Oczywiście w Rzymie lot został opóźniony o godzinę co jest zgodne z naszą definicją włoskiej niezawodności.

O 21 naszego czasu byliśmy na lotnisku a tutaj środek dnia więc aby uniknąć jetlaga czekał nas 31 godzinny.

Po podróży w strasznych korkach (Wrocław nie jest taki zły, nawet jak jest rozkopany) dotarliśmy do hotelu. Mimo że jest położony w samym centrum Chicago lata swojej świetności miał w czasach Al Capone.

Na pierwszy ogień poszedł festiwal jedzenia “Taste of Chicago”. Ja obowiązkowo z żeberkami, Gosia obowiązkowo z sałatką z Fresh Farmers cośtam :P

Na następny dzień już wypatrzone miejsce które daje ciekawe piwo Ale :D

…i to było na tyle. Po podróży i po jedzeniu zostaje tylko zemdleć w hotelu.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.