Rzeczywistość zaszdziennikowana

W jednym z jesiennych wydań “Tygodnika Powszechnego” Piotr Śliwiński w felietonie “90 minut z narodem” przekornie zauważył, że “AszDziennik” nie jest podobno lekturą dla dorosłych, a “powodem wstrzemięźliwości wobec tego periodyku winno być przede wszystkim podobieństwo zamieszczanych w nim wiadomości zmyślonych do tzw. wiadomości niezmyślonych, w których specjalizują się inne media”. Tezę tę zdają się potwierdzać publikacje w mediach społecznościowych, których autorzy odwołują się do “AszDziennika” i z przymrużeniem oka wyrażają wątpliwość, czy informacja podana przed “duże” media jest w istocie faktem.

To tylko kilka wybranych przykładów. W ciągu ostatnich tygodni użytkownicy mediów społecznościowych w Polsce ponad tysiąc razy skomentowali w ten bądź podobny sposób rozmaite napływające z mediów doniesienia polityczne, społeczne, kulturalne czy gospodarcze.

Nietrudno bowiem zauważyć, że słowami “myślałem, że to “AszDziennik” można dziś swobodnie skomentować coraz więcej publikacji, informacji i opinii, które docierają do nas i z mediów tradycyjnych, i ze społecznościowych. Co za tym idzie, coraz więcej doniesień “AszDziennika” mogłoby być (i jest! — jak wynika z monitoringu wypowiedzi w internecie) traktowanych jako “tzw. wiadomości niezmyślone”. I to pomimo zapewnienia, że wszelkie zamieszczone w serwisie cytaty i wydarzenia są fikcją, co redakcja serwisu sumiennie zaznacza przy każdej publikacji.

Problem, który może wydawać się błahy i dość zabawny, ma też inne — poważniejsze oblicze. Dlaczego doniesienia medialne tak łatwo wziąć dziś za żart, i dlaczego konsumujemy media tak bezrefleksyjnie, że satyrę — nawet tak oczywistą, jak w tekstach “AszDziennika” — coraz łatwiej mylimy z faktem? Czy bieżące uwarunkowania polityczne bądź społeczne w Polsce zdominował absurd i abstrakcja, a może środek ciężkości problemu leży zupełnie gdzieś indziej?

Bo skoro jesteśmy skłonni uwierzyć w żart i spreparowaną informację, to może z jakiegoś powodu staliśmy się niebezpiecznie łatwowierni?

Doprawdy niewiarygodne!

O tym, że coraz więcej użytkowników mediów społecznościowych ma problemy z odróżnieniem fikcji od prawdy, można przekonać się na dwa sposoby.

Źródło: https://www.reddit.com/r/nottheonion/

Blisko 5 milionów użytkowników serwisu Reddit subskrybuje forum /r/NotTheOnion. Subreddit poświęcony jest prawdziwym i potwierdzonym informacjom, które jednak z uwagi na swój olbrzymi ładunek absurdu i nonsensu, wydają się być satyrą, jakiej nie powstydziłby się parodiujący dziennikarstwo newsowe “The Onion” — starszy brat polskiego “AszDziennika”.

Inny wymiar zjawiska odsłania “Literally Unbeliveable”, czyli “The Onion w intepretacji użytkowników Facebooka”. Autorzy tego anglojęzycznego serwisu kolekcjonują przypadki, w których “wiadomości zmyślone” przez “The Onion” stają się w mediach społecznościowych “tzw. wiadomościami niezmyślonymi”.

Źródło: http://literallyunbelievable.org

Serwis jest pełen przykładów na to, że niedostrzeżenie satyry lub niezrozumienie żartu może wywołać masowe oburzenie, szereg nieporozumień oraz zaciętą i często agresywną dyskusję.

I choć w Polsce brakuje jeszcze aszdziennikowego odpowiednika /r/NotTheOnion czy “Literally Unbeliveable”, to jest to żyzne pole do zagospodarowania. Stosunkowo duży odsetek internetowych komentarzy odwołujących się do “AszDziennika”, to publikacje, których autorzy albo wyrażają wątpliwość, czy informacja podana przez mainstreamowe media jest faktem, albo też biorą aszdziennikową satyrę za fakt.

/r/NieAszDziennik?

Dlaczego coraz częściej wydaje się nam, że prawdziwe informacje są żartem?

Tylko od połowy listopada do połowy stycznia, w mediach społecznościowych Polacy ponad 1000 razy udostępniali różnego rodzaju treści informacyjne bądź publicystyczne, z żartobliwa adnotacją i komentarzem wyrażającym powątpiewanie, czy nie mają aby do czynienia z materiałem “AszDziennika”.

W ostatnich miesiącach w publicznych dyskusjach internautów nieustannie rosła również ogólna liczba wzmianek na temat “AszDziennika” — również za sprawą komentarzy tego typu.

To wyniki monitoringu social media dzięki IMM. Co wzbudziło największe wątpliwości w mediach społecznościowych?

Impreza sylwestrowa w Chełmie zaplanowana na 1 stycznia…

… przyznanie przez władze Warszawy 6 mln zł na organizację Światowych Dni Młodzieży w Krakowie…

…nagranie zarejestrowane podczas demonstracji Komitetu Obrony Demokracji…

… plany zniesienia limtu 140 znaków na Twitterze…

…fakt, że w Kapitule Orderu Orła Białego zasiada tylko prezydent Andrzej Duda…

…bocian, który okradał dzieci ze śniadań…

… nagrania z senackiej debaty nad in vitro…

… fakt, że część mieszkańców Starego Sącza nie chce w mieście kina…

… asysta honorowa, która towarzyszyć ma miesięcznicom smoleńskim…

… opinia, że usunięcie flag UE mogło urazić uczucia religijne Polaków…

… czy też wpadka chorwackiej policji, która zamiast piłkarza warszawskiej Legii wezwała na przesłuchanie swojego ministra gospodarki:

Aż 80% wszystkich udostępnionych treści, które opatrzono komentarzem “myślałem/-am, że to AszDziennik” (i wyrażeń bliskoznacznych) dotyczy polityki. 7% to “niewiarygodne” publikacje na tematy społeczne, a pozostałe związane są z kulturą, rozrywką, nowymi technologiami i sportem. Z danych IMM wynika, że zasięg wpisów, w których internauci ostrzegali przed zwodniczą treścią tekstu, to ponad 3,5 mln osób. 51% publikacji tego typu ukazało się na Facebooku, 46% — na Twitterze. Pozostałe miejsca wymiany opinii na ten temat to m.in. Wykop.pl i internetowe forum portalu Gazeta.pl.

Liczba wpisów tego rodzaju wzrosła jesienią i — patrząc na dominującą tematykę — trudno nie dopatrywać się tutaj wpływu wyniku październikowych wyborów, decyzji podjętych przez nowy rząd, wypowiedzi i komentarzy polityków, a także działań opozycji parlamentarnej oraz politycznych organizacji i inicjatyw pozarządowych. Jedni internauci nie wierzą w to, co mówi rząd; inni — w to, co słychać na demonstracjach KOD.

Deklaracja “to nie AszDziennik” stała się w w mediach synonimem wiadomości niewiarygodnej, skandalicznej, sensacyjnej, absurdalnej, ale nadal — prawdziwej. Jednak tak jak w przypadku “The Onion” i serwisu “Literally Unbeliveable”, tak też “AszDziennik” ma swoje facebookowe interpretacje.

ASZ się oburzyłem!

Sytuacje i dyskusje, w których Polacy biorą treść satyryczną za fakt, są trudniejsze do wskazania, lecz tutaj ponownie przychodzi z pomocą monitoring internetu. Analiza wydźwięku wypowiedzi może wykazać, w których komentarzach na temat “AszDziennika” pojawiają się słowa kojarzone z oburzeniem, gniewem czy złością. Stąd — po nitce do kłębka — dotrzeć można do rozmów, których uczestnicy dzielili się linkami do strony periodyku i traktowali publikowane tam treści jak prawdziwe wiadomości. Jakie kontrowersyjne teksty wskazał monitoring IMM?

Na przykład: o planach likwidacji komunikacji miejskiej w Bydgoszczy…

… o instalacji ekranów dźwiękoszczelnych w Tatrach…

…o tym, że uczelnie otrzymały unijny zakaz oblewania studentów…

…o przyjęciu przez kraje UE uchodźców z Platformy Obywatelskiej…

…o zawetowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy o Trybunale Konstytucyjnym…

… wreszcie, o zgodzie Czech na przyjęcie przez Polskę wszystkich uchodźców:

W ponad 90% odnalezionych przypadków, publikacje “AszDziennika” były mylone z faktami przez użytkowników Facebooka. Pozostały odsetek to błędne interpretacje w innych internetowych społecznościach — głównie na forach dyskusyjnych i w komentarzach pod artykułami w portalach. Ponownie dominowały tematy polityczne, społeczne i obyczajowe, powodując gniew, niedowierzanie lub oburzenie.

Prawdziwym problemem nie są oczywiście nieporozumienia i wpadki związane z tym, że internauta lub dziennikarz uwierzy w satyryczną publikację “AszDziennika”, “The Onion” czy innego serwisu parodiującego dziennikarstwo informacyjne. Problemem jest to, że skoro jesteśmy skłonni wziąć satyrę za fakt, może to sugerować, że zbyt mało uwagi przywiązujemy do uważnej lektury przekazów medialnych i weryfikacji faktów, przez co jesteśmy skłonni uwierzyć i rozpowszechnić praktycznie każdą informację nieprawdziwą.

Do ostatniej linijki

O tym przypadku wspominałem już wcześniej. Jeden z dużych zachodnich portali przetestował, jak uważnymi i rzetelnymi czytelnikami są użytkownicy mediów społecznościowych. Amerykański nadawca radiowy NPR zamieścił na swoim facebookowym profilu link do artykułu, w którego nagłówku zadał pytanie: “Dlaczego Ameryka przestała czytać?”. Pod wpisem rozgorzała dyskusja. W komentarzach odezwali się oburzeni internauci. Najczęściej deklarowali ile książek czytają w roku, jakie drukowane magazyny zabierają ze sobą w podróż, na ilu i jakich urządzeniach korzystają z e-booków, a także zdecydowanie sprzeciwiali się krzywdzącym uogólnieniom, jakie NPR promuje w swoich tekstach.

Było jednak coś, czego komentatorzy nie wiedzieli. Po kliknięciu na zamieszczony na Facebooku link, na stronie NPR mogliśmy bowiem przeczytać:

Gratulacje dla prawdziwych czytelników!
Zdajemy sobie sprawę, że czasami internetowi komentatorzy wyrażają opinie na temat naszych tekstów nawet wtedy, kiedy ich nie przeczytali.
Jeżeli zatem czytasz te słowa, prosimy? — ?polub wpis na Facebooku, lecz nie zostawiaj pod nim komentarza. A następnie zobacz, co do powiedzenia na temat tego “artykułu” mają inni internauci.
Wszystkiego dobrego i wspaniałego dnia,
Wasi przyjaciele w NPR.

Problem zauważyli zresztą nie tylko dziennikarze NPR. Redaktor innego portalu w jednym z ostatnich akapitów długiego tekstu poprosił czytelników, którzy dotarli do tego momentu, o użycie słowa “żyrafa” w komentarzu pod artykułem. Nie było zaskoczenia: wzmianka o zwierzęciu pojawiła się tylko w nielicznych wypowiedziach.

Nic zatem dziwnego, że doniesienia “AszDziennika” — pomimo ogromnej i wciąż rosnącej popularności i rozpoznawalności serwisu — nadal mogą być potraktowane jako teksty informacyjne z “prawdziwych” mediów. Mniej istotny jest nawet fakt, że styl publikacji przypomina doskonale znane czytelnikom — bo przedrukowywane każdego dnia przez wszystkie media — depesze agencyjne. Czasami wystarczy bowiem sam nagłówek, duży rozmiar czcionki i równie duża grafika, oraz zaledwie subtelne odwołanie do rzeczywistych miejsc, nazwisk bądź wydarzeń, by aszdziennikowa “wiadomość zmyślona” zyskała pewne atrybuty “wiadomości niezmyślonej”.

Zasada ograniczonego zaufania

Zjawisko ma kilka przyczyn, a jego źródeł można dopatrywać się m.in. w szumie informacyjnym i w wymuszaniu przez media oraz serwisy społecznościowe przyspieszonego przyjmowania i trawienia przekazów.

Większość publikacji w mediach społecznościowych ukrywa przed nami etykietę “najlepiej spożyć w ciągu 5 minut”. Nikt nie da nam czasu na analizę i refleksję, bo musimy skomentować i wyrazić swój entuzjazm oraz emocjonalny stosunek do każdej treści już, tu, teraz, natychmiast. Stąd symbole kciuków w górę, serc, gwiazdek, emotikony — protezy emocji, namiastki opinii. Do każdej treści należy się ustosunkować. Wszystko należy pokazać. Odsłonić się. “If I can’t show it, if you can’t see me, what’s the point of doing anything?” — pytała Annie Clark w “Digital Witness”, piosence-komentarzu na temat jakości i istoty nowego, cyfrowego życia.

Zbudź się rano. Obejrzyj zdjęcia znajomych z wakacji all inclusive w Egipcie, przeplatane doniesieniami o kryzysie uchodźczym i reklamą bułki z mięsem z drobiu. Pochwal się, że nie lubisz prezydenta, albo że jesteś fanem premiera. Sprawdź w ankiecie, jakim rodzajem pieczywa jesteś.

Zanim polubisz fakt, że koleżanka obejrzała jednego dnia dwa sezony nowego serialu, napisz pod fotografią celebrytki bez makijażu, że wygląda dość obrzydliwie.

Zaznacz swoją obecność na premierze nowego filmu, zanim udostępnisz apel o pomoc dla chorego dziecka. Przewiń ekran i zaczerpnij z wyświetlonego strumienia nagłówków wiedzę o nowej grze wideo, o dziesięciu cudownych pomysłach na marketing internetowy, nowej odsłonie targu śniadaniowego, rankingu najlepszych piw rzemieślniczych, śmierci stu osób w zamachu terrorystycznym w sercu Europy, rankingu popularności gwiazd na Snapchacie, udostępnij zabawnego mema, który dokładnie odzwierciedla Twoje poglądy na temat obecnej sytuacji politycznej w kraju. Wszystko można przełknąć i przyswoić, gdy jest się karmionym informacjami jak rurą wpychaną do gardła i przełyku.

I skoro w tym zalewie mniej i bardziej istotnych danych, liczb, faktów i nazwisk, jako informację prawdziwą możemy potraktować także satyrę serwisu internetowego, treść podawanego masowo mema czy powielanej legendy miejskiej, to nie powinien dziwić fakt, że mylimy komentarze z informacją, a mediom, publicystom, celebrytom bądź śledzonym przez tysiące osób uczestnikom dyskusji w internecie łatwo jest sprzedawać nam publicystykę i komentarze do innych komentarzy jako fakty.

I — jak pisał Piotr Śliwiński w “Tygodniku Powszechnym” — coraz więcej wiadomości niezmyślonych to tylko “tzw. wiadomości niezmyślone”.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.