Jak małe, zaokrąglone, uśmiechnięte rogaliki —

tak tłumaczę Ka., jak według mnie wygląda związek chemiczny poczucia humoru. Bo tak mnie ostatnio spytano: czy mam poczucie humoru we krwi?, a ja natychmiast zaczęłam to sobie wyobrażać, jak w tej mojej krwi obok pulchnych erytrocytów o kształcie śląskich klusek, pływają okruchy poczucia humoru, które na widok soczewki mikroskopu ustawiają się karnie do zdjęcia i pięknie uśmiechają.

Lubię rozmawiać z Ka., bo lubię jego mądrość, która onieśmiela. I ten moment, gdy opowiada mi o tych wszystkich rzeczach, których nie rozumiem, tłumaczy cierpliwie wszystkie zjawiska biochemiczne o bardzo długich nazwach, wyjaśnia mi świat i ja w takich chwilach znów mam pięć lat i zachwycam się geniuszem przyrody, co stworzyła kasztan; dała mu pancerzyk i kolce, by mógł w spokoju mężnieć.

Świat jest piękny, a natura mądra — tak mu mówię i pytam, pytam go o wszystko, tworzę z tych opowieści mentalne ludziki z kasztanów, piękne zbiory wartościowych treści łączone kruchymi wykałaczkami pamięci, oczywiście że już jutro nie będę potrafiła powtórzyć słowa: hemochromatoza.

W końcu pytam w jaki sposób mówi komuś, że niedługo umrze? Pytam i mam w tym pewną zasadność, bardzo mnie to dręczy, a on mówi, że zawsze zaczyna od diagnozy, potem jak najprostszymi słowami, na końcu jest ciepło. A co, czy ktoś umiera?

Gorzej: kogoś muszę zabić.

Diagnoza, potem jak najprostszymi słowami, na końcu jest ciepło. Tak właśnie muszę komuś niedługo powiedzieć:

Twoja książka to banalny kontur geniuszu Mirosława Nahacza, blada odbitka ksero wszystkiego, co potrafił. Nie jest dobra. Bardzo mi przykro.

Like what you read? Give Janina a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.