USB-C, czyli parę słów o rewolucji, którą krytykują ludzie, którzy zatrzymali się na technologii 2005 roku.

Coraz więcej osób narzeka na nowy standard USB — 3.1 (znany również jako USB-C), który to kontrastując do swoich poprzedników, otwiera przed nami dużo więcej możliwości. Może np. zastąpić wejście Jack, gniazdo ładowarki, HDMI, USB 2.0 oraz 3.0, różnej maści porty wejścia-wyjścia urządzeń peryferyjnych i do tego znajduje się w coraz większej ilości urządzeń — nawet w słynących ze swojej odmienności komputerach Apple.

Dzięki swojej budowie znajdziemy go zarówno w laptopach, tabletach, jak i w telefonach, dzięki czemu USB 3.1 ma szansę stać się standardem technologii naszych czasów, przy pomocy jednego portu łącząc ze sobą wszystkie urządzenia.

Patrząc na MacBooka (12'’) można zagranie Apple odebrać zarówno jako igranie z użytkowników za sprawą usunięcia praktycznie każdego portu z wyjątkiem słuchawkowego i jednego USB -C pełniącego również rolę wejścia ładowarki, jak i wskazaniem drogi, którą będzie podążać technologia w przeciągu najbliższych lat — komputer, telefon lub tablet z jednym portem, który w razie potrzeby będzie pozwalał na podłączenie do niego huba USB 3.0, który to umożliwi podczepienie do naszego komputera dowolnej ilości urządzeń peryferyjnych.

To beznadziejnie proste — po co nam więcej portów w komputerze przenośnym, gdy podczas podróży, czy korzystania z laptopa na kolanach nie mamy do niego zwykle podłączonych żadnych urządzeń z wyjątkiem ładowarki lub pendrive? Gdy potrzebujemy skorzystać z większej ilości urządzeń rozszerzających możliwości naszego sprzętu, przechodzimy z naszym MacBookiem (lub w przyszłości jakimkolwiek innym UltraBookiem lub nawet NoteBookiem) do biurka, gdzie możemy sobie pozwolić na skorzystanie z różnej maści hubów i przejściówek — póki co, wydaje się to być rozsądnym wyjściem.

Rozwiązanie to ma gigantyczną zaletę — kupno jednego urządzenia pozwoli nam na skorzystanie z niego w całej gamie komputerów, zarówno tradycyjnych, jak i kieszonkowych o ile oczywiście oprogramowanie w nim zainstalowane będzie na to pozwalało.

Rozwiązanie to nie jest jednak pozbawione wad

Największą wadą tego rozwiązania jest zmuszanie nas do korzystania z przejściówek i rozdzielaczy USB, które to pozwolą nam na połączenie do naszego komputera przy pomocy jednego gniazda np. kolejnych czterech gniazd USB, do których to dopiero wsuniemy pendrive czy odbiornik myszki bezprzewodowej lub kontrolera do gier.

Wykorzystanie jednego portu USB-C niekompatybilnego z poprzednimi jego generacjami jest również dodatkową formą zarobku dla producenta sprzętu — o ile jestem w stanie uwierzyć, że Asus czy Samsung dostarczy wraz ze swoimi komputerami HUB USB, to nie mogę sobie tego wyobrazić w przypadku Google (i Chromebooków Pixel czy Nexusów), Microsoftu (z Surface oraz kiedyś prawdopodobnie Surface Phone) i Apple (z Makami oraz iPhonami/iPadami).

USB 3.1 jest zatem gigantyczną zaletą i krokiem do przodu w kwestii ograniczenia ilości portów w naszych urządzeniach, podczas gdy ich wszystkie funkcje można zamknąć w jednym standardzie. Problematyczną kwestią jest zatem to, na jaką ilość nowych gniazd w komputerach oraz sprzęcie mobilnym zdecydują się producenci, oraz w jaki sposób zaopatrzą nas w przejściówki umożliwiające bezproblemową pracę z peryferiami nie posiadających gniazd w nowym standardzie. Według mnie już za dwa — trzy lata będziemy świadkami miniaturyzacji różnej maści portów w sprzęcie z którego korzystamy każdego dnia. Czy jesteście na to gotowi? Chcecie, aby w świecie technologii istniało tylko jedno, standardowe wejście do wszystkich rodzajów peryferiów? Dajcie znać w komentarzach. :)

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.