Komu w drogę, temu teraz.
-Wow…. Ile chwytów różnych! Jak w życiu!- Komentuję zdjęcie ściany wspinaczkowej, które przesłała mi Agata dołączając pozdrowienia z treningu (Agata — dziękuję).
Zdjecie, które możecie zobaczyć poniżej, jest bajecznie kolorowe, z niezliczoną ilością różnobarwnych, rozmaitej wielkości „kamieni”, „kamyków”, „stopni”, „półek” — wiecie, tych wszystkich wystających elementów, które to niby mają umożliwić Ci przejście z dołu do góry (bądź z góry na dół?). Wybaczcie, wspinacze i znawcy rzeczy, słownictwo i określenia bynajmniej nieprofesjonalne.
- Nieskończona ilość wyborów- odpowiedziała Agata- Pytanie: którędy pójść?
A jednak człowiek jakoś idzie. W tym labiryncie ścieżek, wyborów kolejnych kroków — idziesz. Czasem suniesz do przodu jak burza, czasem się cofasz, czasem trzeba coś obejść dookoła. Czasem chwilę zastanawiasz się nad następnym krokiem. Robisz przerwę. Ale idziesz. Noga z jakiś powodów prowadzi Cię w to lub inne miejsce. Przemyślane bardziej lub mniej. Czasem wydaje Ci się, że „tędy” będzie najlepiej, a potem okazuje się, że jednak „tamtędy”. Twoja noga wciąż stawia kolejne kroki. Trochę tak, jak gbyby nogi wiedziały lepiej od Ciebie, jak gdyby to one czasem prowadziły twoją głowę, a nie głowa nogi. Czasem to nogi wiedzą lepiej, one lepiej czują grunt albo jego brak.
Zdarza się też odpaść od ściany. Jak w życiu.

