To było tego dnia.

Byłem w delegacji, daleko, zmęczenie zamykało mi oczy. Z transu wyrwał mnie dźwięk telefonu. 
 — Słucham?
 — Cześć tu Zoja. Mam raka. 
 — Co?
 — Musiałam się z Tobą tym podzielić. — dźwięk rozłączonego telefonu

Kilka dni wcześniej byłem na cmentarzu. Świeży grób. Mama Zoji. Miała raka. Zoja dzwoniła czasami i opowiadała o walce z choroba mamy. Jak bardzo było jej trudno.

Znaliśmy się od kilku lat. Byliśmy kiedyś bardzo blisko. Bardzo. Jakoś los niestety odsunął nas od siebie, ale serce nadal drżało gdy dzwoniła.

Dowiedziała się kilka dni po śmierci swojej mamy. Robiła badania bo była w grupie ryzyka. Niestety wynik pozytywny. Leczenie i walka życie. Chemia i chustka.

Zoja zawsze się uśmiecha i nadal to robi. Ma 2 synków. Musi być z nimi.

Parę dni temu w pracy. Miałem dosyć trudny przypadek do rozwiązania w systemie informatycznym. Szedłem zamyślony korytarzem. Minąłem koleżankę z innego działu. Przeszedłem i po kilku krokach … w mojej głowie Zoja. Nie to nie była ona, ale chustka. Chustka na głowie koleżanki. Oznacza to jedno. Też walczy o swoje.

Podziwiam wszystkie osoby w chustkach. Ich siłę i determinację. Mi czasami brakuje ochoty by rano wstać. Wszystkie chustki nie mogą pokazać nawet odrobiny zwątpienia i mimo iż czasami jest im dużo trudniej

ps. 
 — Słucham?
 — Cześć tu Zoja. Miałam wszystkie badania. Wygrałam z Nim.

pps. 
 — Tato tato — i szeptem — zobacz ta Pani nie ma brwi.
 — Widzę synku, ta Pani to odważna kobieta. Bardzo. — mówię stojąc przy kasie w Biedronce. Spoglądając na drobną kobietę w chustce.