwatywno-liberalnego albo — jak kto woli — centroprawicowego charakteru, ma być bliżej tzw. zwykłych ludzi. Z radością obserwuję, że przewodniczący PO oraz jego zaufani współpracownicy rozumieją, jak ważna jest praca u podstaw. Wiedzą oni, że spotkania z ludźmi powinny wypełniać 80% ich czasu, a na Sejm i media w Warszawie wystarczy pozostałe 20%. Jakości polityka nie mierzy się częstością jego występów w mediach. Ci, którzy to wiedzą, odniosą sukces, a ci, którzy mieszkają w mediach, poniosą klęskę.

Polacy muszą widzieć, że Platforma Obywatelska nie jest partią medialną, ale taką, którą oni widzą na co dzień blisko siebie. Trzeba rozmawiać z ludźmi, słuchać ich i cierpliwie tłumaczyć im wiele spraw. Trzeba dookoła PO zgromadzić najlepszych samorządowców i młodych otwartych, z pomysłami aktywistów. Wybory samorządowe za dwa lata więc czasu jest dość.

P.s. Do napisania tego tekstu skłonił mnie świetny wywiad we wrocławskiej „GW” z senatorem Jarosławem Dudą — komisarzem Platformy Obywatelskiej na Dolnym Śląsku i we Wrocławiu. Polecam.

Like what you read? Give Adrian Matus a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.