Moje ulubione… zakładki do książek

Nie wiem dlaczego, ale o zakładkach niewiele się mówi, a powinno, bo jak dla mnie to jest nieodłączna część bycia czytelnikiem, wręcz kwintesencja tego stanu zaraz po posiadaniu przynajmniej kilku ulubionych książek. Dobra zakładka to jak dobre pałeczki. Niby wystarczą dwa kawałki patyka, ale jeśli są dopasowane do nas, to i lepiej się je, a w tym przypadku czyta. I naprawdę nie wiem, skąd mi przyszedł taki pomysł do głowy, ale właśnie tak: chcę się podzielić ze światem moimi zakładkami do książek.

Niektóre mają historię, na całe dwie linijki, inne po prostu są. Ale nie będzie tego jakoś niezwykle wiele. Inni mają metalowe zakładki, srebrne, plecione, ręcznie robione, a ja… No cóż. Spójrzcie. To moje TOP 5. Oto ono:

  1. Karta z Fabryki Słów
    Znalazłam ją w zakupionej książce fantasy w antykwariacie i prawie się popłakałam jak odkryłam, że one już od prawie 10 lat nie są na rynku i nie jestem w stanie dostać nic innego poza moją 10-tką trefl. Lubię jej używać do fantastyki, najlepiej do takich mocno zbitych książek.

2. Duet “Bruksela”
Tak mówię na dwie rzeczy, które przywiozłam z mojego sławetnego pobytu w stolicy europejskiej. Jedna z nich to pocztówka za euro, które kupiłam w Królewskim Muzeum Sztuk Pięknych i przestawia ono ni mniej ni więcej tylko Upadek zbuntowanych aniołów Pietera Bruegela Starszego. Gapiłam się na ten obraz chyba dobre 20 minut i im dłużej patrzyłam, tym więcej widziałam. Dlatego kupiłam. I jakoś tak mi pasuje do książek, które nie są dla czystej przyjemności, tylko coś z nich przebija.

A druga z duetu do wielka papierowa żyletka, znaleziona na rynku, która miała być reklamą jakiegoś przedstawienia. Tak po prostu znalazłam sobie kawałek kartonu na ulicy i przywiozłam.

3. Pocztówki
Ogólnie. Wszystkie, każdą, którą dostałam lub kupiłam lub przygarnęłam. Jedna od dyrektorki gimnazjum, druga od znajomych “baranków”, a właściwie to cały ich zestaw, kolejna od przyjaciółki…

4. Zaproszenie na wesele
Miłe wspomnienie. Z całego zestawu zaproszeń tylko jedno doznało zaszczytu bycia moją zakładką. Było to nie tyle wesele ile multikulturowe i wielonarodowościowe przyjęcie weselne, które mimo wszystko okazało się niezwykle udane i naprawdę wspaniałe. (Nie, to nie jest to, ale ze względu na prywatne dane postanowiłam nie upubliczniać jego zdjęcia, ale myślę, że karteczka z Rafaello odda myśl).

5. Przedmioty codziennego użytku
Wszystko co jest akurat pod ręką. I tu akurat znajduje się moja najbardziej ulubiona zakładka, ale do tego zaraz. Często zdarza mi się, że muszę już natychmiast przerwać czytanie i odejść, a zakładki są w drugiej części domu.

I nie, nie zaginam rogów, bo tylko barbarzyńcy tak robią. Ja biorę paragon, listę zakupów, długopis… widelec… nożyk do warzyw… kabel od ładowarki…i robię z nich zakładki. Działać działa. Natomiast moją najbardziej ulubioną zakładką wszech czasów jest… To było tak, że Onufry pożyczył mi Młot na czarownice. Jednak chyba nie miał świadomości, że coś w tej książce już jest, a był to mandat. Tak. Mandat. Przekroczenie prędkości. Znając Onu to bardzo dziwne, że dostaje mandaty tak rzadko, ale to już inna kwestia. Więc zrobiłam z tego mandatu zakładkę. I to była moja najulubieńsza zakładka, taka idealna z grubości i wielkości i z historią… Ale oddałam książkę. Mandat też. Potem już nie pożyczył z nim tylko z paragonem. A ja nadal tęsknię za mandacikiem… Nie mam zdjęcia. Za to inne na pocieszenie. Ale to już nie to samo.


Originally published at doublew.pl on April 19, 2018.