“Gdzie się podziały tamte prywatki…”

Sytuację, którą już od dłuższego czasu można zaobserwować na polskim rynku muzycznym, najtrafniej opisuje wypowiedź publicysty Cezarego Polaka – „Włączając rozgłośnie komercyjne i trafiając na polskie piosenki, można odnieść wrażenie, że wszystkie są o tym samym. I co najgorsze, są tak samo złe”. Nie od dziś wiadomo, że to głównie komercyjne rozgłośnie radiowe kształtują nas gust muzyczny, który, nie oszukujmy się, staje się coraz bardziej kiczowaty. Ludzie przestali potrzebować czegoś unikatowego, poetyckiego. Teraz wystarczy szybka, rytmiczna muzyka, a nie melodia skłaniająca do refleksji, dostarczająca nam emocjonalnych uniesień.

W tym momencie w Polsce promowane są głównie młode, piękne piosenkarki ( najlepiej, żeby miały te same puste spojrzenia, wyprostowane włosy i tonę makijażu ), lub zespoły, które zwyczajnie łatwo można sprzedać. Mało kto zwraca uwagę na ich umiejętności wokalne, liczy się tylko to, że ich wizerunek trafia do szerokiej publiczności. Teksty piosenek dotyczą głównie niespełnionej, albo utraconej miłości, z którymi utożsamia się ¾ polskich nastolatek. Wystarczy włączyć pierwszą lepszą stację radiową i od razu natrafimy na nowy kawałek Eweliny Lisowskiej czy Margaret, które oprócz swojej urody, nie mają nic innego do zaoferowania, a jednak plakaty z ich wizerunkami wiszą w większości polskich domów.

Nie ma się co dziwić opiniom, że dzisiejsza muzyka popowa stała się synonimem tego, co najgorsze, otępiające, nierozwijające. Kiedyś na koncertach nie trzeba było robić z siebie idoty, żeby zaimponować publiczności. Zespoły potrafiły cieszyć się tym, że mogą przekazać chociaż trochę swojej wrażliwości. W tym momencie najważniejsze jest wielkie show. „Artyści” potrzebują całej otoczki tancerzy i aranżacji scenicznej, żeby ich występ był perfekcyjny. Najbardziej bolące jest jednak to, że największą uwagę przywiązuje się, niestety, do wyglądu. Zmienianie strojów co 10 minut jest kluczowe, nie można przecież wyglądać tak samo podczas każdej piosenki.

Smutne jest to, że nawet osoby, które od lat uważane są za ikony polskiej muzyki, dały się wciągnąć w to całe bagno. Idealnym przykładem jest Maryla Rodowicz, która w czasach PRL-u była podporą dla wielu, jej piosenki miały dla Polaków ogromne znaczenie. A teraz komercjalizacja stała się ważniejsza i z wielkiej artystki stała się kimś, kto paraduje w sztucznym sześciopaku na jednej z sylwestrowych imprez.

Najbardziej boli mnie to, że w Polsce ludzie, którzy rzeczywiście mają talent i potrafią robić coś niesamowitego, nie są w ogóle doceniani. Ostatnio zainteresowałam się Kasią Lins, dziewczyną, której głos wręcz paraliżuje, a teksty są pełne emocjonalnego zaangażowania. Kasia otwarcie mówi, że wiele razy próbowała zaistnieć na rodzimym rynku muzycznym, jednak za każdym razem słyszała odmowę. Zdecydowała się zacząć karierę w Chinach i tam odniosła ogromny sukces. Jej płyty znalazły się na jednej półce z Lady Gagą czy Beyonce. Ma tam rzeszę wiernych fanów, którzy doceniają jej umiejętności. Polacy niestety nie zdają sobie sprawy, jaki skarb stracili, ponieważ 90% społeczeństwa nie miała szansy, żeby ją gdziekolwiek usłyszeć.

https://www.youtube.com/watch?v=RO-PMxmwJFA

Każdy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie czy warto pójść z prądem i podążać za większością czy jednak zdecydować się na poszukiwanie czegoś wartościowego. Mam tylko nadzieję, że jeszcze są gdzieś w Polsce osoby, które potrafią docenić piękno, muzyczni zapaleńcy stawiający na pierwszym miejscu autentyczność i odmienność.