Historia 121: O mojej siostrze

Niczym w popularnej piosence Marka Kozeleka, dziś są urodziny mojej siostry. Ja jednak nie spędzam ich na patrzeniu w sufit, jak w tekście piosenki, ale na opowiedzeniu Wam trzech rzeczy, których pewnie o Julii nie wiecie, a ja jestem z nich dumny i ją pochwalę — bo sama jest zbyt skromna, żeby się pochwalić.

Rzecz pierwsza – Julia, mając równo 19 lat, ma na koncie więcej nagród za pisanie niż ja. Chociażby główną nagrodę Ministra Spraw Wewnętrznych za najlepszy scenariusz teatralny, omawiający problematykę równościową i antydyskryminacyjną. Za Dobrej Zmiany nie stało się to najlepszą sprawą do chwalenia się, ale to po prostu jeden z jaskrawszych przykładów Julki myślenia, idącego w parze z działaniem.

Rzecz druga – gdy nie naprawia świata, to gra w Fifę na pececie i mojej konsoli, i to się zawsze boleśnie dla mnie kończy, najczęściej wynikiem w okolicach 8:0. W zasadzie nie ma gry lub innej rozrywki, w której nie byłaby ode mnie lepsza. Dobrze gra na instrumentach, jeszcze lepiej tańczy i nie wspomnę, że wolę jeździć autem z nią, bo wprawdzie mam żołądek w gardle, ale u celu jestem w jednym kawałku i przynajmniej 5 minut wcześniej, niż gdybym ja prowadził.

Rzecz trzecia – Julka umie szczerze przepraszać, nawet jeśli zajmuje jej to piętnaście lat. Tyle minęło, odkąd porwałaś plandekę od mojego wozu z westernu z Lego (wiem, że to czytasz! Nie zamykaj przeglądarki!) i z głośnym śmiechem zrobiłaś użytek ze spłuczki w toalecie. Piętnaście lat później, po całej odysei po Allegro i innych portalach, taki sam wóz wrócił do mnie jako prezent bożonarodzeniowy. Do dzisiaj stoi na honorowym miejscu na półce.

Sto lat, Jula! Tylko proszę, już bez spłukiwania mi Lego, OK?

To była moja sto dwudziesta pierwsza historia. Zostało 244 #365historii #365stories