Czy warto pracować dla IAI

Niniejszy artykuł został zainspirowany doświadczeniami z pracy dla IAI S.A. w Szczecinie. Autor artykułu zebrał informacje dotyczące pracy zleceniobiorców firmy, publikując za pozwoleniem oryginalnych autorów.

Jeden z byłych zleceniobiorców spółki znalazł ostatnio ciekawą perełkę w oficjalnym tekście zaproszenia do pracy w IAI S.A., z którą rozprawił się w szerszym komentarzu mającym na celu krytykę umowy, być może uzmysłowienie mniej zorientowanym, a na pewno zaprzeczenie pewnym mitom, które funkcjonują w przestrzeni ofert pracy w ogóle.

”Firmy w 21 wieku są po to dbać o znacznie więcej: aby dbać o środowisko naturalne, edukację czy rodziny pracowników”.

To prawda, ale czy faktycznie szumne zapowiedzi pokrywają się z praktyką funkcjonowania każdej firmy? Na przykład weźmy IAI, ponieważ w Internecie funkcjonuje dostatecznie wiele artykułów wiedzę pozwalających kompleksowo krytykować realizację umowy właśnie pod kątem tego, jak wygląda to od strony dbałości o rodziny pracowników, a także podwykonawców przez IAI S.A.

Do napisania bardziej szczegółowego wpisu zachęciła mnie powyższa wypowiedź Pawła Fornalskiego, który przedstawia prowadzoną przez siebie firmę, jako opartą na kręgosłupie etycznym i głęboko zatroskaną tak o dobro środowiska, jak i pracowników firmy. Ponieważ dowiedziałem się ostatnio jak właśnie o to dobro “pracowników i ich rodzin” jednemu z wykonawców przyszło walczyć, i ostatecznie wygrać z IAI przed sądem, postanowiłem napisać coś więcej, co może przydać się innym którzy zdecydują się wystąpić na taką drogę, lub będą zmuszeni w niej uczestniczyć.

Jak to wygląda w przypadku zatrudnionych (umowa o pracę)

IAI obecnie rekrutuje na potęgę, głównie programistów. W ciągu ostatnich lat szczególną popularnością cieszą się staże i różnego rodzaju campy, w ramach których ogólnie firma przyciąga ludzi młodych, czy też mniej doświadczonych tak stażem, jak i odpornością na pewne praktyki, jakie mogą być stosowane w umowach o pracę. To właśnie ta grupa szczególnie narażona jest na pewne praktyki, które nie mieszczą się w standardach zatrudnienia jakich można by oczekiwać po publicznej spółce, a jednocześnie z pewną łatwością i oczywistością są akceptowane przez tych, którzy mają może mniej ochoty na czytanie zawiłości umownych. Jak wyglądają faktyczne warunki zatrudnienia można dowiedzieć z praktyki innych pracowników. Zgodnie z reklamą na stronie internetowej, z zatrudnieniem w IAI SA wiąże się szereg przywilejów:

”Nasze wynagrodzenia są podane na stronie w sposób uśredniony ze stawki godzinowej. Nie znając systemu pracy ze stawką godzinową możesz mieć wątpliwości czy otrzymujesz wynagrodzenie za urlop, zwolnienie lekarskie lub czy w przypadku popełnienia błędu w programie nie otrzymasz swojego wynagrodzenia? Najprostsza odpowiedź brzmi: wszystkie te kwestie reguluje kodeks pracy, z którym praca w IAI jest zgodna w 100% a nawet oferujemy więcej przywilejów niż przewiduje prawo. Za każdy dzień urlopu lub zwolnienia otrzymujesz równowartość 8 stawek godzinowych. W przypadku jednak, gdy chcesz pracować o 5 minut dłużej każdego dnia, otrzymasz wynagrodzenie również za ten czas. A co jeżeli zdarzy Ci się popełnić błąd w programie? To typowe pytanie osób przyzwyczajonych do pracy freelancerskiej. Otrzymasz wynagrodzenie za każdą godzinę pracy, również tą w której usuwasz nieprzewidziany wcześniej bug. Znamy realia tworzenia programów na wylot i wiemy, że nie wszystko da się przewidzieć od razu, więc nie oczekujemy że zrealizujesz swoje zadania na wczoraj i będziesz pracował za darmo nad dopracowywaniem programu, tylko dlatego że wyceniając go o czymś nie pomyślałeś.” *

Niestety zapowiedzi IAI S.A. mają się inaczej do rzeczywistości, w której tak pracownicy firmy (zatrudnieni na umowę o pracę), jak i kontraktorzy (samozatrudnieni na umowę zlecenia) zgodnie z warunkami umowy mogą być regularnie karani finansowo za rzekomo stwierdzone, arbitralnie zupełnie przypisane błędy. Faktycznie wbrew zapowiedziom, pracownicy żyli w strachu przed otrzymaniem “punktów karnych” za kompletnie arbitralne mankamenty lub niedociągnięcia stwierdzane jednostronnie przez zarząd. Jeszcze nie tak dawno temu pracownicy stykali się z tablicą zawierającą punkty karne “ogłoszone” na korytarzach. Punkty przydzielał prezes osobiście za różnego rodzaju niedociągnięcia, które rzekomo analizował skrupulatnie w każdym dziale, przyznając te punkty samodzielnie za złą odpowiedź dla klienta lub nieprawidłowe ustawienia konfiguracji serwera. Oczywiście mityczne punkty karne wiązały się również ze zryczałtowanym potrąceniem finansowym, które zgodnie z umową mogło prowadzić do obniżenia nawet połowy wynagrodzenia pracownika!

Pomimo powyższych zapewnień na stronach, w skrajnym przypadku IAI S.A. potrafiła również dochodzić od pracowników kar umownych za zerwanie współpracy przed okresem pierwszego roku licząc sobie 6000 zł tytułem zwrotu nakładu czasu, jaki prezes poświęcał na przedstawienie pracownika i zapoznanie ze stanowiskiem pracy. Obecnie kary nakładane na pracowników sięgają już 10 000 zł i mogą być egzekwowane dodatkowo w przypadku wypowiedzenia umowy ze skutkiem natychmiastowym. Czego pracownicy nie znajdą w umowie to fakt, iż pomimo całkowicie przeciwnych zapowiedzi na stronie, IAI S.A. nie ma żadnych skrupułów, aby w ramach rzekomo nieprawidłowo wykonanej umowy dodatkowo arbitralnie domagać się zwrotu nawet całości wynagrodzenia za wiele miesięcy i wiele lata wstecz od zakończenia współpracy. Takie realia współpracy oczywiście powodują ogromne ryzyko po stronie pracowników, którzy de facto na dzień dobry rozpoczynają pracę ze swoistym długiem wobec firmy, który zostanie wyegzekwowany jeśli zdecydują się jednak zrezygnować w wybranym przez siebie momencie. To ogromne ryzyko, ponieważ pracownicy nieświadomi swoich praw zwyczajnie mogą czuć się zastraszeni perspektywą długich batalii sądowych lub zwrotu kwot przekraczających na początku nawet wartość otrzymanego wynagrodzenia.

Według mnie każdy podejmujący współpracę powinien samodzielnie ocenić ryzyko kar finansowych i odszkodowań, jakie może ponieść w związku z podpisaniem umowy, a w szczególności z jej rozwiązaniem jeśli okres wypowiedzenia sięga wielu miesięcy. Każdy z pewnością powinien zastanowić się czy tak wysokie kary, w tym takie które przewyższają sumę wynagrodzeń, to przejaw dbania o pracowników czy ich rodziny? Wielokrotnie spotykałem ludzi którzy odliczali miesiące i dni do zakończenia kolejnych okresów karnych określonych w umowie tylko po to aby w końcu złożyć wypowiedzenie tylko dlatego że ich rodziny nie mogły pogodzić się z ryzykiem poniesienia tak srogich kar przez pracowników, przez ich rodziny i dzieci. Przede wszystkim chciałbym oświecić wszystkich tych, dla których praca w IAI jest tą pierwszą i częstokroć jedyną: oferowane powyżej system przywilejów i kar jest kompletnie obcy innym miejscom zatrudnienia. Po prostu w innych firmach nie spotykacie się ani z takim traktowaniem, ani nie ponosicie takiego ryzyka.

Jak to wygląda w przypadku kontraktorów (kontrakt projektowy)

IAI to firma z którą warto współpracować. Zamawia dużo oprogramowania, a wdrożenia systemów jakie można tam realizować są ciekawe. Fornalski to twardy negocjator, ale również człowiek otwarty na różnego rodzaju ciekawe wdrożenia. W przypadku zewnętrznych kontraktów mechanizm dostaw realizowany jest za pomocą umowy ramowej. W ramach umowy spółka zleca dostarczenie oprogramowania, ewentualnie wykonanie prac polegających na jego dostosowaniu. Prace przy wdrożeniu określonego systemu zlecane i zatwierdzane są przez odpowiedniego kierownika. Przykładowo po podpisaniu umowy na dostawę jakiegoś systemu osobą wyznaczoną za wdrażanie oprogramowania jest Przemysław Basiak. W dziale oprogramowania Przemek zleca w ramach tej umowy ramowej realizację określonego projektu, konkretnych prac. Następnie Przemek zatwierdza budżet na realizację tych prac i ostatecznie zatwierdza faktycznie zrealizowanie zleconych prac. Wynagrodzenie wypłacane jest na podstawie protokołu i faktury, czyli wszystko całkiem normalnie. Czego kontraktorzy mogą jednak nie wiedzieć, to że po latach IAI S.A. może w dowolnym momencie zakwestionować akceptację i rozliczenie tych prac, a w konsekwencji domagać się zwrotu całego już wcześniej wypłaconego wynagrodzenia za wszystkie otrzymane dostawy.

Tak próbowano zrobić w przypadku oprogramowania i usług, które firma mojego znajomego dostarczała do IAI S.A. — do momentu gdy przestała z uwagi na rozbieżności zdań dotyczące cen za usługi. Na pewnym etapie przedłużania współpracy znajomy zaczął podnosić ceny. Spółka IAI S.A. początkowo próbowała negocjować, jeszcze w piątek prezes przez wykrzyczał wspólnikowi ultimatum do przedłużenia umowy, którego jednak mój wspólnik nie dotrzymał z uwagi na rozbieżności cenowe. Efektem zerwanych negocjacji zapowiedziano, że zamknięto okres rozliczeniowy, a był to ostatni dzień realizacji jakichkolwiek prac, po czym następnie opuścił on spotkanie.

Wystawiając fakturę za poprzedzający miesiąc otrzymaliśmy jednak szybką informację zwrotną, iż praca już rozliczona nie zostanie opłacona. Według zapowiedzi wiceprezesa Mulińskiego wyznaczony kierownik w osobie Przemysława Basiaka w ogóle nigdy nie miał prawa w ogóle reprezentować spółki, w zakresie odebranych prac, zatem ostatnia faktura za już dostarczone wdrożenia nigdy nie była zaakceptowana przez zarząd i nie będzie zapłacona. Istotnie Przemysław Basiak jest kierownikiem pewnego działu i nie reprezentuje spółki, co zgadza się z wyciągiem z publicznie dostępnych dokumentów rejestrowych spółki. Zarząd podtrzymuje, iż skoro Przemysław Basiak nie reprezentuje spółki, a ponadto prowadzi samodzielną działalność gospodarczą, to nie może on niczego akceptować, pomimo iż dostarczone oprogramowanie nadal funkcjonuje w spółce… Faktura oczywiście została zapłacona zaraz po zapowiedzi pozwu, ale po wielu latach ten sam Przemysław Basiak z własnej woli zeznając jako świadek twierdził, że istotnie jest jedynie kierownikiem w IAI S.A., a nadto reprezentuje swoją działalność gospodarczą. Po zapoznaniu się z raportem zleconych przez niego zadań, zeznał stanowczo twierdząc, że nie przypomina sobie i nie rozpoznaje żadnych ze zleconych przez siebie prac, nie potrafi się do nich odnieść…

Na potwierdzenie żądań zwrotu pieniędzy wiceprezes Muliński kwestionował dodatkowo poprawność wykonania prac objętych przedstawionym raportem i fakturą, niezależnie od tego że spółka zaprzecza iż Przemysław Basiak mógł je w ogóle w imieniu spółki zlecać, ani akceptować. W ten sposób IAI SA próbowała w w pierwszej instancji sądu w Lublinie i w Szczecinie kwestionować wykonanie prac, ich prawidłowość, a w konsekwencji uznając, że należy jej się zwrot całości wypłaconego wynagrodzenia za wszystkie prace zrealizowane na rzecz spółki IAI, a wymienione w raporcie akceptowanym przez Basiaka. W ten sposób pomimo wypłacania przez lata pieniędzy na podstawie raportów spółka twierdziła iż raport zadań zleconych i zaakceptowanych przez Basiaka to jedna kwestia, a raport prac jakie to spółka akceptuje to zupełnie inna kwestia. Według wiceprezesa Mulińskiego obie kwestie to dwa niezależne raporty, z czego jeden jest uzgadniany z wykonawcą, a do “drugiego” raportu dostęp ma on. W kwestii braku dostępu do tego “dodatkowego” raportu Muliński twierdził że jeżeli jakiś wykonawca nie ma dostępu do zawartości jego wewnętrznego raportu, a ponadto jeśli kwestia żadnego “dodatkowego” raportu nie jest wymieniona w umowie, to należy to intepretować następująco: “to jeśli tego nie masz to trudno”. IAI S.A. oczywiście próbowała uzurpować sobie podstawę do opłacania faktur tylko do wysokości zgodnej z jakimś wewnętrznym raportem, o którym nie było w ogóle mowy tak w umowie, jak i w jakichkolwiek ustaleniach, a jednocześnie zachować sobie prawo do wykorzystywania dostarczonego oprogramowania. IAI wcale nie musiała przegrać sprawy, a prawie czteroletnia batalia pokazuje że nie była ona banalna.

Na koniec warto dodać, że kwota jakiej IAI może domagać się od zewnętrznych dostawców przed sądem jest nieograniczona. Kwota ta może wynosić tyle co wszystkie zrealizowane prace, przekraczać wartość całego wynagrodzenia za wdrożenie wszystkich projektów. Na rozprawie w konkretnej sprawie o której piszę, jak się okazało na tyle istotnej pojawił się Basiak, Fornalski, Muliński. Fornalski twierdził iż spółka IAI S.A. kwestionuje wszystkie prace zatwierdzone przez Basiaka, a z uwagi na rzekome błędy w realizacji prac praktycznie musiał przepisywać całość systemu na nowo, do czego by nie doszło gdyby w spółce wdrożono system TaskBeat, który pozwoliłby na uniknięcie błędów. To chyba jedyny raz kiedy zorientowałem się dopiero w finalnych zeznaniach Fornalskiego, o co tak naprawdę toczyła się ta cała batalia. Wspólnik pokłócił się co prawda o wysokość wynagrodzenia, ale faktycznie jest to jedyna sprawa, w której uczestniczyłem zobaczyliśmy złość klienta, który po prostu nie dostał systemu, którego tak mocno potrzebował. Spotykaliśmy się co prawda z rozczarowanymi, zafascynowanymi, ale nigdy nie spotkaliśmy się z autentycznie rozwścieczonym klientem, który po prostu nie dostał dostępu do naszego oprogramowania. Technicznie rzecz biorąc żaden klient nigdy wcześniej nie skarżył się przed sądem, że nie sprzedałem jemu dostępu do naszej skromnej aplikacji do zarządzania projektami. Nie spodziewaliśmy się nawet osobistej obecności Fornalskiego na rozprawach, ale w trakcie zrozumiałem, że w sprawie tak naprawdę pokłócimy się przede wszsytkim o granice profesjonalizmu. Paweł płaci dobrze, zatem nie spodziewał się że wspólnik powie jemu “nie”. IAI to spółka giełdowa, zatem pozywając nas drugi raz nie spodziewał się że wytaczając sprawę sądową o zwrot pieniędzy znowu usłyszy “nie”. Ostatecznie jednak chodziło o to kto z nas reprezentuje wyższy poziom profesjonalizmu w tej grze i tutaj trzeci raz Paweł musiał usłyszeć “nie” — tym razem od sądu. Sąd odmówił IAI rację w zakresie zwrotu całości wynagrodzenia. Zamiast oczekiwanego w pozwie zwrotu całości wynagrodzenia, ostatecznie po odliczeniu kosztów, przyznał zwrot… 200 zł, odsetkami.

Na szczęście w rozprawie sądowej wykazano jakie raporty dokumentują wykonanie dostaw zgodnie z umową i fakturami. Dodatkowo pomimo zakwestionowania realizacji prac, w sprawie sądowej udało się przedstawić do powyższych twierdzeń również szczegółowy materiał dowodowy w postaci treści e-maili (z nagłówkami), jakie na szczęście zarchiwizowano na zewnętrznych serwerach na potrzeby ewentualnych sporów. Dzięki tylko tym e-mailom udowodniono iż “dodatkowy raport” wykazujący brak prac nie ma się nijak do faktu iż prace były odpowiednio uzgadniane, raportowane, a nawet akceptowane. Cały mechanizm zaprzeczania upoważnieniom do reprezentowania spółki, zlecania i akceptacji zleconych prac, wykazywania jakiś pustych raportów jako podstaw jednostronnego domagania się jakiś zwrotów pieniędzy za prace wykonane — jest tylko jedynie grą, którą sąd w drugiej instancji ostatecznie przejrzał. Po trzech latach batalii sąd ostatecznie wziął pod uwagę raporty zatwierdzane po wykonaniu prac, niezależnie od tego czy zlecający Przemysław Basiak jest jedynie kierownikiem swojej działalności czy też faktycznie reprezentuje spółkę. Po pewnych zabiegach sąd ostatecznie uznał po prostu dowody z e-maili w zakresie wszystkich zleconych prac wdrożeniowo-dostosowawczych i doliczył się wszystkich zleconych i zaakceptowanych prac. Sąd odrzucił twierdzenia iż świadków o braku wiedzy czy upoważnienia, a jednocześnie uznał ostatecznie zlecania prac, których nie mógł przypomnieć sobie Przemek. Ostatecznie sąd nie przychylił się do wniosku iż spółce należy się zwrot wynagrodzenia za całość zleconych i wykonanych prac, co do których po latach spółka zmieniła zdanie rzekomo odrzucając prace po ich wcześniejszych akceptacjach. Ostatecznie sąd przyznał IAI dwieście złotych (z odsetkami), co wynikało różnicy w interpretacji rozliczenia jedynie ostatnich tygodni pracy, a czego nawet nie chce mi się liczyć tak skrupulatnie. Sąd zniszczył gigantyczne żądania IAI -przyznając prawo do zachowania wynagrodzenia, którego zwrotu IAI domagała się od naszej firmy.

W trakcie rozprawy wydawało mi się początkowo że jestem jedynym, od którego spółka domagała się zwrotu pieniędzy, co tylko na pozór jest żądaniem absurdalnym. Już po publikacji pierwszej wersji tego postu zgłosiły się do mnie dwie osoby z Twittera, które w przeszłości znalazły się w identycznej sytuacji. Faktycznie pewne zapisy w umowie otwierały spółce możliwości pozywania wielu osób, które po prostu odmówiły dalszej współpracy lub nawet takich których spółka zatrudniając nie chciała stracić. Pomijając detale prawne trzyletniej batalii i wielu prawnych niuansów wynotowałem istotne sprawy jakie mają zastosowanie do każdej wersji umowy tak przeszłej, jak i obecnych wzorów, a ponadto mającej zastosowanie do każdego w kontaktach z tą spółką.

Jak się zabezpieczyć?

W obliczu kiedy stajesz przeciwko spółce, która zaakceptowała, zapłaciła, a po latach domaga się zwrotu wszystkich pieniędzy, warto pamiętać o następujących rzeczach.

  1. Po pierwsze i najważniejsze: jeśli nie czujesz się na sali sądowej komfortowo tak jak ja, to osobiście mogę tylko poradzić trzymaj się od tej firmy z daleka.
  2. Po drugie: Nie daj się nabrać na upoważnienia kierowników. Domagaj się aby prace zlecał i akceptował nie kierownik działu, ale zawsze jakiś członek zarządu.
  3. Po trzecie: Pracując dla IAI koniecznie regularnie wykonuj kopie wszystkich maili jakie powstają w trakcie realizacji projektu.
  4. Po czwarte: wykonuj kopie także raportów jakie przesyłasz spółce lub jakie powstają w trakcie prac. Najlepiej przesyłaj je załączając również prywatny adres kolegi.
  5. Po piąte: w obliczu kar umownych doprowadź do tego aby to IAI SA wypowiedziała umowę — prezesa łatwo sprowokować (tutaj podziękowania dla tajemniczego Jarka B.).

Na koniec, wykonuj kopię wszystkich maili i kodów źródłowych, logów commitów, raportów instalacji. Po czasie wszystkie te informacje mogą okazać się istotnym dowodem, dzięki któremu również i ty będziesz miał szansę na wygraną z dużą spółką. Tylko w połączeniu z akceptacją prac przez członków zarządu te dokumenty dają sporą szansę na wygraną z wątpliwymi moralnie praktykami skutkującymi ryzykiem zwrotu całego wynagrodzenia pod groźbą obowiązku wielu lat odpracowywania kar na rzecz firmy, z którą nie chcesz już pracować.

Aktualizacja: Czytelnicy zwrócili uwagę że punkty karne funkcjonujące w okresie opisanym przez artykuł zostały obecnie zniesione przez spółkę w drodze interwencji inspekcji pracy. Punkty karne zostały zastąpione karami indywidualnymi w przeciętnej wysokości nie przekraczającej jedynie części wynagrodzenia wraz z zastosowaniem przerzucania kwoty rekompensat dla klientów na pracowników. Rekompensaty uzupełniają kary indywidualne, ale stosowane są w sposób rozkładający kwotę każdej rekompensat na wynagrodzenie wszystkich pracowników.

  • Fragment z publicznej wypowiedzi prezesa IAI S.A. zaczerpnięto z profilu internetowego, jaki umieścił na portalu społecznościowym Facebook.
  • Fragment ze strony Co oferuje IAI i dlaczego warto dla nas pracować? Źródło strona internetowa IAI S.A. http://www.idosell.com/pl/corp/jobs/about/ (z 2016–12–06)
Show your support

Clapping shows how much you appreciated Dan Mertho’s story.