Łykend

Wchodzę do facebooka, z ciekawości, bo przecież każdy czegoś szuka. 
Ja szukam inspiracji, ciekawych ludzi i jeszcze wielu innych rzeczy… 
Moja znajoma zamieszcza aforyzmy, nie komentuje ich, po prostu czysty tekst, słowa, słowa, słowa… Sama treść a w nich moja odpowiedź. 
Moje lustro, spojrzenie w siebie. Nic więcej nie trzeba…

Pozwólmy ludziom być szczęśliwymi według ich własnego uznania — Bolesław Prus.

Żaden wiatr nie jest dobry dla okrętu, który nie zna miejsca swego przeznaczenia — Konfucjusz.

Największy sekret szczęścia to być w zgodzie z sobą — Bernard Fontenelle.


Filmy z kościołów, dwóch konkretnie, św. Anny w Warszawie i Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, ludzie wychodzą na znak protestu, bo odczytywane jest oświadczenie w sprawie aborcji. Próbuję wyobrazić siebie, jak sam stoję 
w kościele, nagrywam na komórkę to, co się tam dzieje i wysyłam 
w przestrzeń. Zastanawiam się nad czystością intencji. Czy to znowu kolejna manipulacja? Nie chodzi o to, że ludzie wychodzili z kościoła, bo to się dzieje, działo i dziać będzie. Od ponad dwóch tysiącleci ten ruch trwa w dwie strony, ludzie wchodzą i wychodzą. Dyskusja dotycząca aborcji też jest długa. Tu nie chodzi o podział na postępowych i tych drugich, tkwiących w „zaścianku swoich umysłów”. Dla Kościoła aborcja oznacza zabijanie!!! Możesz się z tym zgadzać lub nie, masz wybór, możesz zostać, albo wyjść, masz do tego prawo.

„Pozwólmy ludziom być szczęśliwymi według ich uznania” — może w tej kwestii jednak nie, bo może jest granica, nieprzekraczalna. Może jednak nie można poza nią wyjść? Czy są jakieś, chociażby minimalne ustępstwa, kiedy można pozwolić na zabijanie? Czy można ująć w zgrabnym przepisie prawnym, w paragrafie od kiedy można a od kiedy nie? Wiem, że to co się dzieje na moich oczach jest sporem, dyskusją, bardzo burzliwą, ważną, w której zwycięstwo ma odnieść człowiek. Nie znajduję odpowiedzi, bo mam wątpliwości.

A przecież jest 10 przykazań i tam stoi napisane: 5. NIE ZABIJAJ!


21:37 — zgasła świeczka, odszedł człowiek, zamknęła się księga życia…


WESTERPLATTE, miejsce symbol, od niego wszystko się zaczęło… Tysiące młodych ludzi, ON stoi i mówi do nich, JEGO głos jest silny, ciepły, nie ma 
w nim gwałtowności.

„Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”.

Przyglądam się temu od strony procesu, zjawiska, fenomenu wpływu jednego człowieka na innych ludzi. Wtedy jeszcze słowo coaching, nie robiło takiej zawrotnej kariery.


I znów lustro, przeglądam się w nim, nikt nie udzieli mi jasnej odpowiedzi, bo odpowiedź jest we mnie. Jestem wolnym człowiekiem, a to niesie odpowiedzialność za to co robię, nie dostanę w życiu nic za darmo. Czy świat musi być tak ułożony, że rządzi w nim zasada wzajemności, prosta wymiana jeden do jednego, że dostaniesz coś, pod warunkiem, że coś od siebie dasz?

Nie da się uciec od trudnych tematów, trudnych spraw, od odpowiedzi na trudne pytania. Życie to takie nieustanne zmaganie. Jak mawiał ksiądz Kaczkowski — grunt to twardo stąpać po ziemi i nie przestawać patrzeć 
w niebo…

Za oknem wiosna, świat budzi się do życia, niebawem będzie kolorowo i przede wszystkim zielono, a zieleń to kolor nadziei…