Co stanie się z głupcami, gdy Wieża błaznów zawali się im na głowy?
Korespondencyjnego pianistę Z nienaganną dykcjąMonumentalną posturąI zimną krwią
Rozumiejącego zew naturySubtelność ludzkich emocjiCiężar człowieczego losuI nieżyczliwe szepty
Znicze w sześciopaku niosę swojej żonieKupiłem z przeceny, każda za złotówkęNadawali skoki, gdy wpadła w agonięDługo nie cierpiała, rak jej pożarł trzustkę
miłość podstępna jestniespodziewanawślizgnie się do łóżkapoplami poduszki
zostawi czarne włosyna białej pościelinapuści motyli pod pępek
Pachnący bez zdobi opuszczone domyKtórych okna szczerzą kły szyb popękanychSfatygowane płoty trwają w ukłonieDywan traw dzikich przykrywa ludzkie ścieżki
Widzę ichKrzątają się po mieścieKtórego istnienia nie pamiętają nawet drzewa
OddychamIch wiarą w nieskończonośćZdmuchniętą cieplejszym powiewem południowych krain