23 minuty ryku — przytulić konflikt

Tyle to trwało. Dwudziesta trzecia minuta trzaskania drzwiami i płaczu pięciolatka po tym, jak usłyszał, że ma się “wykąpać przed bajkami”, okazała się przełomowa

A było to tak…,

Leżysz na podłodze, pewnie jesteś zezłoszczony i smutny. Przykro mi, że tak się czujesz. Chciałbym Ci jakoś pomóc. Mogę Cię przytulić?

Cisza…

Rozumiem, że zależy Ci, byś mógł się jeszcze bawić. Równocześnie dla mnie jest ważne, byś poszedł dziś szybciej spać, inaczej możesz być niewyspany rano, to mnie martwi…, i jest mi smutno, że się kłócimy. Przytulimy się?

…nieśmiałe kiwnięcie głową.

Podchodzę, siadam na podłodze przy Małym i biorę go na ręce. Wtula się we mnie, i tak przez chwilę sobie siedzimy. Powtarzam:

Chcę byś odpoczął i miał rano siłę. To ważne dla mnie. Choć, zrobimy tak, że bardzo szybko wykąpiesz się, a potem, jeżeli zostanie czas, będziesz mógł przez chwilę porobić coś swojego.

Nie czuję sprzeciwu w małym ciałku. Wstaję i wnoszę Małego do łazienki, ten po drodze robi swój klasyczny numer i łapie się framugi, by mnie zatrzymać.

Igi, nie mam już sił i nie chcę się z Tobą znowu kłócić. Czy chcesz, abym Cię postawił na podłodze?

Rączka puszcza framugę i wchodzimy do pomieszczenia…

____

I poszło. Sprawna kąpiel wzbogacona rozmowami z serii “tato, a powiedz, dlaczego…”, współpraca przy kolacji i ciepły przytulas na pożegnanie, kiedy wychodziłem do siebie. A przecież wszystko mogło wyglądać inaczej.


…na przykład tak:

Ignacy, uspokój się natychmiast i idź do łazienki!

Nie będę z Tobą dyskutował. Albo się myjesz w trzy minuty, albo nie ma bajek do końca tygodnia. JUŻ, mówię!

Przestań ryczeć i myj się!

Do łóżka, nie ma czytania. KONIEC!

____


* Wersja pierwsza *

“Koszt”: trwało to z 15–20 minut dłużej, niż w drugim scenariuszu. Musiałem skonfrontować się ze swoim wzburzeniem i niewygodnym faktem, że wobec oporu dziecka jestem bezsilny, o ile nie chcę Małego złamać.

Ignacy musiał przetrawić swoją złość i smutek, a potem pozwolić sobie na to, by przyjąć moje wsparcie. Oraz skonfrontować się z konsekwencjami: następnym razem do łazienki poszliśmy wcześniej, by mieć zapas czasu na przygotowanie kąpieli.

“Zysk”: zachowaliśmy kontakt, kąpiel przebiegła spokojnie i w bliskości. Mały współpracował przy kolejnych czynnościach i bez smutku, tudzież buntu, przyjął to, o co go prosiłem. Zostaliśmy przy sobie, z dziecięcą chęcią wtulił się we mnie na pożegnanie, a ja wyszedłem bez poczucia winy, że wybuchłem.

* Wersja druga *

“Zysk”: kąpiel trwała piętnaście minut szybciej, nie musiałem zmierzyć się z tym, co jest we mnie i mogłem prosto wymusić “posłuszeństwo” (jeszcze szybszy sposób: uderzyć). Młody się dowiedział, że nie ma szans w konfrontacji z wielkim i silnym ojcem.

“Koszt”: zerwałem więź z dzieckiem. Ono zostało z poczuciem żalu, złości i strachu. Ja z poczuciem winy (albo i nie) i brakiem autorefleksji nad tym, co przeżywam i czuję, kiedy MOJE DZIECKO mi się stawia.

Jeżeli sytuacja będzie się powtarzać, to moje represje i wdrukowany w Młodego strach przed nimi, spowodują, że Mały zamiast walczyć o swoje, wycofa się, ukrywając złość, bezsilność i żal w sobie. I będzie to gromadził tak długo, aż nie “wytłumaczy sobie”, że tak właśnie powinno być i na to zasługuje. Albo, póki nie zacznie odreagowywać złości na kolegach, czy siostrze. A kiedyś i na mnie.


Czyli co, kolejny tekst o szkodliwości przemocowego wychowywania?

Pudło. To nie jest wpis o szkodliwości przemocowego wychowywania, lecz o używaniu w życiu NVC (Nonviolent Communication), co się na nasze tłumaczy jako Porozumienie Bez Przemocy i jest czymś pomiędzy techniką negocjacji, a filozofią interakcji międzyludzkich, oraz odpowiedzeniem sobie na pytanie:

Chcesz mieć “rację”, czy relację?

NVC jest proste w teorii, lecz trudne w praktyce. Założenia, to:

Ludzie (także dzieci) mają taką samą listę potrzeb (np. bezpieczeństwo, szczęscie, bliskość, szacunek itp.) i mają równe prawo do ich zaspokojenia.

Ludzie (także dzieci) przeżywają te same emocje (strach, złość, ból, radość, smutek, ekscytację, itp.) i są one równie ważne.

Nie ma złych emocji: nawet jeżeli jesteśmy wściekli, czy smutni, to jest to informacja, że dzieje się coś, co nam nie pasuje i podświadomie chcemy to zmienić.

Nasze działania wynikają z potrzeby zaspokojenia potrzeb: Nikt nie robi czegoś “komuś na złość”, lecz “dla siebie”. Na przykład: mój leżący na podłodze syn, nie leży tam “przeciwko mnie”, lecz ponieważ zależy mu na spełnieniu swojej potrzebę autonomii. Drzwiami też nie trzaska, by “wkurzyć ojca”, lecz by spróbować zaspokoić potrzebę sprawczości i rozładować napięcie. To samo dotyczy mnie: jeżeli próbuję się z nim dogadać, to zależy mi przede wszystkim na spełnieniu potrzeby kontaktu, miłości i troski. Jeżeli się na niego “wydrę”, to ze względu na to, że dla mnie najważniejsza będzie potrzeba rozładowania napięcia i zachowania poczucia sprawczości w sytuacji, kiedy czuję się bezsilny. Ale to wciąż chodzi o mnie, nie o niego.

Mając wspólne emocje i potrzeby możemy się zrozumieć i dogadać, o ile nam się chce (może być tak, że przy danej sytuacji / osobie “dogadywania” nie uznamy za coś istotnego dla nas), zaś każdy uczestnik interakcji wybiera czy chce przyjąć, czy odrzucić realizację potrzeb drugiej strony.

Jak to wygląda w praktyce? Na przykład tak:

W sytuacji konfliktu uruchamiamy “kamerę”, czyli przyglądamy się sytuacji i ją opisujemy — nie to co się nam wydaje, ale to co widzimy, co słyszymy — tak jakby to było właśnie nagranie kamerą.

Równocześnie zastanawiamy się nad tym, co czujemy wewnątrz siebie i jaka potrzeba (NIEZASPOKOJONA) stoi za emocjami, które przeżywamy. Oraz jakie emocje mogą być w drugiej osobie (tu warto wpierw empatycznie “wczuć się” w drugą stronę, potem zweryfikować swoje fantazje i się dopytać). A potem wspólnie szukamy rozwiązania konfliktu.

Czyli: widzę leżącego na podłodze syna. słyszę jego krzyki, liczę, że trwa to długo.

Zaczynam reagować, spina mi się kark. Patrzę, co jest we mnie?

Czuję: złość, irytację, bezsilność, zmęczenie, napięcie, smutek.

Myślę, jakie moje potrzeby stoją za tymi emocjami: sprawczości (a czuję się bezsilny), miłości (a nie mam kontaktu z dzieckiem), troski (może być zmęczony rano), odpoczynku (a sam jestem zmęczony).

Patrzę i słucham Młodego, empatycznie wczuwam się w niego. Zakładam, że jest smutny, zły, samotny i zmęczony — pytam go czy faktycznie tak się czuje.

Myślę, jakie Jego potrzeby mogą stać za tymi emocjami: zakładam, że zabawy, autonomii, miłości, odpoczynku. Sonduję to pytaniami.

Szukam scenariusza, który pozwoli nam zaspokoić przynajmniej część potrzeb. Wymyślam coś (zapewnimy sobie zrozumienie, bliskość i szacunek) i proponuję realizację.

Udaje się. Uff.

W przypadku dorosłych przebiega to bardziej symetrycznie, niemniej idea jest taka sama:

  1. Nasze emocje są takie same i nie ma złych.
  2. Nasze potrzeby są takie same i są tak samo ważne.
  3. Co nas napędza, to chęć zaspokojenia naszych potrzeb.
  4. Nikt nie działa “wbrew komuś”, ale każdy “za swoimi potrzebami”.
  5. To co poddajemy dyskusji, to fakty, a nie nasze wyobrażenia.
  6. Realizacja potrzeby to strategia. Strategie mają to do siebie, że są o kimś / o czymś. Na przykład zdanie “Ignacy do łazienki, potrzebuję abyś się umył! ”— To moja strategia zaspokojenia moich potrzeb opieki i szacunku (jako rodziciela), a nie potrzeba, mimo tego, że mówię “potrzebuję”. Każdą potrzebę możemy zaspokoić za pomocą różnych strategii i to jest ta część, którą możemy negocjować.
  7. Jeżeli chcemy utrzymać z kimś więź, możemy to zrobić poprzez nazwanie naszych emocji, zidentyfikowanie stojących za nimi potrzeb i poszukanie rozwiązania, które pozwoli nam je zaspokoić — tu jest miejsce na piękne pytanie “co Ty na to?”.
  8. Jeżeli nam na tym nie zależy, to po prostu to oznacza, że inna nasza potrzeba jest dla nas ważniejsza niż utrzymanie relacji (na przykład napadnięty będę się raczej bronił (potrzeba bezpieczeństwa), a nie myślał, jak zaspokoić potrzebę dobrostanu napastnika).

Czy to działa? Tak.

Czy warto? Tak, ale… to nie jest łatwe. Trzeba zatrzymać się przy sobie i zastanowić nad tym co i dlaczego czujemy, z jakich niespełnionych naszych potrzeb to wynika. Oraz powiedzieć o swoich emocjach i potrzebach drugiej stronie. A także uznać, że owa strona jest dla nas na tyle ważna, że uszanujemy jej emocje i potrzeby. A to wymaga odwagi

___

#sharingiscaring. Ja mam kilkuset znajomych, ale razem pewnie mamy ich ponad milion. Toteż, jeżeli lajkujesz i szanujesz ten tekst, to proszę podziel się nim z innymi. Po to powstał. Dziękuję!


I na koniec taka podpowiedź, jeżeli używacie w sporze słowo “ale”, to mówicie drugiej stronie “wszystko co było przed ‘ale’ mam gdzieś”. Toteż nie używajcie “ale”. Lepiej korzystajcie z “równocześnie”.

____

PS. kilka dni później…

Mały, chodź, wykąpiemy się…
Nie, nie chcę! Nie przed bajkami!
Słuchaj, widzę i słyszę, że chcesz się jeszcze bawić, równocześnie dla mnie jest ważne, byś był gotowy do spania. Nie chcę, byśmy się pokłócili tak, jak ostatnio Smutno mi wtedy było, a Ty byłeś zdenerwowany. Proszę Cię, jest już późno i zależy mi byś teraz się wykąpał…
Ale ja chcę najpiew bajkę. Obiecuję, że zaraz po nich bardzo szybko się umyję
I sam pójdziesz do łazienki?
Tak!
OK, słyszę, że jest to dla Ciebie ważne. Zrobimy tak. Szanuję Twoje słowo.

… i tak było.