Historia 14: O noszeniu chusteczek w kieszeni

Na razie tylko raz zdarzyło mi się w dorosłym życiu płakać publicznie. Pech chciał, że świadkami tego byli pasażerowie tramwaju jadącego przez pół miasta.

Prawdopodobnie gdy dorosły facet płacze, to zdarzyło się coś naprawdę poważnego. Śmierć, rozstanie, choroba, no ewentualnie prawie niemożliwe mistrzostwo ukochanej drużyny w piłkę nożną. Męski płacz ciągle jest uznawany za sensację, bo po pierwsze jesteśmy nieświadomie od małego uczeni, że płacz nie jest czymś męskim (“nie rycz jak baba”), a po drugie jako Polacy mamy generalny problem z przeżywaniem i wyrażaniem emocji (chyba, że trzeba wykrzykiwać na ulicy kogo to z politycznych oponentów się powiesi na latarniach, wtedy jako naród nagle dajemy upust wszystkiemu).

U mnie tego dnia sytuacja była bardzo poważna — na tyle, że wszystkie te wyuczone ograniczenia nie miały dla mnie żadnego znaczenia i po prostu szlochałem jak dziecko.

Jak myślisz, ile osób spytało czy mogą mi pomóc?

Nikt. Przez pół godziny jazdy dziesiątki pasażerów patrzyło na mnie albo całkowicie beż żenady, albo zerkając ukradkiem, albo momentalnie odwracając wzrok, ewentualnie szepcząc coś do swoich dzieci. Ale żadna staruszka, żaden wracający z pracy nauczyciel lub urzędnik, nikt z moich rówieśników nie podszedł spytać czy coś się stało.

Od tego momentu obiecałem sobie, że ile razy zobaczę na ulicy, w tramwaju, na lotnisku albo gdziekolwiek indziej kogoś, kto płacze, podejdę dać mu chusteczkę. To jest banalny, uniwersalny, ponadnarodowy gest i nie wymaga od płaczącego tłumaczenia się co się stało, po prostu niesie małą ulgę.

Zrobiłem to od tego momentu czterokrotnie i każda z tych osób była w takim szoku, że przestawała płakać. Dziewczyna, którą okradziono. Dziewczyna, którą porzucono. Pani w wieku mojej mamy, która musiała wyjechać, zostawiając rodzinę na dłużej. Staruszka, która słabo się poczuła i nie mogła dalej pójść. I to tylko cztery przypadki w jednym Krakowie na przestrzeni kilku miesięcy.

Na razie nie spotkałem żadnego płaczącego faceta. Ale to nic, zawsze mam paczkę chusteczek w kieszeni.

Może kiedyś czyjaś drużyna niespodziewanie zdobędzie mistrzostwo.

To była moja czternasta historia. Zostało 351. #365historii #365stories