Agnieszka Kawula
Jul 30, 2017 · 4 min read

Przebudzenie samotnej wilczycy

Mężczyźni w jej życiu zapisali się różnymi historiami.

Nie może powiedzieć, że spotkała ją jakakolwiek krzywda. Nie. Raczej to ona zostawiała ich za sobą, a oni patrzyli jak odchodzi. Trwali niezdecydowani w którą stronę podążyć i z kim.

Nawilżała ich usta, odżywiała ich dusze, w zachwycie tańczyła palcami po ich twarzach rozświetlonych jej dotykiem. Była dla nich. Zupełnie. Totalnie. Dawała. Całą siebie. Inaczej nie miało to dla niej żadnego sensu. Nie da się wejść w relację tylko jedną stopą. No może i się da. W końcu oni tak robili, ciągle niezdecydowani, z głowami zapchanymi myślami, które drażniły jej uszy.

Była ich butlą z tlenem. Była ich nadzieją. Była ich orzeźwieniem. Była ich przebudzeniem. A sama gasła…

Nie spotkała jeszcze tego, który zobaczyłby jej nagą duszę. I może dlatego, w chwilach samotności skóry pachnącej kokosem, zapraszała na chwilę kogoś do swojego świata. Bo może to właśnie on zobaczy to, na co ślepi byli poprzedni… Dość szybko okazywało się, że to nie to, że pożądanie mylono z miłością, że namiętność z radością, że łapczywość z zaspokojeniem. Nie, to nie to…

A oni przychodzili po więcej. Kiedy im pasowało. Kiedy kończył się tlen. I stawiali warunki. Jak często, jak długo, jak intensywnie i na wyłączność ich potrzeb. Prywatna stacja ładująca. Tankowanie za tankowaniem. A sama przeciekała…

Dziwna z niej kobieta. Zmienna. Nieokiełznana. Silna, ale i słaba w nagości swoich ograniczeń. Niezależna. Myśląca inaczej. Kiedy inni szli w górę, ona wolała sprawdzać co jest w dole. Spontaniczna. Bardzo. Nigdy nie można było przewidzieć, co wymyśli dalej. W jednej chwili mogła leżeć na sofie pod ciepłym kocem, a w drugiej kupować bilet do innego miasta i pakować plecak tylko po to, żeby spotkać się z kimś, ot tak, nawet jeśli sama podróż miała trwać dłużej niż wypicie z kimś kawy. Potrafiła milczeć. Długo. Potrafiła tańczyć, w dresie, z nieogarniętymi włosami i czuć się królową latino. I płakała. Intensywnie. A kiedy nie zostawała w niej ani jedna łza, medytowała w ciszy, za świadka mając jedynie dym białej szałwii.

I może właśnie dlatego wybrała samotną wędrówkę…

Tuż po tym, jak zniknęła za zakrętem ciasnej uliczki zostawiając go samego postanowiła, że już dość! Że potrzebuje tlenu. Dla siebie. Że potrzebuje nadziei. Dla siebie. Że potrzebuje orzeźwienia. Dla siebie. Że potrzebuje przebudzenia .Dla siebie. Że potrzebuje światła. Swojego. Dla siebie.

Nie odwróciła się ani razu. Z każdym kolejnym krokiem zostawiała za sobą te wersje siebie, które już się spełniły. Pożegnała uzdrowicielkę, tę z cudownymi dłońmi, które dotykały i leczyły rany innych. Pocałowała w czoło powierniczkę problemów, do której się mówi i mówi i mówi. Uścisnęła tę dobrą, mądrą, wyrozumiałą, cierpliwą i rozumiejącą. Pomachała miękką dłonią do ratowniczki, zbawicielki, opiekunki. Mrugnęła okiem do kochanki o namiętnych ustach i pulsującym, niezaspokojonym ciele.

Poszła do łazienki. Przygotowała gorącą kąpiel. Aromatyczne zioła swawolnie pływające w wodzie zapraszały zimne, spragnione uwagi ciało. Zanurzała się powoli. Centymetr po centymetrze. Im głębiej schodziła, tym mocniej otulała ją cisza czule omywając jej obolałe skronie.

Przymknęła oczy. Westchnęła z ulgą. Błogie ciepło otuliło ciało.

Zniknęła. Dla łazienki. Mieszkania. Miasta. Zniknęła dla wszystkich ludzi, których znała. Zniknęła dla wszystkich ról które grała. Zniknęła nawet dla samej siebie. Rozpłynęła się w wodzie, w tej przestrzeni poza dźwiękiem, zapachem, smakiem. Przyjęła ją falującą łagodnością. Gdzieś na powierzchni zamajaczył kontur. Usłyszała krzyk wprowadzający wodę w wibracje. Nie stawiała oporu i pozwoliła by drganie wniknęło w jej ciało. Warstwa po warstwie. Aż do szpiku kostnego. Mocno. Zdecydowanie. Poczuła jakby namiętny kochanek stanął przed nią i gwałtownym ruchem zdarł z niej bluzkę, urywając wszystkie guziki. W tym przypadku bluzką było ciało, a guzikami dawne wersje jej samej. Te, które spełniły już swoje zadanie, a przez zasiedzenie stały się niewygodne i zaczęły boleśnie ocierać. Woda przyjęła je milcząco. Wszystkie. Co do jednej.

Leżała jeszcze przez chwilę rozkoszując się lekkością odartego z niewygodnego pancerza ciała. Powoli wynurzyła się na powierzchnię. Zaczerpnęła powietrza. Pierwszy raz tak głęboko. Tak swobodnie.

Wyszła z wanny.

Obserwowała swoje powolne ruchy. Strużki wody spływały po parującym ciele i wsiąkały w materiał puchatego chodnika. Ciało wibrowało. Czuła prostujące się w ukojeniu mięśnie. Czystą krew szumiącą w żyłach. Twarde, mocne kości. Stanęła przed zamglonym lustrem. Naga. Miękka. Spokojna. Nasycona ciepłem. Przetarła dłonią chłodną taflę szkła. Patrzyła na tę, która wie, tę która widzi, tę która czuje, tę której głośne i ostrzegawcze wycie rozrywa fałsz.

Patrzyła…

Na światło swojej duszy.

Jak mogła… Jak mogła tyle lat żywić się ochłapami uczuć? Jak mogła zapominać o sobie, ciągle i ciągle od nowa? Gasnąć i przeciekać.

Czuła. W końcu czuła, że już dość. Już nie.

Ta, która wie, uśmiechnęła się rozluźnionymi wargami. Ta, która widzi, popatrzyła błyszczącymi oczami na tę, która nie godzi się na mniej niż na to zasługuje.

Zasypiała z obietnicą wyszeptaną milczeniem: — Od teraz należysz tylko do samej siebie. A kiedy pojawi się ten, który zobaczy twoją nagą duszę, będziesz wiedziała. I wpuścisz go do swojego świata. I zachwycisz się tak, jak tylko ty potrafisz się zachwycać. I dasz mu to, co tylko ty możesz mu dać. I już nigdy więcej nie zgaśniesz. Bo on przyjdzie ze swoją mocą, ze swoim światłem. Nie będziesz musiała nic robić. Tylko być. I kochać. Tak jak tylko Ty potrafisz… I nie prosząc o nic, dostaniesz wszystko…

Tej nocy, we śnie odwiedziła ją biała wilczyca. Długo się nie widziały. Przyjęła jej spontaniczne zaproszenie do wspólnego biegu. Wilcze uszy podskakiwały zabawnie. Wolne, radosne, nieujarzmione. Wiatr szumiał we włosach, plącząc je i rozwiewając, wedle własnego, tylko sobie znanego planu. Znowu czuła jak jej bose stopy dotykają łąk, pustyń, morza. Czuła bicie swojego serca. Miękkie futro pod rozpaloną dłonią. Dzikość i bezpieczeństwo. Zew wędrówki

Obudziła się ze łzami wzruszenia i wdzięczności. Była gotowa.

Agnieszka Kawula

Written by

Uwrażliwiam słowem, obrazem, dźwiękiem. Jestem terapeutką hawajskiego masażu. Piszę i przygotowuję audycje do autorskiego radia www.radiokawula.pl

Welcome to a place where words matter. On Medium, smart voices and original ideas take center stage - with no ads in sight. Watch
Follow all the topics you care about, and we’ll deliver the best stories for you to your homepage and inbox. Explore
Get unlimited access to the best stories on Medium — and support writers while you’re at it. Just $5/month. Upgrade