
O fikcji apolityczności służb
Służby są apolityczne, no przynajmniej z zasady. Podlegają cywilnemu nadzorowi, ba, nawet część z nich jest cywilna. Ów nadzór wynika z zasad funkcjonowania demokratycznego państwa prawa. Jednakże cywilny nadzór to podległość cywilowi — politykowi, niekoniecznie rozumiejącemu specyfikę służb i jest to przede wszystkim podległość szefa danej służby. Mówimy więc tu raczej o potrzebie neutralności politycznej, związanej z bezstronnością, nienależeniem do partii i nie manifestowaniem swych poglądów politycznych. Czy jednak szef służby — a dalej jego podwładni — ma szansę być i pozostać apolityczny realizując wytyczne, programy i cele swojego ministra — polityka?
Apolityczność służb to fikcja
Może pora skończyć z utopijną wizją apolityczności służb? Każdy nowy minister (ewentualnie premier) dobiera sobie szefów podległych służb, a już na pewno w przypadku zmian ekip rządowych. I powiedzmy sobie szczerze: takie jego prawo. Każdy przełożony ma prawo doboru sobie podwładnych, którym ufa. Niestety cieniem się tu kładzie, że to zaufanie w mniejszym czy większym stopniu ma lub może mieć podłoże polityczne. Szef służby to także przełożony, więc i on korzysta ze swego prawa doboru kadr. I tak idąc w dół, dochodzimy praktycznie do ostatnich szczebli dowódczych na samym dole drabiny, dokonując zmian wg klucza… politycznego. Czy polityka wpływa na służby? Czy służby i ich kierownictwa mają szanse pozostać apolityczne? To pytania retoryczne…
Całość tekstu: http://sztab.org/polityczna-gra-sluzbami/