Groblum Humilitans III

( “ Przyjdzie Panna na Tron Pański, i zgładzi Niewiasta głowę wężowi…” )

w listach do pewnej redakcji

pewnego repozytorium naukowego

pewien asystor od korespondencji i informacji listownej

odpisywał na listy czytelników, takiego typu:

Dlaczego w populistycznej literaturze brak współczesnego wiersza o Maryi?

Dlaczego poeci milczą w kwestii Maryi? “

Czemu Emmanuel wśród proroka Joba jest drugim niezauważalnym wśród Maryi obiektów artystycznych westchnień?

— — — — — — — — — — — — — —

I myśląc ad surcem — nad rodowodem Panny,

sądził że tylko kamień (neolit) badawczy Platona coś zmieni,

w jego zrozumieniu antyfazy rozszczepienia rodu Nona od Magi

i dalej od Centurii, Ramy i Geszefy…

ale jego rozsąd był marny — więc gdzie nie człowiek nie poleci,

do nieodpowiedniej antyfony —

nie tej z “Evangelismann” Wagnera,

nie tej z Cherubikonu Diokleteńskiego,

nie tej z ksiąg błogosławionych Martyny z Aragonii,

ale do ustępów zwanych aklamacjami:

“ — Beatissime, qui persecutionem patiuntur,
propter justitiam […]

to, że jest potomkinią Joela i Nany,

ale jest pierwiastkowo zwana po macoszemu przez eklektytów “Miriam”,

świadczy komu czara się wylewa

gdy ta macochini zasiada na tronie w purpuracie,

tiarze z szmaragdów Eragonu,

cyklinów z roztwornych wód Mantei,

a wina z dzikich grońsk sadu Bergamony,

a przy niej zwykłe ściborza —

syczą gromny wokalny ryk trąb jerychońskich

trybalistyczne dzwonienie na Schwarze Laben Masse,

do zwykłego jarzma Jeremiego —

ucznia szwaczki i prosekutora dóbr,

który starego żeglarza zmusił do oddania czci Panu

na suchym lądzie —

wdowi denar przechował na factoring,

nie taki zadość uczyniony za usługi konserwacyjne,

a chleb nie kwaszony octem uczynił macą —

bo żywot jest jak krucha piętka ze skórką miedzianą;

do anatemów smyrneńskich Arnobiusza z Gazy

czczących faraonidów —w bojażni stałych,

ale w pochlebności wylewnych

bo datki na święto Ankha Mã’ana są mniejsze,

tłuste tuczki nie dorastają na swych polach,

kozy nie wiążą się w pary z oryksami trykowymi

do zapisów Constitui Familiae —

Aeterni Patris tłumaczącego filozofię Kantejską jako “ przewrotność mniemań ”,

Rerum Novarum który polepsza umowność socjalistów z literą purpuratu,

In Enimenti głoszący zatracenie tym — którzy prawdy nie mają w swoim CV,

ale tu wyjaśnił sobie asystent stemplarza w swym sercu,

że to wszystko bójda — i wymysł mu wpadł na mózg:

Dogmaty — dogmaty, głupcze! “

To, że jej apokaliptyczne wnijście przy końcu czasów oznaczało nicość

a po nim logos — jako ustanowienie pierwszej novartia insigne,

która głosi: “Na początku był Bóg — a On był słowem, które w nas zamieszkało[…]”

i napierając dogmatowi ukrytemu w twierdzenie unitarnej transsubstancjacji, w słowach św. Atanazego:

“ Jest [logos] zrodzony pomiędzy nie zmieszanie się natur, a wrodzenie go w człowieczeństwie Boga osobowego. “

A matka była dziełem pewnego cieśli,

co nigdy nie spał, nie dojadał, nie dokuwał, a brodził krwią w ofierze Boga Syrionu,

a śnił o wygodnym przytułku i dobrotliwym żeliwie ognia,

jemu cieśli było na imię — Joachim,

a on gdy wytruwał ostatnie pnącza jarzma, które targał ich dziesiętnik —

robolny martyrofil, poznał pewną pannę, z którą nie miał nic za złe że była Ananiaszową kompletatorką —

jej gładkie fałdy na policzkach zajaśniały, jak zgliszcza katedry w dniu Siedemdziesiętnicy — błogość ciała od kolan po podszewki barków i ramion,

były strapione od ran, ażeby też je zakryć, aby świat nie poznał — że ona cierpiała jasydzkie wojny,

a jej czoło obfite było w promień brzemienia — które stało się monstrantum siły, która stopiła wszelkie zelżywe —

niczym nie zasłabniające się kruszywo, miedź, czy brzekot,

i tak wzbroniła się przed jego widokiem — gdy nagle,

oparła się na jego ramieniu, i od tej godziny, czuwał…

— — — — — — — — — — — — — —

porodziła Matkę — by Matka mogła wybronić resztę,

a Bóg tej Reszty był lumis ephera, jej zdrojem

— porodziła zadatek Jego jedynego — konsystorza przy larum grających

na cytrach, łubokach, gęślach, jej napisany,

nie pod cudem zjątrzenia transfigurującego Ascaronu chimerytilionu,

nie pod zgrywem na pacierzach słów rodem z logopedycznych podręczników — do nauki fonetyki scholarystycznej,

nie zgranych melodycznie z kultowych utworów antycznej popkultury,

ale jej dedykowany słowami:

Gloria Carissima,

gloria Purissima,

principia in verbum Dei, salutari meo —

gremia populi ad prophete confessia dore[…] “

czym zwał się Magnificat — pieśń wstępna, której usta Reshusa,

szatańskiego gotnika, wymówić nie mogły,

zagłuszał on wraz z Azazelem i Cheronem — kadzeniem pianinek i dymów salw piszczałek,

ale one zniknęły — tylko na dobre,

w dniu, kiedy poczęła Syna Ojcowizny Jego Przedwiecznego,

stał się tym — co dla baptystów mogło zostać niejednorodnie tak zwane,

aspherum Confessore Regnum introite — wnijściem ponad zmierzonego Konfesora Tronu,

odejściem od starych praw, ułud — że nie masz władcy nad Syrachem, a mocarza nad Samsonem, i od praw majątku jednego wołu nad cały ekwipaż tragarny

Pan już wszedł, ale na krótko,

gdy On był — tam też była Ona,

sznurowała mu buty podczas podróży do Jerozolimy,

Paschę uszykowała mu na daleką podróż do Cezarei,

była przy Jego odrodzeniach, uleczeniach i naukach,

przy samym znoszeniu góry do Jakuba — ona stawiała mu miarę,

a przy weselu w Kanie — ona dała mu ostatni sok z gronia, który stał się Zwiastunem,

a w Ogrodzie, wlała mu Ducha — który był pęczniejącym krzyżmem na zbesztanie tego chleba przepalonego przez niedouczonych piekarzy z Emaus,

a kielicha który już nie smakował jak przy dniu Ligo Armana,

a św. Jan — który omal przed oschnięciem krwi z ręki Uriego,

on zapisał, że wtedy Matka pocznie Lament,

gdy on rozroi burzę wśród ludu,

a Im będzie święcić — ale “Im” nie znaczyło samych nie-sprzysięgłych, Paschał niosących, krewnych i znajomych Szymona,

zapowiedział, co następuje:

  • Jego za koronę z brzekotu będą targać i nieść w płótnie na znak upokorzenia, i nazwą tę ziemię — Mahraim;
  • dadzą mu berło z trzciny i obśmieją Go, skarcą mężów tym że pathos, tak że logos pomrze w ciszy — a ona nie będzie stęchlizną pośmiertną;
  • rumor koguta obarczającego Piotra, jako patra neolithium — który grzmotem jego ryku, skruszył jego powierzchnię i uczynił z niego gruzdę, popiół wymuszony przez strach i duchy Lamentu;
  • intercyzę ciała po zdjęciu z cokołu cruix a Glemore — rozpisze Annasz, a św. Józef, owda za pożyteczne podniesienie sztampy płótna, i odtąd pogrzebane i oschłe ciało pochowane w grobie posiedzi dni trzech;
  • recontritia mirrens — a ich oczy zbudzone Syna ujrzą, gdy Jemu się już nie otworzą.

— — — — — — — — — — — — — —

… koniec był bliski, ale dama z plemienia Nona i Urriela,

zaczęła triumfować, konscylować się ze swą dowładnością,

bębny wojenne zagorzały

trąby nawowe rozegrały

piekielny hymn

dziąśle opadło zgrzytem na widok Końca

arkady sali tronu

— tej lafiryndy, co obiecał sobie, że Jan o niej nie zapowie w Zwiastunie,

ze wzgląd na jej sukno i pektorał w komży, a taki styl ubioru na introit

nie przystoi nawet najokrutniejszej damie pod słońcem,

hydra tricens rozwarła usta i szczękotem

pyrronejskie floty ognia zawrzała

ziemię Us i Medeę podpaliły

ale nie oznaczało to,

że Ona przyszła jemu zgładzić pra mores,

trójgłowie co w pysku Hostię

— jednym trawi

— drugim się truje

— trzecim pluje i parzy

Misserio Inhabitem na owe czasy zakończone

… a ona wszelkiemu pytonicus merivi, dała może w łep,

rozścierwiła po nim jad glutowy, który nie sposób odsiąknąć od ziemi

i poszła, poszła po raport o stanie dokonania

mariawickiej krwawoty — Sędziwemu

— — — — — — — — — — — — —

a oto odpis na wszystkie wasze apele,

odczyty krytyczne, dysertacje,

które żeście — znawcy sztuki narzuconej,

nauki filocydeskiej, oraz rozpraw Tryfona fanatycy,

“ Boją się Jej, najwielcy artyści, ci — co też kiedyś pokazywali ją jak dziwkę,

ci — ulubieńcy Hamana i krzywoprzysięzcy — inteligenci,

malarze bruzd i lepnicy garnuszków,

ci — co kwiatek Lili, pokazywali jako zwykły przykład botanicznego chrostka,

a nie dziś wiadomo,

że nigdy się Jej nie wysłuchają, bo wiedzą — że to niby trzeci Bóg od końca, a drugi po czasie,

niech farmazonom będzie tylko za medykament ta lubość arystotelskiego ego,

a nam — śmiertelnym, drąb. “