Historia 100: O sensie przyjaźni

Przyjaciele uskrzydlają, nadają życiu sens, wydobywają z nas to, co najlepsze, blablabla. Truizmy, truizmy, truizmy.

Nie potrafię powiedzieć, kiedy zaczyna się przyjaźń. Łatwiej mi wskazać kiedy się kończy, a chyba najłatwiej — co nią nie jest.

Wiecie jaka jest różnica między przyjacielem a najlepszym przyjacielem? Przyjaciel wysłucha Twoich kłopotów i będzie Ci pomagał jak tylko potrafi. Najlepszy przyjaciel prawie udusi się najpierw ze śmiechu, że byłeś takim idiotą, by się wpakować w te kłopoty. A potem pomoże Ci, jak tylko potrafi. Z przerwami na ataki śmiechu. Zaufanie na którym zasadza się przyjaźń nie polega na tym, że nie boimy się że ktoś nas oszuka, obmówi lub okradnie. To raczej wiedza, podskórna pewność, że nigdy, przenigdy, przyjaciel nie zrobi nic, żebyśmy cierpieli. A gdy jednak z jakiegoś powodu cierpimy, to pomoże nam przez to przejść bez żadnych farmazonów o sensie cierpienia.

Gdybym miał powiedzieć, od czego naprawdę są prawdziwi przyjaciele, to powiedziałbym — od solidnego kopania nas w dupę. Ile razy usiądziemy nad sobą i będziemy się użalać, jak nam ciężko, źle i tacy jesteśmy do niczego, oni zasadzą nam kopa. Pokażą co możemy osiągnąć. Pokażą z jakiej gliny naprawdę jesteśmy zbudowani, czy ich o to poprosimy czy nie. I dadzą całym sobą odczuć, że nawet jak znowu wywalimy się na twarz, to nigdzie się od nas nie wybierają. Poleżą z nami w piachu i błocie, wspólnie poklną, a potem poderwą nas do dalszego biegu.

Mateuszowi Bodzianemu, za naprawdę szalone dziewięć lat przyjaźni — dedykuję.

To była moja setna historia. Zostało 265 #365historii #365stories