Drodzy liberałowie
Dorota Wellman pozwoliła sobie napisać list do mnie, millenialsa. Może poniewczasie, ale czuję się zobowiązany odpowiedzieć.

Drodzy liberałowie, chciałbym powiedzieć Wam, że mam was w dupie. Razem z waszymi sądami, waszymi trybunałami, waszym Kaczyńskim. Tak jak wy mieliście w dupie mnie — przez całe moje życie.
To nie nasze pokolenie zbudowało Polskę, w której żyjemy. Z waszej perspektywy być może była to Polska marzeń — marzeń tych, którzy usadzili się wygodnie na intratnych stanowiskach, wkręcili w nowe elity, skorzystali na przełomowym momencie w historii, gdy dosiadł stulitrowej beczki kapral kawalarzy. Polska orła z czekolady, którego z namaszczeniem celebrował wasz prezydent. Oto macie wolność, oto macie wolność do wszystkiego, oto macie wolność do tego, by mieć w dupie wszystko i wszystkich. Oto macie wolność ostentacyjnej konsumpcji, oto macie wolność do jeżdżenia SUVami po miastach, oto macie wolność do domku na przedmieściach z płotem zwieńczonym drutem kolczastym, oto macie wolność do prywatnej opieki zdrowotnej i prywatnych przedszkoli i szkół.
Mieliście w dupie społeczeństwo, oddaliście je walkowerem prawicy i kościołowi. Nie zbudowaliście nawet zalążka myślenia o państwie jako o dobru wspólnym — bo i czemu byście mieli! Nigdy was to nie interesowało, bo wygodnie wam było w tych wszystkich wolnościach i przywilejach klasowych. Jednostka wszystkim; oto zbudowaliście kraj na podobieństwo federacji szlacheckich dworków, między którymi jeno społeczna pustynia, spalona ziemia.
Zapomnieliście o nas. O ludziach, którym, rzeczywiście, zapewniliście edukację i kompetencje kulturowe wystarczające do oglądania Netflixa (jeśli jest się millenialsem aspirującym do klasy średniej) — ale nic poza tym. Zostawiliście nam kraj śmieciówek, konserwatywno-kościelnego uścisku na szyi, kraj przemocy domowej, kraj betonowego patriarchatu i homofobii, kraj, gdzie ludzie reagują agresją na sugestię, że gej może też człowiek. Mieliście niemal 30 lat, mieliście dwie kadencje Platformy. Co zrobiliście, by budować społeczeństwo? Nic.
Dla mojego pokolenia doświadczenie Polski to doświadczenie przemocy i upokorzenia. To doświadczenie prac za 1700 zł, to doświadczenie wszechwładnych pracozdzierców, to doświadczenie państwa, które odwraca się od człowieka w potrzebie, państwa, które nie jest w stanie egzekwować własnego prawa, zwłaszcza prawa pracy. To doświadczenie głębokiej izolacji. Wasze pokolenie i wasze środowisko robiło wszystko, by obrzydzić nam jakąkolwiek ideę solidarności, by przedstawić nam walkę o wspólne prawa jako o ideę zapaprzańców, którzy potrafią jedynie wysypywać zboże na tory i podpalać opony. Na lekcjach WOSu i przedsiębiorczości uczyliście nas, że — właśnie — przedsiębiorczość i samowystarczalność jest najwyższą cnotą, a wspólna praca w zorganizowanym społeczeństwie to modernistyczny przeżytek.
Wasze pokolenie zostawiło nam kraj, w którym znalezienie mieszkania — ba, znalezienie pokoju — to doświadczenie niesamowitego upokorzenia. Rozsprzedaliście komunalny zasób mieszkaniowy, oddaliście go “wolnemu rynkowi”, czyli rynkowi spekulacji; w dupie mieliście tak hołubioną przecież teraz konstytucję, która mówi: “ Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania”. Od początku sprzeniewierzaliście się konstytucji tam, gdzie wam to było wygodne. Bo w końcu wy macie swój domek, na chuj będziecie się przejmowali tymi, którzy muszą płacić połowę pensji, by wynajmować lokum urągające podstawowej godności.
Mieszkałem w pokoju o powierzchni 6 m², płacąc za niego znaczną część swojej pensji. Widziałem wynajmowane “mieszkania” wycięte z zawilgotniałych piwnic, mające 12 pokoi i dwie toalety za 850 zł, mieszkałem w lokum obrośniętym grzybem. Stworzyliście nam kraj, w którym nie jesteśmy w stanie zaspokoić absolutnie podstawowej potrzeby, potrzeby do bezpieczeństwa i dachu nad głową — i dziwicie się, że mamy w dupie wasze problemy?
Robiliśmy wszystko tak, jak nam kazaliście. Uczyliśmy się. Studiowaliśmy. Zapierdalaliśmy za grosze. A mimo to zostaliśmy pokoleniem Magazynu Porażki.
Od trzech lat jestem zaangażowany politycznie. Byłem na niezliczonej ilości protestów, organizowanych przez nikogo innego jak millenialsów. Ale was wtedy nie było. Nie widziałem was na marszu równości w Krakowie, nie widziałem was na pierwszych protestach wieszakowych (nim zwęszyliście okazję lansowania się i próby sterowania ich w bezpiecznym kierunku zachowania status quo), nie widziałem was na żadnej manifie, nie widziałem was, gdy protestowaliśmy przeciw wyzyskowi w Tesco, inPoście, Almie. Gdy myśmy szli 11 listopada w pochodzi antyfaszystowskim, wyście czcili Romana Dmowskiego. Gdy millenialsi bronili Dąbrowszczaków, wy brandzowaliście się żołnierzami wyklętymi. Gdy Razem współorganizowało protesty, wasza Gazeta Wyborcza robiła wszystko, by na zdjęciach nie pokazać żadnej karminowo-alizarynowej flagi. Zabrakło was, gdy walczyliśmy o niezależność polskiego szkolnictwa wyższego, ostatniej nadziei naszego pokolenia.
Nie rozumiecie nas. Nie czujecie naszego gniewu na świat, który nam zbudowaliście. Gdy Kacper Pluta śmiał na proteście skrytykować waszego guru, Leszka Balcerowicza, zamiast przemyśleć krytykę, woleliście wyjść. Nie obchodzi was nasza walka, nie pojawiacie się tam, gdzie dzieją się sprawy ważne dla nas. W dupie macie solidarność z nami — ale domagacie się jej od nas.
To my marznęliśmy w marcu pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, domagając się publikacji wyroku Trybunału. Ja osobiście rozpalałem pieprzony koksownik. Partia Razem współorganizowała protesty przeciw pierwszej ustawie o sądach, to millenialsi włożyli swoją pracę, czas, zaangażowanie. Co za to dostaliśmy? Szanowną panią Gelsdorf, która może dostała świeczkę, ale właściwie, to ona tylko przypadkiem przechodziła tamtędy. Oto wasza solidarność, oto solidarność oportunizmu, w którym liczy się tylko wasze.
Nie rozumiecie naszej estetyki. Śpiewacie “Mury” Kaczmarskiego podczas protestów — czy wy w ogóle kiedykolwiek myśleliście o tym, co robicie, co znaczą symbole, których używacie? Na protestach współorganizowanych przez anarchistów śpiewacie hymn. Na proteście w sprawie aborcji wychodzicie i mówicie, że “może i wasze problemy są ważne, ale NASZ Trybunał” — jak śmiecie mówić o naszym Trybunale w takim kontekście, gdy was ukochany profesor Rzepliński osobiście uwalił liberalizację ustawy antyaborcyjnej? To nie jest nasz Trybunał. Gdy już się wczepicie w protesty feministyczne, przychodzicie z językiem opresji. Ile razy słyszałem o “naszych pięknych kobietach, których nie oddamy Kaczyńskiemu.” Pierdolcie się z waszą kruchtą i waszą instrumentalizacją naszych walk.
Więc, oficjalnie, dziś mam w dupie wasze sądy, wasze trybunały, wasze protesty. Gdzie był Gondor, gdy padła Zachodnia Bruzda? Otóż w naszym przypadku, Gondor strofował i pouczał, by Rohan przypadkiem nie używał brzydkich słów; zapraszał Sarumana do programu “Co z tym Śródziemiem”; mówił, że na sprawy Rohanu to może kiedyś przyjdzie czas, ale dzisiaj są ważniejsze rzeczy. Sami sobie zgotowaliście ten los. Sami wyhodowaliście Kaczyńskiego i Macierewicza, sami oddaliście im kontrolę nad spółką Srebrna, to Platforma przez osiem lat swoich rządów nie była w stanie wyciągnąć jakichkolwiek konsekwencji wobec jakiegokolwiek polityka PiSu. To w waszej telewizji szanowny pan Pospieszalski mógł pluć jadem na lewo i prawo. To za waszych czasów prokuratura umarzała postępowania w sprawie nienawiści na tle rasowym, to za waszych czasów nie udało się wprowadzić w policji jasnych zasad postępowania w sprawach oskarżenia o gwałt. To za waszych czasów powstało przyzwolenie, by gazety szczuły na uchodźców, Żydów, Ukraińców. Nie zrobiliście nic, a Tomasz Lis i Gazeta Wyborcza legitymizowały Młodzież Wszechpolską i ONR jako przedstawicieli ideologii, dla których istnieje miejsce w przestrzeni publicznej.
Spieprzyliście na całej linii, zostawiliście nam świat pozbawiony nadziei — a dziś odpowiedzialność zrzucacie na nas.
Z jedno jednak jestem wam wdzięczny. Wprowadziliście Polskę do Unii Europejskiej, dzięki czemu z tego wolnościowego raju, prawdziwie europejskiego, modernizującego się państwa mogło uciec dwa miliony Polaków. Ja, w przyszłym miesiącu, dołączam do nich — i wasze problemy będą mi równie bliskie, jak problemy Turcji. Dlatego, jeszcze raz, mam was w dupie. Miłego dnia i smacznej kawusi życzę.
I, może na koniec, dla was, co ukochaliście “Mury”, chciałbym zadedykować inny wiersz Kaczmarskiego:
A my — uczniowie leniwi
By was wysłuchać — niepilni
Jednak jesteśmy cierpliwi
Wierni rozważni i silniI choć nikt z was w to nie wierzy
Jesteśmy prawi i szczerzy
Lecz z cnót tych już nie przed wami
Będziemy zdawać egzamin!
