Uzależnione społeczności

Australia i USA to potocznie w naszych umysłach krainy mlekiem i miodem płynące. Czy zmieni coś w naszych umysłach to, ze do mediów przebijają się coraz cześciej informacje o tym, że te państwa mają ogromny problem z „twardymi narkotykami”?

Ostatnio wpadły mi w ręce dwa artykuły jeden o Australii a drugi o USA — choć w sieci wpisując odpowiednie hasła Google można znaleźć ich na pęczki. Biorąc jednak pod uwagę chociażby te dwa możemy sobie wyobrazić skalę tego problemu.

W Australii, na przykład dostęp do metaamfetaminy — potocznie zwanej też „ice”, czyli „lód” jest można by rzec powszechny. Dostęp do heroiny czy kokainy jest utrudniony ze względu na odległości jakie dzielą Australię od masowych producentów tych używek, takich jak kraje muzułmańskie czy ameryki południowej. Głównym producentem „lodu” na rynek australijski są Chiny — leżące, w dużym przybliżeniu rzut beretem od Australii, znacznie bliżej niż „tradycyjni producenci” kokainy czy heroiny. Chiny też eksportują potrzebne do produkcji tego narkotyku składniki, które często można nawet przetransportować legalnie na terytorium Australii. Po zgromadzeniu odpowiednich składników w jednym miejscu ta używka jest następnie gotowana niczym w serialu „Braking Bad” przez lokalnych “kucharzy”.

Problem w Australii nasila się również dlatego, że dostęp do „lodu” jest łatwy i o wiele za tani, czasami nawet tańszy niż alkohol. Rozprowadzaniem go często zajmują się powszechne w Australii gangi motocyklowe, które przejmują już nawet całe miasteczka — cytując za autorami artykułów, gdyż nie wiem jak to wygląda naprawdę, jeszcze w Australii nie miałem okazji być.

Problem ten jest tam na tyle duży, że niektórzy eksperci i znawcy tematu mówią nawet o straconym pokoleniu a może nawet pokoleniach.

W US problem jest trochę inny i sami sobie na to zapracowali. Winą obarczani są lekarze, którzy pomiędzy 1990 a 2011 rokiem przepisywali pacjentom mocno uzależniające środki przeciwbólowe właściwie na wszystko. Po boomie w 2011 roku lekarze „w końcu zauważyli swój błąd” i zaczęli zmniejszać dawki dla swoich pacjentów. W odpowiedzi na mniejsze dawki leków na receptę, uzależnieni zaczęli posiłkować się „lekami innego rodzaju” czyli w większości sytuacji właśnie heroiną lub coraz bardziej popularnym chemicznym jej odpowiednikiem fentynylem, który może być produkowany w laboratoriach bez konieczności zasiewania pól makiem i czekania na zbiory.

Po zalegalizowaniu medycznej marihuany w większości stanów USA, jak również zalegalizowaniu rekreacyjnego jej używania, kartele z Meksyku straciły źródło utrzymania i wtedy pojawiła się okazja na przebranżowienie. Dziś wszystkie kartele zastosowały biznesowy pivot — pojęcie biznesowe oznaczające zmianę konceptu biznesowego na inny model, przejście na inne towary lub usługi — i przerzuciły się z marihuany na produkcję i dystrybucję heroiny i fentynylu — lub w przypadku fentynylu składników do jego produkcji.

Heroina w stanach jest sprzedawana zarówno przez „synów jak i matki” — cytując autora tekstu — a w 2017 nie można nawet mówić o tym, że osiągnęliśmy już najwyższy moment, właściwie to dopiero początek epidemii w US. Problem metaamfetaminy również jest powszechny w stanach a na miejscu jednego zlikwidowanego laboratorium czy „kuchni” powstaje kilka nowych.

Problem narasta i rozprzestrzenia się na ogromną skalę. W EU na razie cisza w temacie. Rosja jednak ma swój problem związany z tanim narkotykiem jakim jest „krokodyl” — zbiera on śmiertelne żniwo, uzależnia ekspresowo, jednak jak to w Rosji o problemie się nie mówi za bardzo. Jeśli kogoś zainteresował problem „krokodyla” polecam poszukać informacji w Google.

EDIT: Z tajnego źródła otrzymałem informacje na temat “krokodyla”: Narkotyk ten powstał po to aby wyeliminować słabe jednostki ze społeczeństwa po ciuchu. W sumie to nic dziwnego, że (prawdopodobnie) rząd “tego” kraju wymyślił taki tani w produkcji i silnie uzależniający narkotyk. Wydaje mi się, że oni tam się po prostu nie ukrywają z tym, że chcą mieć “zdrowe” społeczeństwo. Prawie że jawnie państwo zabija swoich obywateli — którzy i tak są bezproduktywni — z czego akurat ten kraj jest powszechnie znany. Koniec EDIT.

W temacie „twardych używek” zgadzam się z Korwinem — choć daleko mi do „korwinisty” — który jasno stawia swoje stanowisko — w mojej interpretacji brzmi to miej więcej tak: „narkotyki powinny być legalne i jak ktoś jest na tyle głupi, żeby pakować się w to gówno, jest dorosły to odpowiada sam za siebie i nie można mu tego zabronić”. Uważam, że jest to dobre podejście, a od siebie dodam jeszcze tylko, że ludzie uzależnieni od twardych narkotyków powinni być sterylizowani — pozbawiani możliwości posiadania potomstwa i to byłoby najlepszym rozwiązaniem na dzień dzisiejszy. Są przeprowadzane badania, które przedstawiają dowody na to, że dzieci uzależnionych od takich substancji matek czy ojców, są również uzależnione już w łonie matki, dlatego istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że podążą ta samą ścieżką co ich rodzice — lepiej zapobiegać niż leczyć. Może brzmi to brutalnie, ale wydaje mi się, że jest to jedno z najrozsądniejszych możliwych rozwiązań tego problemu IMHO.

Także drogie dzieci trzymajcie się z daleka od wszelkiej maści środków, które mogą szybko uzależnić i eksperymenty w tej materii pozostawcie osobom, które i tak powinny zostać wykluczone z puli genów lub naukowcom, którzy robią to zawodowo.

Mnie osobiście przeraża temat uzależnienia coraz większej ilości osób od takich substancji, ale jakoś nie jest mi ich wcale szkoda — robią to sobie sami i sami powinni ponosić tego konsekwencje bez obciążania „zdrowej części społeczeństwa” — a to, że metody leczenia w zasadzie nie działają tylko generują ogromne koszty jest chyba już powszechnie znanym faktem popartym dowodami.

Miało być ponad 100 słów… a jest blisko 800!