Converse Chuck Taylor All Star II. Upgrade, na który (nieświadomie) czekałem.

Nowy model vs oryginał po prawej

Butów a raczej trampek marki Converse nie trzeba nikomu przedstawiać. Od zawsze chciałem mieć parę zwłaszcza kiedy widziałem je u innych na nogach. Kultowy już projekt w niezmiennej postaci przetrwał 98 lat. Kilka razy zdarzyło się, że wchodząc do sklepu z butami brałem Conversy, mierzyłem i wychodziłem z inną marką. Dlaczego? Bo Conversy od zawsze były niewygodne! Kawałek szmaty i gruba twarda na ponad centymetr guma. Wygoda stopy zawsze była dla mnie najważniejsza a Converse nie miało z nią nic wspólnego. „Moja” para Conversów zawsze zostawała w sklepie.

Wszystko zmieniło się w 2015 roku kiedy Converse odświeżyło swój topowy model buta. „Converse Chuck Taylor All Star II” bo tak nazywa się nowa wersja to całkiem inny model i co najlepsze z tym samym kultowym prawie niezmienionym designem. To tak jak kolejny model Porsche 911. Nowa technologia upchana w tej samej budzie.

Dlaczego technologia? Nike (firma, która jest właścicielem Converse) wsadziła do środka wkładkę Lunarloon, która nie jest zwykłym kawałkiem gumy jak w poprzednim modelu. Sama guma też jest dużo cieńsza co poprawia elastyczność buta. Można go zgiąć!

To nie koniec. Oprócz wkładki wnętrze buta zostało wyściełane mikrozamszem (miękko!).

Język natomiast dostał gumki po bokach żeby nie uciekał. Ponoć powrzechne zjawisko w modelu za kostkę. Ja wybrałem low top.

Z zewnątrz but praktycznie się nie zmienił. Jak widać na pierwszym zdjęciu ujednolicono szwy i otwory na sznurówki by pasowały kolorem do reszty buta. Usunięto również czarny pasek z gumy dookoła podeszwy i przy palcach. Całość prezentuje się czyściej (do pierwszego podeptania).

Jeżeli kiedykolwiek przymierzałeś się do Chucków, ale miałeś/aś zastrzeżenia co do wygody tak jak ja, to koniecznie idź do sklepu i je przymierz! To zupełnie inne buty! Na koniec jeszcze zdjęcie pudełka. I nie, Converse nie dało mi tych butów, ani nie zapłaciło za te słowa. Niestety ;)

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Denis Marciniak’s story.