Drugi świadek
W poprzedniej notatce wspomniałem, że udało mi się dotrzeć do jeszcze jednego świadka tego zdarzenia, który nie był znany wcześniej policji. Dziś przedstawiam jego relację.
Na sam początek należą się Wam wyjaśnienia, jak udało mi się dotrzeć do tego świadka. Nie ukrywam tego, że jak w większości takich spraw pomogło mi szczęście, determinacja, znajomości i… pieniądze. Bardzo często po takich zdarzeniach, które dzieją się pod osłoną nocy, dotarcie do pewnej grupy świadków, możliwe jest jedynie przez „pobrudzenie” sobie rąk. Byłem na tyle ciekawy całej tej sprawy, że wśród znajomych z „ciemniejszej” strony miasta rozpuściłem informację, że szukam świadków. Sprawa przeszła przez kilka osób i wreszcie miałem okazję porozmawiać z osobą, której poszukiwałem. Kosztowało mnie to trochę pieniędzy, ale tak to już jest w tej branży.
Osoba, do której dotarłem, potwierdziła mi przebieg wydarzenia zgodnie z tym, co mówił świadek przesłuchiwany przez policję. Wspominał mi o tym, że grupa, w której był Dominik Koszowski, przez dłuższy czas zaczepiała przechodzące osoby — zarówno pojedyncze, jak i większe grupy. Jej członkowie zdecydowanie wyglądali jak osoby pod wpływem używek (alkoholu i narkotyków). Świadek — na moje pytanie, dlaczego przez ten czas nie było reakcji policji — nie krył rozbawienia. „Stary, to jest centrum miasta. Tutaj takie sytuacje zdarzają się praktycznie co chwilę, a policja jest leniwa. Na pewno dostali zgłoszenie wcześniej, ale nie spodziewali się, że może dojść do śmierci. To się na szczęście zdarza sporadycznie”. Wreszcie nadeszła większa grupa osób, która wyglądała na kibiców piłkarskich. Doszło do utarczki słownej, przepychanek (świadek zwrócił uwagę, że „grupa Koszyka” była przygotowana do walki — miała różne narzędzia), a po paru chwilach zrobiło się spokojnie. Czy było widać ciosy nożem? Czy było widać, kto je zadaje? Mój rozmówca twierdzi, że nie. O tym, że Dominik Koszowski poniósł śmierć, dowiedział się dopiero następnego dnia. „To nie wyglądało tak groźnie. Po prostu starcie, następnie rozdzielenie. Kilka chwil i po sprawie. Myślałem, że po prostu jeden z nich zasłabł lub nie umie pozbierać się po ciosie w twarz”.
Możecie się zastanawiać, dlaczego świadek nie zgłosił się na policję. Odpowiedź jest prosta — prowadzi on tryb życia, w którym współpraca z policją jest uważana za coś złego. Dodatkowo jak sam przyznał, nie chce mieć na głowie „grupy Koszyka”. Czy takiemu świadkowi można zatem ufać? To już pozostawiam ocenie czytelników. Ja wiarygodność zweryfikowałem przez konfrontację jego zeznać z tym, co powiedział policji świadek z poprzedniego wpisu. Obie relacje zgadzają się praktycznie w stu procentach.
