Moje paranoje.

Zmartwię Cię — każdy ma swoje, a ja swoich jestem świadom. Wychowywałem się w domu, gdzie miałem warunki do nauki, rozwoju. Może to przez to jest ich tyle. Niemniej dobrze mi z nimi i akceptuję je. Każdego dnia uzupełniają moje rytuały — od wstawania po położenie się spać. Bez nich nic nie było by takie same. Może kłótni byłoby dużo mniej. Tylko wtedy było, by nudno.

Lubię porządek. Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy nie jestem pedantem. Okazuje się, że nie. Myśl tę rozwiał mi obraz pokoju, gdy zacząłem mieszkać poza domem rodzinnym(studenckie życie i takie tam). Nie oznacza to, że przestałem lubić porządek. Przeniosłem go do innej sfery dnia powszedniego. Chociażby do narzędzi których używam— uwielbiam porządek na komputerze, równo poukładane foldery, a zdjęcia do postów podpisane i posegregowane alfabetycznie. Dziwne, co?

Uwielbiam korzystać z dostępnych rozwiązań w sposób, który sobie zaplanowałem, czy przemyślałem. Wymaga to dodatkowego czasu. Szczerze to kosztuje go całkiem sporo. Zatem, gdy muszę coś powtarzać kilka razy rośnie we mnie irytacja i niechęć. To tak jakby ktoś w ujebanych kaloszach wszedł Ci do świeżo wysprzątanego mieszkania.

Każda zmiana wymaga ode mnie zatem sporego wysiłku i czasu, którego jak wiemy jest mało :) Mnie jednak niebezpiecznie podnieca myśl, że działam zawsze na pełnych obrotach, wykorzystując w pełni dostępne możliwości.

fot. Maciej Moskwa

Kawa

Kolejną rzeczą na której się łapie to podział czasu względem pracy, czy obowiązków. Aby Ci to zobrazować podam Ci przykład. W pracy kawę piję w określonych oknach czasowych. Przychodząc rano parzę ją zanim włączę komunikator firmowy i pocztę. Jeżeli najpierw zobaczę wiadomości i powiadomienia na Slacku to sumienie nie pozwala mi pozostawić tego bez akcji — zazwyczaj jest co robić, więc z godziny 9 rano robi się nagle 13. Magia kurwa.

To samo dzieje się w późniejszych godzinach. Kończąc pracę o 17:00 niemal nigdy nie zrobię sobie kawy o 16:00. Decydując się na jej parzenie prawdopodobnie wróciłbym do biurka o 16:20 — wiecie, po drodze żółwik, jakaś rozmowa przy ekspresie, a czas ucieka. Włącza mi się wtedy przekonanie, że warto ten czas spożytkować na realizację tasków z TODO.

To problem, czy nie?

Parę lat temu bez zawahania odpowiedziałbym, że tak. Dziś jednak paranoje nazywam wewnętrznym systemem, który pozwala mi realizować nie tylko zadania z TODO — pozwala skutecznie gonić za konkretnym celem. I choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wszystkie z tych rzeczy nie mają znaczenia to w ostatecznym rozrachunku odpowiadają za produktywność.

Żeby nie być gołosłownym to ostatnio sam sobie to udowodniłem. Spróbowałem funkcjonować bez jednej z moich paranoi — czyli kalendarza w którym notuje nawet przypomnienie o tym żeby czytać książkę. Okazało się, że w ciągu tygodnia moja efektywność diametralnie spadła. Mało tego komfort i samopoczucie dnia powszedniego było do dupy. Innymi słowy obowiązki pochłaniały o wiele więcej czasu i energii, a w dynamicznym środowisku ważna jest energooszczędność. Serio.

A co z Tobą?

Śmiem twierdzić, że każdy z nas posiada taki wewnętrzny system, który pozwala nam realizować zadania, obowiązki. Taki, który skutecznie pozwala realizować zamierzone cele — nie tylko te zawodowe. Myślę, że świadomość pozwala na jeszcze mądrzejsze zarządzanie sobą w czasie. I tego Ci życzę.