Co mnie wkurwia

Ostatnio, oczywiście. I nie, nie będzie o polityce — zbyt nisko upadła, bym się nią zajmował tutaj.

Będzie o “drobiazgach”, które mnie wkurwiają (przepraszam purystów, ale “denerwują” nie oddaje mocy zagadnienia) w wypowiedziach internautów, a które to rzeczy nasilają się i niestety stają się normą — przez uzus.

Po pierwsze: “także”. Drogi człowieku, słowo to oznacza “również”, a ty uzywasz go w takich konstrukcjach:

“Także teraz to możecie sobie krzyczeć”. Domyślam się, że chodzi Ci o:

“Tak, że teraz — to możecie sobie krzyczeć”. Jest różnica? Jest.

Po drugie: imiesłowy. Drogi człowieku, jeśli coś Ci nie brzmi dobrze w zdaniu — to na 99% to zdanie jest niepoprawne. Jeśli nie możesz poprawnie zapytać o imiesłów, lub wychodzą Ci z tego pytania idiotyzmy — robisz to źle.

Przykład: “Mając dziewięć lat rodzice posłali syna do szkoły”. Wynika z tego, że rodzice mieli dziewięć lat, ergo nie mogli posłać syna do szkoły, prawda?

Po trzecie: zanikające “ę”. Już nie piszesz, drogi człowieku “podaję dłoń”. Nie, ty piszesz “podaje dłoń”. Kto podaje? Duch ojca Hamleta? Niechlujstwo.

A najbardziej mnie wkurwia fakt, że nawet najdelikatniejsze zwrócenie uwagi obrusza lawinę komentarzy w rodzaju “idź być grammar nazi gdzie indziej”, “ważna jest treść, a nie forma” i tym podobne idiotyzmy. Zasadniczo argumentacja ad personam jest zawsze słabym pomysłem. Dalej — nazywanie mnie “nazi” dość mocno mnie obraża, zatem nie rób tego, drogi człowieku. I po trzecie — pomyśl, może jednak jest coś na rzeczy, jeśli ktoś zwraca ci uwagę. I więcej pokory — rzadko kiedy, drogi człowieku, przekazujesz aż tak ważne prawdy, że nieistotna jest forma przekazu.

I od razu mi lepiej.

Like what you read? Give Coorhagen a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.