#Szkoła
Jeśli jesteś rodzicem, to pewnie czasami zastanawiasz się, dlaczego w polskiej szkole jest coraz gorzej, a może tylko ty tak myślisz? Dookoła mijasz innych rodziców, wymieniacie uwagi, nie wszystkie dotyczą od razu edukacji, to po prostu najczęściej zwykłe “co tam?” rzucane w pędzie. Gdy zatrzymujesz się w końcu i jest to ta chwila, kiedy twoje dziecko mówi, że nie rozumie czegoś, co było na lekcji, wtedy dopiero zastanawiasz się - co ono robiło cały dzień w szkole? Dlaczego nie zrozumiało właśnie w szkole? Czy otrzymało szansę na zadanie pytania? Dlaczego ten tok myślenia podąża właśnie w kierunku wątpienia, że….chyba nie zadaje się w szkole takich pytań. W szkole siedzi się w ławce i słucha.
W szkolnej ławce siedzi się 12 lat, chyba że po tym maratonie przyjdzie ochota na kolejnych 5 lat. Tylko jeśli nie zadajemy wielu pytań, to w 12 roku nauki pozostaje jedno, ale za to najbardziej istotne pytanie: co dalej i po co? Czy jeśli na studia decyduje się większość znajomych, to ja też powinienem?
Jeśli w tej długiej edukacyjnej wędrówce nie było wsparcia, zwątpienie przyjdzie bardzo szybko. Brak przygotowania do życia społecznego i zawodowego odbije się potężną czkawką, być może nawet rozłoży na dłużej, wydrenuje nasz organizm jak zjadliwa grypa. Żyjemy w różnych rodzinach, w takich, gdzie rozmawia się, dużo czyta i dyskutuje lub w takich, w których komentarz rzeczywistości ograniczony jest do trywializowania wydarzeń, a kod językowy jest prosty.
Zasiadając w szkolnej ławce zostajemy poddawani ocenom, które służą jedynie do selekcji. Nauczyciele rzadko zdobywają coraz nowsze kwalifikacje — to medale zdobyte raz na zawsze. Ich edukacja pedagogiczna jest jednorazowa i niewyszukana, lekko mówiąc. W całości system edukacyjny jest konserwatywny i rzadko poddawany analizie. Uczniom nie jest obojętne, z kim spędzają 7 godzin czasu dziennie, to ważne dla nich, jakie wartości prezentuje wychowawca, co go zajmuje po pracy, jakim jest człowiekiem. Przykład idzie z góry i to, jakimi zostaniemy dorosłymi, w dużej mierze zależy od wychowawców, których spotkamy na swojej drodze. Ze szkolnej ławki wychodzimy mając 19 lat. To dużo zakładając, że za nami 12 lat pokornej edukacji i mało, zakładając, że w tej chwili mamy dokonać wyboru co do dalszego kształcenia. Naszych nauczycieli nikt nie przygotował do wychowywania, myśleli więc, że to rola rodziców. Niestety, sprawdzian z edukacji rodzicielskiej oblali też nasi rodzice. System się rozpada, dzieląc się na części, a my wciąż poszukujemy mentora i czasami go odnajdujemy dopiero jako dorośli, kiedy decyzje zapadły a my tkwimy już w jakiejś roli — nie zawsze nam pasującej. Szukamy więc samych siebie dalej, po omacku, mniej lub bardziej skutecznie.
Tylko czy szkoła przygotowała nas do samodzielnego poszukiwania? Czy pokazała, jak umiejętnie operować informacjami, jak je odróżniać i jak samodzielnie dokonywać wyborów, jak współdziałać, zamiast rywalizować? Odpowiedź na te pytania jest jedna, ale to nie oznacza, że wszystko stracone. To znaczy, że szkoła wciąż ma tę szansę.
Dziś placówki edukacyjne mogą być centrami doradztwa, rozwoju dla tych, którzy chcą się uczyć dłużej, ale efektywniej, chcą brać odpowiedzialność za swój rozwój i korzystać z naukowych usług. Proces edukacji może służyć uspołecznieniu, którego dziś wielu z nas oczekuje.

