Jak znaleźć pracę w korporacji

Od mojej przeprowadzki do Warszawy minął już miesiąc. W tym czasie stworzyłam sobie tu okazję do spotkania nieprzeciętnych ludzi, z którymi miałam szansę przedyskutować kilka nurtujących mnie tematów i postawić pare wartych zadania pytań. Miałam też okazję wziąć udział w absurdalnym procesie rekrutacyjnym, który kłóci się z hasłami i wartościami głoszonymi przez pracodawcę.

Przyjeżdzając do stolicy postawiłam sobie za cel własny rozwój i gotowość na maksymalne poświęcenia dla pracy którą kocham. Nie zostawia się przecież Krakowa i urokliwego Wrocławia dla byle kogo. Możecie sobie wyobrazić, że w ogłoszeniach pracodawców, szczególnie tych którzy w ogłoszeniach się specjalizują, łatwo jest znaleźć zdania takie jak:

gwarantujemy ciągły rozwój i ciekawą pełną wyzwań pracę w młodym, dynamicznym i innowacyjnym zespole, otwartość na nowe pomysły i przestrzeń do ich realizacji.

Swoją drogą, zawsze zastanawiało mnie czy ‘młody zespół’ ma jakiś próg wiekowy, powyżej którego do pracy Cię po prostu nie przyjmą bo będziesz za stary. Szach — mat, kandydacie!

How Google Works, Eric Schmidt (1 SlideShare) , Executive Chairman at Google

Świeżutko po rozpoczęciu podyplomówki z Komunikacji Korporacyjnej i PR, zdałam sobie sprawę, że na świecie istnieją firmy stawiające na kreatywnych pracowników, którym pozwalają rozwinąć skrzydła na korzyść pracodawcy.

Jak napisał Eric Schmidt, Chcemy inwestować w ludzi, którzy będą robić to co uważają za słuszne, bez względu na to, czy dostaną jednoznaczne przyzwolenie. Ci ludzie mogą okazać się najbardziej kreatywnymi jednostaki w naszej firmie. Oni łączą w sobie wiedzę techniczną, doświadczenie biznesowe i kreatywność.

W takim razie jeśli kreujemy się na firmę à la Google, powinniśmy bardziej niż do stawiania w biurze budek telefonicznych, przyłożyć się do jej charakteru.

Charakter firmy to suma charakterów jej pracowników

Mówi się, że w procesie rekrutacyjnym pierwiastek dopasowania do zespołu jest decydujący. A co jeśli HR-owa procedura postanowi Was jednak zmiażdżyć?

Ponieważ sama pracowałam w HR-ach mogę wypowiedzieć się na temat, który jest mi poniekąd bliski: nie oszukujmy się, rekrutacja do naszej firmy to podstawa jej prężnego funkcjonowania. Jeśli szukamy osoby kreatywnej, która realizuje projekty z pasją, ma wiedzę techniczną, chęć do nauki nowych rzeczy i zarysowany plan działania, który warto przedyskutować, dajemy jej test rozumienia werbalnego? Co to takiego?

How Google Works, Eric Schmidt (1 SlideShare) , Executive Chairman at Google

Przyznaję, że tego HR-owego triku nie znałam i poległam dowiadując się od komputera, że w danej firmie nie będę logicznie myśleć :)

By wyraźniej zarysować Wam absurdalność tej sytuacji: wyczytałam ostatnio, że dane testy rekrutacyjne są przeznaczone dla kandydatów ubiegających się o praktyki, staż lub konkretne stanowisko w korporacjach z branż takich jak: Finanse i Bankowość, Doradztwo, Handel, Farmacja, Przemysł i Motoryzacja, Petrochemia i Energia, FMCG, Telekomunikacja, IT.

Gdzie wciśniecie w takim razie w danej firmie Specjalistę do Spraw Marketingu? Czy ta pozycja po prostu tak ładnie się nazywa i dlaczego w takim razie nie nazwać jej ‘Handlowcem’? Tutaj wypowiadał się już prof. Bralczyk, mistrz i jeden z moich guru językowych, w kwestii kreatywnego nazewnictwa działu rekrutacji, który w firmie promującej hasło ‘nie komplikuj, upraszczaj’ nie wiem czy dobrze się spisał…

Dobrze jest mieć plan

ale dobrze jest też zrozumieć, że w procesie wzrostu i rozwoju dobrze jest ten plan zmieniać.

Everyone is busy trying to think outside the box. It’s more impressive to fit yourself inside the box. To see a box from a new perspective. To deconstruct the box and find a new use for it.

Ponieważ nie zgadzam się z bezdusznym komputerem, któremu, jak mawia się w HR-owym żargonie, brak jest human touch. Postanowiłam zaapelować do firmy tworzonej na wzór kreatywnego Googla i Linkedina, wyjaśniając tym samym gdzie jest pies pogrzebany.

Próbowałam też odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego ten najważniejszy dla firmy proces oddaje się w ręce firmy zewnętrznej, jakby odsuwając odpowiedzialność podjęcia decyzji od rekrutera i zrzucając ją na komputer?

Skoro tyle się teraz mówi o wychodzeniu poza swoją strefę komfortu, dlaczego rekrutacja w niej pozostaje?

Czytając mój tekst sami oceniacie czy się Wam podoba, czy jest dobry, czy składnia tego to co piszę ma sens i czy rozumiecie treść postów. Wychodzę z założenia, że każdy może się wypowiedzieć na poruszany przeze mnie temat i do tego zachęcam.

W czasach, w których dzieci szybciej uczą się pisać na klawiaturze niż trzymać w ręku długopis chciałam zapytać o dysleksję, która w czarodziejski sposób nie znika z ukończeniem szkoły średniej.

I zrozumcie mnie dobrze; nie wymawiam się tym, a stwierdzam jedynie, że można wiele rzeczy wypracować, a innych się nie przeskoczy.

How Google Works, Eric Schmidt (1 SlideShare) , Executive Chairman at Google

Po jednym z treningów, w których ostatnio uczestniczyłam rozmawiając na ten temat z inną uczestniczką (swoją drogą wysoce wykształconą prawniczką z Uniwersytetu Warszawskiego) dowiedziałam się, że tak jak wielu innych jej rówieśników dostała papier tylko po to by zdać maturę (!). Sok, który wtedy piłam prawie wyszedł mi nosem.

Test rozumienia werbalnego, który daje Wam 17 minut na odpowiedzenie na 30 pytań z rozumienia tekstu (gdzie zegar robi Tik-Tak) z pewnością nie dyskwalifikuje TAKICH dyslektyków, a ta dysleksja, która uważa upływający czas za minutnik bomby zegarowej paraliżuje Wasze wnętrzności.

Bardzo uprzejmie zapytałam wtedy siebie samą i daną firmę, czy szukają do zespołu sapera? Czy w normalnych warunkach też musiałabym tak pracować? Może i nie skończyłam UW, ale wiem ile pracy kosztowało mnie zdobycie dyplomu na filologii angielskiej, wiem jakie inne zdolności już nabyłam i jakie właśnie zdobywam.

Wydaje mi się, że szybkość podejmowania decyzji na stanowisku Marketing Specialist, może co prawda wiązać się z podejmowaniem działań w sytuacji kryzysowej, ale wtedy działa się według wcześniej ustalonego planu. Natomiast, powiem Wam szczerze, analiza danych na czas dyskwalifikuje mnie już w samych przedbiegach. Mimo to na rynku pracy nie jestem jakąś nowalijką i mam za sobą kilka poważnych pozycji. Właśnie dlatego nie rozumiem czego oczekuje się od takiego kandydata?

Po dwudniowym szkoleniu z Google AdWords miałam przyjemność dzielić taksówkę z Pawłem Tkaczykiem, który, jak sam mówi, zarabia na życie opowiadaniem historii. Zapytałam go wtedy czy wie czym jest dysleksja, czy w tych czasach zatrudniłby copywritera z dysleksją i czy dobrze pracowałoby mu się z Einsteinem i Churchillem?

How Google Works, Eric Schmidt (1 SlideShare) , Executive Chairman at Google

Nasza rozmowa podniosła mnie na duchu i stwierdziłam, że to ja wiem kim jestem i co mogę osiągnąć. Niektórym firmom natomiast brakuje Larrego Pagea, współtwórcy Google, który powie:

HR „that plan is stupid”.

W orginale opublikowane na Pracologia- nauka o życiu i pracy 29 czerwca 2015.

Like what you read? Give Anna Sycz a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.