Dlaczego wybieram seriale zamiast filmów?


Dobry serial jest jak Twoja wymarzona utopijna rodzina. Możesz zjeść z nimi śniadanie napawające Cię optymizmem na cały dzień (Modern Family). Możesz odprężyć się i wyłączyć na chwilę myślenie by w spokoju spożyć obiad z mieszkańcami Wisteria Lane, a po ciężkim dniu pracy śmiać się do rozpuku podczas absurdalnych przygód piątki z Nowego Jorku (How i met your mother).
Co Ty na to?


Prokrastynacja lub zwlekanie (z łac. procrastinatio — odroczenie, zwłoka) –patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia.

W swoim życiu obejrzałem tony filmów. Absolutnie nie ograniczałem się gatunkowo. Razem z dziewczyną nałogowo oglądaliśmy kolejne produkcje tych samych reżyserów „odhaczając” kolejnych, którzy nie mieli nam już nic nowego do zaproponowania. Nic nowego z dwóch względów. Niemożności tworzenia z zaświatów oraz stoczenia się walorów artystycznych dzieł do stopnia nieakceptowalnego w żadnym stopniu. Tak więc po wyczerpaniu się puli filmów/reżyserów do, których można dotrzeć posiłkując się Google oraz wiedzą garstki hipsterskich znajomych zakorzenionych w niszowym kinie, znalezienie czegoś nowego zaczęło kosztować zbyt wiele pokładów energii, a i procent błędów czyli całkowicie zbędnej straty ponad godziny na niewarte tego dzieło był coraz większy. Prokrastynacja wyjaśnia dlaczego stworzenie listy filmów “na potem” nie mogło mieć miejsca.

Zaczęliśmy się zastanawiać co możemy zrobić. Problem był duży. Nasz tryb życia jest dość prosty. Wstajemy, śniadanie, praca, powrót do domu, obiad, chill, spanie. Przy czterech z wymienionych czynności powyżej towarzyszy nam włączony Macbook z którego dobiega dźwięk wyświetlanego filmu. Lubimy jeść i odpoczywać przy jakiejś historii. Przy czymś co odciągnie nasze myśli od ich zwykłego ich biegu i pozwoli odpocząć, przenosząc skupienie niejako na inny grunt, inne problemy i inne radości — co najważniejsze fikcyjne i choć wiążemy się emocjonalnie z bohaterami to gdzieś we wnętrzu mamy świadomość bycia tylko widzami danego przedstawienia. Przy takim tempie pochłaniania odbieranego obrazu nasz “przemiał” dzieł kinematografii był zatrważający. To ostatecznie przyczyniło się do tego, że pytanie “Co dziś będziemy oglądać?” stało się, z początku mantrą, by pod koniec pierwszego tygodnia od jego pierwszego rozbicia się o taflę uszu, zostać naszym najpodlejszym koszmarem. To co miało sprawiać nam przyjemność tylko frustrowało. Uświadamiało niemoc. Tyle w temacie znajdowania dobrych filmów. Niestety nie ma ich na tony.

Modern Family

Aż tu niespodziewanie coś do nas dotarło. Nagle jak słońce w pochmurny dzień pojawiła się myśl, o serialach. Zaczęło się właśnie od Modern Family. Z początku nie mogłem się przekonać do wszystkich wątków tam omawianych ale z czasem zrozumiałem, że każdy chciałby mieć tak bardzo akceptującą się rodzinę jaką reprezentują w owym serialu aktorzy w nim występujący. Potem przeszedł okres Mentalista, Family Guy, American horror story, South Park, Miasteczko Twin Peaks, Gotowe na wszystko, Różowe lata 70, różne wersje Sherlocka Holmesa, Rodzina Soprano, W garniturach, Detektyw z Matthew McConaughey (wielki ‘szacun’ za tę rolę!), Rodzina Borgiów, Dynastia Tudorów, Gra o tron, Rzym. I wiele innych, których akurat teraz nie udało mi się przypomnieć.

The Mentalist

Najpiękniejsza w serialach jest ciągłość. Możesz z nimi przeżyć bardzo wiele zmian w swoim życiu bo obejrzenie ich zamie Ci całkiem konkretny czas. Nie są to produkcje na jeden wieczór podczas którego co najwyżej wypijesz lepszą kawę, lub zjesz dobre ciacho, niektórym może uda się “zaliczyć”… i to tyle. Z dobrym serialem z którym spędzisz dwa lub więcej miesięcy swojego życia będą wiązać się ciekawe historie, zabawne powiedzonka i cały świat wykreowany przez scenarzystów takich produkcji.

Lubię gdy na początku oglądania serialu nie bardzo kojarzę kto jest kto. Pada jakieś zdanie, że “Janet wyszła wcześniej z pracy” a ja zachodzę w głowę by z wizualizować Janet lub chociaż odszukać w myślach jakiś związany z nią konkret w fabule serialu. Na próżno. Na początku nie znamy dobrze ludzi. Podobnie jest na przykład w nowej pracy. Dopiero po kilku dniach i paru wypitych razem z nową ekipą kawach człowiek czuje się swobodnie, zagaduje po imieniu i otwiera się na innych. Bardzo podobnie jest z serialami. Po kilku odcinkach poznamy bohaterów, ich upodobania, schematy zachowań, sposób w jaki postrzegają rzeczywistość. Po pierwszym sezonie, oczywiście jeśli nie oglądamy serialu na siłę, będziemy “zakumplowani” z naszymi faworytami. Bo zawsze jest tak, że jednych lubiamy mniej a innych bardziej. Najczęściej wynika to z podobieństwa. Im bardziej ktoś zdradza podobne nam cechy tym bardziej jesteśmy dla niego i jego zachowań przychylni.

Tak więc dlaczego wybieram serial ponad film?

Obecnie seriale, i nie jest to tylko moja opinia, wyszły z cienia ich starszego brata filmu pełnometrażowego. Perełki takie jak Tru Detective pokazują, że w świat seriali może jeszcze nie raz zaskoczyć niesamowicie nas zaskoczyć. Poza tym co tu porównywać. To przecież inne ligi. No właśnie! Warto pamiętać, że choć liga inna to sport ten sam. Wartość estetyczna, poziom opowiedzianej historii są w niektórych przypadkach po prostu majstersztykiem produkcji, a to, że są stworzone w formie serialu w mojej opinii działa tylko na korzyść dzieł gdyż mamy możliwość dłużej się nimi napawać, a opowieść może posiadać więcej wątków przez co daje większą frajdę oglądającemu.

Jednym z powodów “przerzucenia się” na seriale była masowość z jaką je wyświetlamy, dzięki przeróżnym odbiornikom. Ktoś kto ogląda od dwóch do czterech godzin projekcji dziennie nie może za każdym razem szukać odpowiedniego filmu. Chyba, że znacie jakieś wyjście z tej patowej sytuacji?

A tak - jak serial jest “zaakceptowany” i pierwsze kilka odcinków zaowocowało chęcią przyswajania kolejnych - to problem “Co obejrzeć?!” znika definitywnie.

Zdecydowanie wolę pytanie “Który odcinek ostatnio oglądaliśmy?” Gdyż jest to prostsze do ustalenia i nie wymaga praktycznie żadnych nakładów energii po męczącym dniu. Po chwili możemy cieszyć się czasem wolnym od myślenia, stresów i napięć. Czysty relaks podczas odkrywania kolejnych, wciągających historii…