Młot na czarownice — dlaczego warto przeczytać drugą książkę po Biblii

Młot na czarownice — dlaczego warto przeczytać drugą książkę po Biblii średniowiecza.

Myślałam, że ludzie przynajmniej ze słyszenia znają tą książkę, że jeśli nawet nie wiedzą o co w niej chodzi i o czym dokładnie traktuje, to chociaż wiedzą, że takie coś jest, że było. No ale jednak nie i jak pokazało mi doświadczenie
 z pytaniem o tą że pozycję słyszałam bądź widziałam na twarzy jedną wielką konsternację. I ja wiem, że Młot to bardzo specyficzna propozycja, dość nieoczywista, może sprawić kłopot podczas czytania, szczególnie biorąc pod uwagę podejście autorów (zakonników notabene) do kobiet. Jednak warto chociaż spróbować i już wyjaśniam dlaczego.

Młot przeczytałam dwa razy. Za pierwszym razem było to niemal jak skok na głęboką wodę, szok termiczny i każde inne wybicie z mojej naturalnej psychicznej równowagi. Niedawno przeczytałam ją po raz drugi i będąc już przygotowaną na to, co się szykuje, w pełni się w niej rozsmakowałam. A jak to smakuje? Jest gorzkie i ta gorycz trzyma się bardzo długo. Gorycz historii, wszechobecnej mizoginii i wąskich horyzontów. Jednak ma lekko słodki posmak, bardzo leciutki, prawie niewyczuwalny, ale jest go na tyle, aby ta gorycz tak bardzo nie gryzła. Nie wiem, czym jest to spowodowane, może to ilość tych historii, zadziwiająca mentalność wyjaśniania sobie wszystkiego za pomocą niezwykle skomplikowanych
 i prostych zarazem sposobów.

Średniowiecze to bardzo radykalny okres w historii świata, szczególnie Europy. Z jednej strony ogromna religijność,
 a z drugiej masowe zabijanie oskarżonych w imię Boga, początki większej literatury, ale niestety anonimowej, bo ad maiorem Dei gloriam, czyli wszystko na chwałę Pana, bo Ty jesteś tylko marnym robaczkiem i to od Boga masz talent, więc Bogu go poświęć. Podejście do kobiet to takie rozstrzelenie, że mój mózg tego nie jest w stanie pojąć: kobieta to cudo, perła boskiego stworzenia, dzięki której jest cud narodzin, a także Matka Boska była kobietą, więc trzeba je czcić. Ale z drugiej… Powstała jako druga, z żebra, więc z niczego, co było człowiekowi (czyli mężczyźnie) potrzebne. Potrzebna była tylko dla nasienia mężczyzny, była tylko “inkubatorem” dla dziecka, ale w żaden sposób nie wpływała na dziecko, nie dawała nic od siebie. Nie miała nic do powiedzenia i jedyną wolnością jaką mogły znaleźć, to dopiero po tym jak zmarł mąż i zostawił majątek.

Do czego dążę. Do tego:

Młot to coś, dzięki czemu możemy bardzo wyraźnie zerknąć w przeszłość, zobaczyć i niemal dotknąć. Można się spodziewać, że to skaleczy, bo ta strona historii boli. Dziesiątki, setki, tysiące, czy dziesiątki tysięcy ludzi stracone na stosie, podczas tortur (niechcący, bo nie byłoby pojednania), podczas prób ognia czy wody, poprzez powieszenie…
 I chociaż można się kłócić, bo Młot jest książką napisaną dla łowców czarownic, mnóstwo technicznych list, podziałów czarownic, rodzajów diabłów, czy nawet cennik kata. I ilość przytaczanych historii sprawia, że momentami się uśmiechałam, a momentami włosy stawały mi dębem.

Wiele można o tej książce powiedzieć, ale na pewno nie to, że da się ją łatwo przeczytać i równie łatwo zapomnieć.


Originally published at doublew.pl on March 15, 2018.