Decha

Kupiłem deskę do prasowania. Drewnianą? Skądże! Cała jest z aluminium. Stabilne, osadzone w tworzywie z gumowymi antypoślizgami, nóżki. Wielka taca na gorące żelazko. Kontakt z przedłużaczem, bo wpina się ją do prądu. Antenka z klipsem, żeby przewód w czasie prasowania dyndał nad głową, a nie plątał się z rękawami koszul i nogawkami spodni. Pas lotniska ciągnący się od lewej do prawej, pokryty aktywnym ściołem i wysokogatunkowym materiałem. Ulga. Teraz zmieści się nie tylko poszwa, ale prześcieradło i obrus. Cudowny regulator wysokości, by plecy mogły być proste, a ramiona swobodne. Precyzja i estetyka wykonania dopełnia mojej miary szczęścia.

Kiedy i kto pierwszy wpadł na pomysł, by prasować ubrania?

Prasowanie. Powszedniość domowa, której nie znoszę. Zabawa z ustawianiem temperatury. Bulgotanie pary. Ślizganie się kopytem podobne do tanecznych piruetów kręconych na lodzie. Stos koszulek, koszul, bluz, spodni, serwet, serwetek, narzut i firan. Kilometry materiału, który łatwo wyświecić, zagnieść, przypalić. Składanie, układanie, wieszanie. Monotonia, powtarzanie, rutyna. Chomik w kołowrocie! Koń w kieracie!

Kiedy i kto pierwszy zaczął robić to za pieniądze?

Jestem obrzydliwy. Myśl, że moje koszule kręcą się w chemicznej pralni razem z cudzymi koszulami napawa mnie wstrętem. Wyprasowane, na wieszaku, czyste z dnia na dzień, cóż z tego, skoro Mietek, Zbychu, Jędruś są obcymi, kosmitami z nieznanych mi domów. Lepszy pilot na rękawie niż krochmal na kołnierzyku!

Proszę kontynuować. Ma Pan jeszcze 20 minut do końca sesji.
A spodnie? Zastanawiał się Pan kiedyś nad tym, Panie Doktorze?

Show your support

Clapping shows how much you appreciated emy:pisane’s story.