Koreański w egzekucji scen i nieumiejętności prowadzenia aktorów. Miał kilka typowo azjatyckich dziwactw. Najlepsze to stawianie butów na głowie, poślizgnięcie się przez Chrisa Evansa o rybę, oraz wściekle indoktrynująca nauczycielka (która potem sięgnęła za spluwę — w stylu chyba anime). Najgorsze to armia czarnych ludzi z siekierami. Aktorstwo było złe, wholeheartedly. Nawet Jamie Bell zawiódł. Chris Evans nie ma krzty charyzmy, więc nie pasuje do roli głównej (może w Korei Płd. tego nie wiedzą). Tylko Tilda Swinton umiejętnie czyniła swoją postać żabio-obślizgłą, choć rola była zdecydowanie zbyt koturnowa. John Hurt przynudzał jak zwykle — chyba zrobię sobie przysługę i będę omijał każdy film, w którym się pojawia. Octavia Spencer grała zgodnie z rasowym stereotypem czarnej, grubej matki. Ed Harris dobrze unaocznił prawdę, jakim próchnem jest ten film, określając dojście Chrisa Evansa do czoła pociągu jako ekscytujący blockbuster z twistami i turnami. Łysy hitman, ruski (?) hitman, gruba z rewolwerem i kilku innych przebierańców było pewnie wyjętych z teledysków K-Pop. Nie wspominając już o parze chillujących slackerów, ojciec i córka — najbardziej pamiętliwe, co zrobili, to skradzenie wystawnych futer imprezowiczom. Najlepszy był koniec, który być może sugerował wielorasową i wielogatunkową rodzinę — à la Noah’s Ark. Muzyka była wypełniaczowa, nieistniejąca. Zdjęcia nie były uderzające, a czysto funkcjonalne i małoskalowe.
Email me when Ksko Porombanej publishes or recommends stories