Sześć zmysłów Asystenta Anioła Śmierci

Siedzę na krześle z twardym oparciem. W pokoju, w którym jestem panuje absolutna cisza. Gdzieś w jego kącie dostrzegam miękkie światło żarówki. Mój wzrok utknął w małym pęknięciu w ścianie. Nie potrafię wstać. Brutalne obrazy, na które nie chcę patrzeć, wirują w mojej głowie z prędkością światła. Chcę zatrzymać tę okrutną mozaikę myśli, emocji i ludzkich sylwetek, lecz nie potrafię. Ten stan trwa dłuższą chwilę. W ręku trzymam sprawcę tego stanu. To „Asystent doktora Mengele”. Dwieście stron papieru zadrukowanych ludzkim cierpieniem, krzykiem i niewyobrażalnym okrucieństwem.

„Ja, niżej podpisany, dr Miklós Nyiszli, lekarz, były więzień obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, oświadczam, że jako bezpośredni świadek, zatrudniony w krematorium oraz przy stosach Brzezinki, gdzie ogień strawił miliony ciał ojców, matek i dzieci, napisałem swoją relację o tej najciemniejszej karcie historii ludzkości zgodnie z rzeczywistością, nie powodowany żadną namiętnością, bez przesady i koloryzowania (…)” .

Tak zaczyna się pierwszy z czterdziestu rozdziałów książki „Byłem asystentem doktora Mengele”. Książki napisanej zaraz po wojnie przez osobistego pomocnika SS-Hauptsturmführera Josefa Mengele okrzykniętego później „Aniołem śmierci”.

Miklos Nyiszli — rumuński Żyd węgierskiego pochodzenia, lekarz antropolog, przelał na papier ponad roczne życie w Auschwitz, polegając jedynie na własnej pamięci i relacjach kolegów z obozu. Był naocznym świadkiem wszystkich zbrodni popełnianych każdego dnia na tysiącach więźniów. Miał też dostęp do ściśle tajnych dokumentów i sekretów, które miały nigdy nie wyciec poza druty obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Książek o obozach zagłady, przestępczej działalności III Rzeszy i bestialskich eksperymentach medycznych nazistów powstało całe mnóstwo. Na znawców gatunku nie robią już one większego wrażenia. To, co jednak wyróżnia dzieło Nyiszliego od reszty tematycznych książek, to bardzo szczegółowy materiał dokumentalny. Tym bardziej, że jest podany w postaci rzeczowej, beznamiętnej relacji człowieka wtajemniczonego we wszelkie tajne szczegóły zbrodniczego procederu. To pełna rozterek, dylematów moralnych, wyrzutów sumienia powodujących niemal szaleństwo, historia lekarza, dla którego asystentura u doktora Mengele była jedyną szansą na przeżycie.

Nyiszli opisał swój pobyt i pracę w obozie w pierwszej osobie. Z każdym kolejnym przeczytanym wersem wchodzimy coraz głębiej w jego zmysły. Jego oczami zwiedzamy obozowe bloki, baraki, patrzymy na zbrodniarzy. Z tajnych dokumentów dowiadujemy się faktów, do których nie miał nigdy dostępu żaden inny więzień. Widzimy prowadzone przez niego sekcje zwłok, preparowanie ciał. Razem z nim patrzymy na tortury, morze ognia palących się ciał i płynące rzeką krwi krematoria. Jego uszami słyszymy strzały w potylice więźniów, syczenie kwasu solnego rozpuszczającego dziąsła okalające złote zęby skatowanych więźniów. Jego dłońmi trzymamy skalpel nad ciałami małych bliźniaków i karłów, by w chwilę później móc ważyć i mierzyć ich organy. To w końcu jego język pozwala nam poczuć smak fenolu — zabójczej trucizny, którą wstrzykiwano w serca mieszkańców obozu. Wreszcie jego nosem poznajemy zapach największego mordercy w rękach nazistów, który spowodował śmierć ponad miliona ludzi — Cyklonu B. Jego szósty zmysł pomaga nam zrozumieć, dlaczego udało mu się przeżyć pobyt w Auschwitz.

Bez wątpienia „Byłem asystentem doktora Mengele” to książka, która sprawia, że Czytelnik ze łzami w oczach opóźnia moment odwrócenia każdej kolejnej strony, bojąc się o dalszy ciąg zdarzeń — najokrutniejszych w dziejach ludzkości. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nas, bez wyjątku powinien, ją przeczytać. I wracać do niej raz na kilka miesięcy, żeby nie zapomnieć. Nie wolno zapomnieć.

Przeżywałem kolejne wersy tej książki przez dwa wieczory. Nyiszli przeżył ich w Auschwitz dwieście razy więcej. O tych właśnie dniach opowiada “Asystent doktora Mengele”.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.