Resemary’s Style


Od dawna przymierzałam się do obejrzenia jednego z najważniejszych dzieł Romana Polańskiego — “Dziecko Rosemary”. Jendak, jak to zwykle bywa, na mojej liście rzeczy do zrobienia/filmów do obejrzenia/etc. jest tyle pozycji, że gdyby nie przypadki i zbiegi okoliczności to pewnie nie odhaczyłabym żadnej z nich.

Kilka dni temu wpadłam z wizytą i piwem do siostry. W czasie naszej ulubionej wymuszonej rozrywki jaką jest przeskakiwanie kanałów telewizyjnych trafiłyśmy idealnie o godzinie 20.00 na TVN7 i “Dziecko Rosemary”. Oczywiście ja i moja siostra mamy we krwi dużo wspólnych rzeczy, również i tę, że żadna z nas tego kultowego filmu wcześniej nie widziała…

Jednak to nie o fabule filmu chciałam dzisiaj napisać (tak na marginesie, jeśli ktoś wie gdzie mogę znaleźć książkę Ira Levina to proszę, niech da mi znać). To, co momentalnie przykuło moją uwagę to bezbłędny styl Rosemary, w której rolę wcieliła się piękna Mia Farrow.

Akcja filmu rozgrywa się w Nowym Jorku, w latach 60. Lata 60. w moim odczuciu to zupełnie dwa różne oblicza mody: z jednej strony mamy do czynienia z erą dzieci kwiatów, kiedy w grę wchodzą spodnie-dzwony, koturny, długie do pasa włosy, krótkie, odsłaniające pępek topy, suknie w stylu boho i wianki z kwiatów. Z drugiej zauważyć można styl — jak ja go lubię nazywać — idealnej amerykańskiej Pani Domu.

Garderoba Rosemary Woodhouse to zdecydowanie bardziej typ Pani Domu niż hippisa z Woodstocku.

Za kostiumy do filmu odpowiedzialna jest Anthea Sylbert, który współpracowała z Polańskim również przy produkcji Chinatown.


Rosemary gustuje przede wszystkim w bardzo dziewczęcych, krótkich sukienkach. Młodzieńczy styl wyraża się głównie w odkrytych ramionach i odsłoniętych nogach, dlatego też nie jest on kobiecy w oczywisty sposób. Woodhouse raczej postawi na zabudowany dekolt niż odsłonięty biust, często wybiera także czarny golf. Wszystko to zapewne ma służyć podkreśleniu jej niewinności i czystości kiedy wszyscy dookoła niej spółkują z szatanem.

Kwiaty, kokardki, wstążki i jasne kolory to główne elementy jej stojów. Do tego delikatna biżuteria — kolczyki w kształcie niewielkich pereł. Nawet kiedy w Nowym Jorku szaleje zimna, Rosemary nie rezygnuje ze swojego stylu — płaszcz w jasnych barwach kończy się dużo nad kolanem, eksponując gołe nogi.

Głównej bohaterki filmu nie zbaczymy paradującej w szpilkach. Stawia ona na prostotę — czarne lakierowane pantofle na 5cm obcasie. Kilka sezonów temu takie rozwiązanie można było dostrzec w zimowej kolekcji Miu Miu inspirowanej stylem lat 50.

To, co w równym stopniu zwróciło moją uwagę, to makijaż oraz fryzura Rosemary.

Makijaż charakteryzuje zdecydowany minimalizm — cała uwaga skupia się na mocno wytuszowanych rzęsach bohaterki. Dziś powiedzielibyśmy, że dolna partia jest wręcz komiczna i zbyt przesadzona — wprost ze słynnych zdjęć popularnej w tamtych czasach Twiggy. Rosemary nie używa szminki ani lakieru do poznakci. Jej makijaż, oprócz oprawy oka, jest bardzo delikatny — policzki są lekko podkreślone różem, a piegów na nosie nie pokrywa warstwa pudru.

Każdy, kto film widział, na pewno pamięta dość drastyczną metamorfozę fryzury głównej bohaterki. Oczywiście miała ona wyraz bardzo symboliczny — wyznacza początek wpływu sił ciemności, zakończenie okresu czystości ciała i umysłu Rosemary.

Mia Farrow podczas realizacji filmu miała do dyspozycji osobistego stylistę fryzur, który był odpowiedzialny tylko za kreację Rosemary — Sydneya Guilaroffa. Guilaroffa był stylistą fryzur wytwórni Metro Goldwyn Mayer w jej złotym okresie — latach 30. do 70. — i jednocześnie gwiazdą w swym fachu. Dziewczęcy blond bob Rosemary z niewinną grzywką — fryzura, której jestem fanką — doskonale dopełniała jej zamiłowania do krótkich pastelowych sukienek. Z kolei ostre cięcie nadało jej znacznie bardziej chłopięcego, niemniej wciąż dziecięcego charakteru— tu znów ukłon w stronę Twiggy.

Chłopięca sylwetka, zawsze krótko obcięte włosy i zamiłowanie do dziewczęcych stylizacji niewątpliwie przywodzą mi na myśl styl jednej z najbardziej popularnych It Girls — Alexy Chung. Alexa to Rosemary w bardziej współczesnym i ulicznym wydaniu.