Agnieszka Kawula
Aug 25, 2017 · 4 min read

Drugi brzeg

Twój zapach pojawia się na moim policzku dość niespodziewanie.

Przysiadł na krawędzi białego podłokietnika. Jeszcze nie tak dawno leżała tu twoja dłoń. Moja ręka bezwiednie łączy się ze wspomnieniem sofy… Czuję delikatne mrowienie pod skórą. Czyżby materiał łaskotał? Ciekawe… Czy jeśli głaszczę ten fragment sofy, z twoim zapachem na nim, twoja dłoń to czuje? Czy wyczuwa moją fascynację? Czy moje mrówki sięgają twoich?

Podnoszę dłoń do twarzy… Twój zapach błyskawicznie wnika w nozdrza. Przymykam oczy. Pozwalam mu na swobodną wędrówkę wzdłuż ciała. Nie protestuję kiedy drażni najdalsze zakończenia nerwowe. Gra na nich jak na wiolonczeli, a wibracje rozchodzą się głębią wytworzonego dźwięku. Do samego jądra komórek.

Znika moje ciało. Zamieniam się w mgłę i unoszę nad wspomnieniem twojej dłoni na sofie. Faluję w rytmie męskiej energii. Pulsuję twoją ciekawością. Kołyszę twoim wyczekiwaniem. Skraplam się twoim pożądaniem.

Na styku jawy i snu słyszę szept: — Chodź za mną… Chodź…

Zasypiam z twarzą wtuloną we własną dłoń. I twój zapach…

Idę. Ale tylko po to by po chwili zatrzymać tuż przed wielkim mostem, zawieszonym nad bezkresem oceanu. Na horyzoncie mgła. Choćbym chciała znaleźć się na mojej białej sofie, pod bezpiecznym kocem, nie mogę wrócić. Wszystkie drzwi zamknięte.

Boję się. Ten cholerny lęk wysokości. No i pływać nie umiem. Nie mogę się zdecydować, umrzeć ze strachu czy może utonąć? Nie ma drogi odwrotu. Jedyną rozsądną opcją jest wejście na most. Chcę się pomodlić, ale nie znajduję żadnych słów. Pustka. A w niej dudni wystraszone serce. Rozglądam się. Jestem sama. Po środku szumu dzikiego żywiołu. I ten most przede mną. Wisi sobie tak bezczelnie spokojnie. Zdaje się jakby kpił ze mnie całą swoją długością. Próżno szukać jego końca. Mgła pożera go tam, gdzie sięga mój wzrok.

Z całej siły zaciskam oczy. Jak małe dziecko, które wypowiada marzenie i bardzo, ale to bardzo pragnie natychmiastowej realizacji. Czarodziej sen zsyła mi w dłonie talizmany. W jednej ściskam grubą monetę, z wypukłym napisem ALOHA. W drugiej wyczuwam pluszowy kształt. Miś z dzieciństwa. Z czarnym naderwanym nosem i uchem przyszywanym wielokrotnie. Moje amulety. Czy wystarczy ich mocy by przejść most? Serce nadal dudni, ale mniej szaleńczo, jakby oswoiło się z sytuacją, że i tak i tak trzeba będzie zrobić ten pierwszy krok.

Nie wiem jak długo stałam i gapiłam się przed siebie. W zasadzie to i tak nie miało przecież żadnego znaczenia. Zacisnęłam pięść z monetą. Czułam gorąc metalu w dłoni. Misia przytuliłam do piersi, a zapach dzieciństwa dodał odwagi. Wraz z pierwszym krokiem prawie tracę równowagę i cudem nie spadam w otchłań. W panice łapię za wyrastającą jak na zawołanie poręcz. Z przerażeniem stwierdzam, że przecież nie mogę jej chwycić. Musiałabym wypuścić z dłoni talizmany… Wracam do punktu wyjścia. Krok w tył. Ustawiam stopy w koleiny pozostawionych przez siebie śladów.

- Niczego już nie potrzebujesz… — słyszę ten sam szept, za którym tak naiwnie powędrowałam do krainy snu… — Masz wszystko…

No ma to jakiś sens…

Puść. Po prostu puść…

Otwieram dłonie. Moneta spada bezgłośnie, a piasek bez ziarenka protestu pochłania całą wypukłość napisu Aloha. Miś patrzy na mnie bez żalu czernią guzikowego spojrzenia. Moje puste ręce nie są jeszcze gotowe, ale chyba nigdy nie będą. Bo jakże mogą być gotowe na coś, czego się panicznie boją?

- Chodź… już czas… Naprawdę już czas…

Przyglądam się poręczy. I nie dziwi mnie kolejna komplikacja w postaci oplatających ją gałęzi z dzikich róż. Kolce sterczą ostrzegawczo zapowiadając swoją ostrością, że tak łatwo z nimi nie będzie… Choćbym nie wiem ile razy zaciskała powieki, moje dłonie nie okrywają się żadnym magicznym materiałem chroniącym przed zranieniem. Trudno… Będzie trzeba zacisnąć zęby licząc, że adrenalina poradzi sobie z bólem. Prawdopodobnie i tak nie przeżyję tego marszu… No bo przecież albo umrę ze strachu, albo jak już spadnę w przepaść oceanu, utonę. Rany na dłoniach nie będą mi straszne.

Biorę najgłębszy oddech na jaki mnie stać. Czuję jakbym oddychała pierwszy raz w życiu. Jestem jak dziecko tuż po wyjściu z łona matki, po odcięciu pępowiny. Z tą tylko różnicą, że nie płaczę. Jestem zbyt przerażona by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk…

Zbliżam się do pierwszej deski mostu. Giną wszystkie głosy w głowie. Nie słyszę już żadnego zachęcenia. Żadnego zniechęcenia. Jest tylko szum krwi pędzącej żyłami. Wsłuchuję się w jej rytm. Milknie wzburzony ocean. Wraz z kolejnym wydechem chwytam z całej siły pomocnicze różane liny. Czekam na pierwszy ból. Nie pojawia się. Z ulgą przyjmuję miękkość roślinnej balustrady. Wdech. Wydech. Krok za krokiem. Jak w transie widzę moje stopy przesuwające się po ruchomych szczeblach. Nie wiem jak daleko do brzegu. Nie wiem jak daleko do początku. Wszystko ginie we mgle. Odsłania się jedynie kilka desek z przodu. Wdech. Wydech. W transie krew zwalnia rytm. Liczy się tylko krok za krokiem. Wdech. Wydech. Żadna myśl nie śmie zakłócać ciszy, która niespodziewanie wybrzmiewa we mnie spokojem. Wdech. Wydech. Nie wiem jak długo tak szłam. Pulsujące mięśnie łydek mówią, że minęło kilka godzin. Wdech. Wydech. Zauważam, że deseczki mostu zagęszczają się tworząc stabilną kładkę. Podnoszę głowę. Słońce tnie gęstą mgłę swoimi promieniami. Kilka oddechów później zauważam, że mleczna zasłona przegrywa walkę i unosi się ku górze. Jest już tak wysoko, że jej nie dostrzegam. Przenoszę spojrzenie przed siebie. Zostało mi tylko kilka kroków. Tak… Zdecydowanie kilka do brzegu. Puszczam liny i przyspieszam. Po drugiej stronie mostu zauważam błyski na piasku. Kiedy podnoszę to, co lśni, z zaskoczeniem stwierdzam, że to moneta. Z wizerunkiem rzymskiego legionisty. Zamykam wypukłość monety w dłoni.

- Nareszcie… — słyszę szept tuż przy prawym uchu… — Od teraz masz w sobie wojownika…

Wybudza mnie delikatne głaskanie po głowie. Czuję twój zapach na moim policzku. Otwieram oczy. Ale ciebie tu nie ma. Jest tylko biała sofa. Z podłokietnikiem pamiętającym miękkość twojej dłoni…

)

Agnieszka Kawula

Written by

Uwrażliwiam słowem, obrazem, dźwiękiem. Jestem terapeutką hawajskiego masażu. Piszę i przygotowuję audycje do autorskiego radia www.radiokawula.pl

Welcome to a place where words matter. On Medium, smart voices and original ideas take center stage - with no ads in sight. Watch
Follow all the topics you care about, and we’ll deliver the best stories for you to your homepage and inbox. Explore
Get unlimited access to the best stories on Medium — and support writers while you’re at it. Just $5/month. Upgrade