Weekendowy akcent bułgarski

W przeciągu moich dwóch miesiecy pobytu w Dublinie, zdążyłam sie już zorientować, że polskie sklepy, Polonez czy Wisła to nic nadzwyczajnego. Nawet w Lidlu za rogiem kupisz Żywca, a w miedzyczasie wpadnie na Ciebie uciekający przed mamą Krzysiu, tudzież Kevin ;)

Dzisiaj przyszedł czas na nowe smaki, balkan style. Fakt zbliżających się urodzin gościa, którego kocham, wymusił na nas długo odkładaną wycieczkę do takiego zakątku Dublina, do którego nigdy nie było po drodze (jak się okazało bez większej straty dla nas). Mam to szczęście, że moja druga połowa całkiem dobrze radzi sobie w tej części mieszkania, z której ja nie korzystam wybitnie chętnie ani często i postanowiła sama zatroszczyć się o doznania smakowe swoich gości. Dodatkowym bodźcem była oczywiście tęsknota za ojczystymi smakami i mega ważna kwestia odnalezienia martenicy, bez której miesiąc marzec traci na wartości.

Miejsce, o którym mowa, to bułgarski spożywczak BALKAN, na South Circular Road, z przemiłą obsługą i dosyć bogatym wyborem najbardziej popularnych, bułgarskich przysmaków, od alkoholu i innych trunków, po wędliny, nabiał i słodycze. Moim faworytem jest domowy miodek, którego tak mi brakowało w porannej herbacie.

Polecam wszystkim, którzy nie mieli okazji a chcą poznać smaki z tej części świata oraz tych, którzy za smakami tymi tęsknią, a nie mieli pojęcia, że są w zasięgu ręki.

BALKAN STORE
One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.