Po co to wszystko? Zapiski na kawiarnianej serwetce.

Pyszna kawa, miłe dla oka otoczenie, chilloutowa muzyka w tle i towarzystwo drugiej osoby — to tyle i aż tyle, by dzień był udany. Siedzimy razem ze znajomą, następuje najpierw wyważona, potem coraz bardziej spontaniczna wymiana myśli, co u was, jak u nas, czas biegnie jak włoskie pendolino a my…zmieniamy się wraz z nim. Za czym gonimy i czy to coś jest tego warte? Te przemyślenia towarzyszą nam w rozmowie, bo to nie są zwykłe plotki, to dobrze wykorzystany czas na emocjonalną analizę, w miarę regularny przegląd codziennych spraw.

Staramy się przekazać naszemu potomstwu reguły gry tego świata, a to, jak one to zrozumieją i czy nasze słowa wniosą cokolwiek — to już zależy od nich. My, dorośli, miewamy wątpliwości, czy dobrze żyjemy, czy powinniśmy wciąż„równać” do innych i co to właściwie oznacza?

Mamy na siebie pomysł, realizujemy go często w szalony, niepoprawnie zaplanowany sposób i co? Jasne, dostajemy w kość, cierpimy, ale po wszystkim, po osuszeniu piórek, mówimy: jeszcze raz zrobiłbym to samo, bo było warto, choć konto w banku nieco schudło a mi przybyło parę siwych włosów, lecz dzięki temu wiem więcej i mam dużo większe doświadczenie!

I już planujemy coś nowego, innego, co może znowu nas poturbować, ale nie potrafimy inaczej, nasz instynkt każe działać, tworzyć i wspólnie kreować nową rzeczywistość — nie dla nas, dla innych, by świat był trochę lepszy, bardziej przystępny, może… bardziej „ludzki”? Ryzyko czyha tuż za rogiem, mimo tego bierzemy głęboki oddech i decydujemy się na zmiany, bo tylko zmiana jest dla nas wartością.

A tymczasem na to wszystko patrzą nasze dzieci i co z tego dla nich wynika? Próbują nas naśladować i nawet nieźle im to wychodzi, chociaż czasem bezkrytyczne branie przykładu nie wychodzi im na dobre. Zarażają się szybko dobrą energią i pasją do działania, co przynosi wymierne skutki.

Można zapytać: po co tak bardzo, tak mocno, wyraźnie odciskać swój ślad na tym padole? Taki jest nasz punkt widzenia, ale to wcale nie oznacza, że inni nie mają racji! Może być wręcz przeciwnie.

Nie zgadzam się z poglądem Kartezjusza, że dwie osoby patrzące na to samo zdarzenie będą widziały to samo. Doświadczam tego każdego dnia, kiedy opowiadam historię, która dla mnie jest niezaprzeczalnie przykładem tzw. „dobrej roboty”, a w tym czasie mój słuchacz dokonuje oceny i stwierdza, że to …totalna pomyłka, chaotyczne działanie, że mylę się całkowicie i być może powinnam zrewidować swoje poglądy.

Można widzieć to samo, ale interpretować zupełnie inaczej.

Obok mnie mieszka starsza pani. Przechodząc tamtędy wczoraj, zauważyłam, że zamiata z ulicy leżące liście, a dziś ponownie z uporem machała szczotką, mimo, że chodnik był pusty. Zapewne jutro, nie zważając na padający śnieg, również wyjdzie przed dom, poszukując celu swych zmagań. Już kiedyś to widziałam.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.