Gwiezdne Wojny

Piątek wieczór to czas filmowy. I rodzinny. Od paru tygodniu żyjemy w subuniwersum Gwiezdnych Wojen. Oglądamy filmy, wyjaśniamy pojęcia i zawiłości fabuły. Ustalamy chronologię. Tu natrafiamy na pewien opór materii, rysujemy więc drzewo genealogiczne. Dziecięca wyobraźnia jednak z trudem obejmuje fakt, iż Darth Vader jest jednocześnie mrocznym rycerzem i… czyimś dziadkiem. 
 — Tak, Maciusiu, tłumaczę, Darth Vader to dziadek Kylo Rena.
 — Tak, potakuje Najnowszy, zadumany nad istotą zła w świecie. Tak, Kaloren. I śmierdzi.
 — Ale jak to śmierdzi? Kylo nie śmierdzi. Przynajmniej tak sądzę.
 — Mamoo, wzdycha zniecierpliwiony, nie Kaloren, tylko gwiazda. Gwiazda Śmierdzi.
 — Maciuś!!! Nie śmierdzi, tylko śmierci. W sensie śmierć. Że ta gwiazda jest niebezpieczna, a nie że nieładnie pachnie. Żabo, zlituj się!
 — Tak, Żaba — kontynuuje niezrażony Maciuś — Żaba uwięził królewnę.
 — Żaba? Nie ma żaby w Gwiezdnych Wojnach…
 Chwila refleksji. 
 — A, Jabba. Kocham cię.
 Nagle z pokoju dziecięcego daje się słyszeć huk i tępe uderzenie. A następnie wrzask. Zbój zderzył się z framugą. Na szczęście plasterki mamy tematyczne.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.