Pływanie

Pływam filmowo. Nauczyciel wuefu z liceum (serdecznie pozdrawiam Panie Profesorze!) powtarzał, że pływanie żabką w moim wykonaniu wygląda jak scena z filmu katastroficznego. Oto rzucony do wody, walczący o życie chrabąszcz, próbuje utrzymać się na powierzchni. A patrzenie na mnie płynącą kraulem, na przemian zanurzającą się w wodzie i nieco konwulsyjnie wynurzającą, przywodzi na myśl topiącego się potwora. Z Loch Ness. Od czasu liceum niewiele się zmieniło. Generalnie fakt utrzymywania się na powierzchni wody cieszy mnie tak bardzo, że styl tego dryfowania jest mi z grubsza obojętny. Pomyślałam sobie jednak, że to może jest trochę mało wychowawcze, że dzieci chyba trzeba nauczyć pływać normalnie, po ludzku. Zapisaliśmy więc Zbója na letni kurs dla najmłodszych. No i okazało się, że pływackie wątki zwierzęce chodzą jednak w genach. Na początku nic nie zapowiadało katastrofy (filmowej). Grupka sympatycznych dzieciaków, trzech miłych i przystojnych ratowników, dmuchane koła, motylki, makarony i lalki. Nie, przepraszam. Lalek nie było. Zbój ubrany w ciepłoszczelną koszulkę, okulary, uzbrojony w motylki i przewiązany makaronikiem umieszczony został w wodzie. Póki mógł ciasno przylegać do murka basenowego — wyglądał na zestresowanego jedynie w stopniu umiarkowanym. Kiedy jednak okazało się, że Pan Ultra-Uśmiechnięty Ratownik, jeden z trzech, będzie asekurował go przez cały czas trwania zajęć i przetransportuje bezpiecznie z jednego końca basenu na drugi — na twarzy zagościło mu coś na kształt radości. Radość tłumił jedynie fakt, że z kolejnymi zajęciami Zbój pozbawiany był kolejnych elementów ekwipunku, aż zostały mu jedynie kąpielówki i piankowy makaronik. Trochę się też zasmucił, gdy Pan Ultra-Uśmiechnięty Ratownik, w ramach przyuczania do samodzielności pływackiej, asekurował go bardziej wzrokiem i obecnością, niż ramion przytrzymaniem. Zbój sobie generalnie radził. Na wszelki wypadek jednak nie oddalał się od pana ratownika na więcej niż, powiedzmy, piętnaście centymetrów. Pan Ultra-Uśmiechnięty Ratownik nie miał, zdaje się, nic przeciwko temu czułemu stalkingowi. Zbój odziedziczył jednak po mamie geny performensowe i obecność swoją postanowił uczynić nieco bardziej dramatyczną. Po paru kolejnych zajęciach Pan Ultra-Uśmiechnięty ratownik na tyle przywykł do obecności mojego dziecka, iż stało się ono niezbywalnym elementem jego wodnego jestestwa. W pewnym momencie, a scenę tę zapamiętałam, nie wiedzieć czemu, w zwolnionym tempie, na twarzy sympatycznego i uśmiechniętego ratownika odmalował się jakiś rodzaj dyskomfortu, który płynnie przeszedł kolejno w zaniepokojenie, strach i jakieś takie zalążki grozy. Była to w skrócie twarz bohatera horrorów klasy B lub C o zmutowanych piraniach, czy innych psychotycznych rekinach, który wie, że zło nadeszło, że już tu jest, czai się za plecami i dyszy. I teraz już nic nie można zrobić, można się tylko odwrócić albo spojrzeć po nogi, i stanąć oko w oko z przeznaczeniem. Ratownik stojąc w wodzie, która sięgała mu do pasa, ze zgrozą, jakby jeszcze nie dowierzając, wolno podniósł prawą rękę, która dotychczas znajdowała pod powierzchnią. Podniósł i odnotował, że jego ręka nie jest już jego ręką, że się przeobraziła i na jej końcu, doczepiony niczym bardzo zirytowana pirania znajduje się Zbój, skulony jak asymetryczny pieróg leniwy. Pan Ultra-Uśmiechnięty Ratownik, który akurat w tej chwili o uśmiechaniu się na chwilę zapomniał, bo twarz mu skostniała w bezbrzeżnym zdumieniu, podniósł doczepionego mu do dłoni Zbója na wysokość oczu i niemo zapytał: „WTF?” Zbój uśmiechnął się uśmiechem zarezerwowanym na zażegnanie najgorszych katastrof („Mamo, twoja biała sukienka z tymi paskami wygląda lepiej. Dlatego je domalowałem”) i wzruszył ramionami. Pan ratownik odzyskał w jednej chwili swoją ultra uśmiechniętą tożsamość. Uznał pewnie, że pirania byłaby jednak gorsza. Od tej chwili, na początku każdych zajęć sam instalował Zbója na końcu swojej ręki, w miejscu zwanym dłonią. Wolał nie ryzykować.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.