Pirus

50/365

Trzecia rocznica śmierci tego cudownego psa przypada właśnie dzisiaj. Leżę, zapatrzona w wielki i jasny księżyc w pełni i wspominam swojego czworonożnego przyjaciela, kumpla, kompana, towarzysza … takiego Gościa do głaskania, który zawsze wiedział, kiedy mi było źle. Wtedy podchodził do mnie niepewnie, niby od niechcenia, ze spuszczonym łbem. Zatrzymywał się w bezpiecznej odległości, boczkiem unosił głowę, rozglądał się w koło i kręcąc swoim wielkim nosem, starał się wywęszyć sytuację. Potem kładł się w pobliżu, robiąc wcześniej głęboki wdech, a gdy wielkie cielsko upadało na podłogę, zginał jedną łapę, wyciągał łeb przed sobą, głośno wydychając nozdrzami powietrze, przymykał oczy i leżał, nic więcej nie robiąc. Tylko był. Gotowy do obrony, ataku albo na sygnał, że może położyć się bliżej … bezinteresownie oddany na zawsze … I nie potrzebowaliśmy rozmawiać, żeby o tym wiedzieć.

A dziś leżę obok Gościa, z którym też nie muszę rozmawiać, żeby wiedzieć.


Poniedziałek, 14.11.2016

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.