Historia 141: O zestawie niezbędnych gadżetów

Ja jestem w głębi duszy gadżeciarzem i wyłącznie moje jednak ograniczone dochody powstrzymują mnie przed zostaniem gadżeciarzem totalnym — czyli takim, który kupuje każdą nowinkę. Jasne, mam listę rzeczy które „kiedyś” sobie kupię — inteligentny zegarek Withings, Google Chromecast do bezprzewodowego transferu audio-wideo, pendrive na USB-C, etui Knomad Surface na laptopa, akcesoria do HomeKit do sterowania ogrzewaniem i oświetleniem w domu przez aplikację, i pewnie jeszcze parę innych rzeczy trafiających w mój gust geeka.

Odkładając jednak na bok co uznajemy za nowoczesne gadżety, albo jaki jest sens w ich posiadaniu, to sądzę, że można stworzyć listę klasycznych niezbędnych drobiazgów. Nie tak drogich jak wymienione wcześniej i zupełnie nieelektronicznych, a przede wszystkim — fajnych pomysłów na dowolny prezent.

Sądzę, że warto mieć w teczce lub kieszeni:

  • wielofunkcyjny scyzoryk. Taki z nożykiem, otwieraczem do butelek, konserw i wina, oraz śrubokrętem. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie wybrać się na koncert lub podróż samolotem, bo raczej nigdzie z nim nie wejdziemy. Najsłynniejsza szwajcarska firma Victorinox ma w swojej ofercie scyzoryki od 50 do 500 zł, ale mnie dobrze służy model Tourist za 75 zł.
  • długopis Fisher Space Pen. Bo jest świetny, chromowany i pisze nawet do góry nogami. Pisałem o nim w Historii 11 i nadal uwielbiam. Koszt — do 150–200 zł w zależności od modelu.
  • notes. Żeby pomysły na codzienne historie nie uciekały, albo żeby było gdzie zapisać numer telefonu do poznanej piękności. Ja się zdecydowałem na Moleskine, edycję Hobbit — ale nie dlatego, że Moleskine, ale że Hobbit! No i udało się go upolować za 35 zł, ceny Moleskinów w oficjalnym sklepie lub Empiku zaczynają się od stówy wzwyż, co mimo wszystko uważam za przesadzone jak za notatnik. Są alternatwy, ale no błagam, żadna inna nie ma mapy do Samotnej Góry.

To była moja sto czterdziesta pierwsza historia. Zostało 224 #365historii #365stories