Wisłoka, mój trzeci raz tej jesieni

15/365

W sobotę rzekę miały do dyspozycji owce. Wczoraj, chyba tylko ja miałam na nią ochotę. Poziom wody po ostatnich deszczach jest wyraźnie wyższy. Nie narzekam, wręcz się cieszę. Nie przeszkadza mi też temperatura powietrza. Jest 7 stopni. I tyle mniej więcej ma woda. Wchodzę. Pierwszy krok, drugi, trzeci. Przed każdym kolejnym badam stopą nierówne podłoże, żeby nie stracić równowagi. Kamienie osuwają się pode mną i boję się, żeby stopa nie utkwiła między tymi chwiejnymi i dużymi, niczym płyty chodnikowe.

Po minucie jest po wszystkim. Stoję w najgłębszym miejscu, zanurzona po szyję. Po kolejnej minucie robi się już całkiem przyjemnie. I cieplej! Ale nie pluskam się długo. M. krzyczy, żebym wyszła. Zżera go zazdrość, że on dziś tylko robi zdjęcia, bo jest przeziębiony. Wychodzę, czując na sobie ukłucia tysięcy igieł.


Niedziela, 09.10.2016
Czarne