Historia 176: O ludziach, którzy lubią swoją pracę

Spotykam codziennie wielu ludzi, których pracy nie potrafiłbym, lub nie chciałbym wykonywać. Z szacunkiem i wdzięcznością odnoszę się więc do kasjerek, listonoszy, śmieciarzy, motorniczych, policjantów i przedstawicieli wielu innych zawodów, dzięki którym moje życie jest lekkie i przyjemne. Wiem też, że często za mało jest tej mojej wdzięczności.
 
Jasne, czasem spotykam ludzi mało przyjaznych, ale zawsze staram się tłumaczyć ich zachowania nie generalnym „bo w zawodzie X już tacy są”, ale oddziaływaniem ich środowiska pracy. Kurierzy są dobrym przykładem, bo znam wiele osób które na nich narzekają, ale historię o kurierze zostawię na jutro.

Dzisiaj spotkałem jednak młodego człowieka, który ewidentnie urodził się dla jednej jedynej pracy. Pan Bartek pcha wózek z poczęstunkami w pendolino relacji Warszawa-Kraków i jest w tym absolutnie fantastyczny.
Ktoś może powiedzieć — chyba zwariowałeś, co jest takiego w podawaniu przekąsek z wózka w pociągu? Otóż pan Bartek już pierwszym elementem swojego stroju zwraca uwagę — jego identyfikator z imieniem ma dopisany uśmieszek ;). I to dobrze go podsumowuje, bo dla każdego pasażera ma albo żarcik, albo komplement, albo miły gest. Mnie akurat pochwalił oprawki okularów.

Wiem że trudno to wytłumaczyć, ale ten człowiek w podanie zwykłej herbaty w tekturowym kubku wkłada serce. Parafrazując biblijny cytat, jest wierny w rzeczach małych. Ja się naprawdę czuję obsłużony, i o ile np. w dobrej restauracji mógłbym się za to zrewanżować napiwkiem, to w pociągu pozostaje mi po prostu szczerze podziękować.

Więc panu Bartkowi i całej rzeszy podobnych do niego, za niedocenianą w naszej przestrzeni publicznej postawę skromnego profesjonalizmu, nawet w tak trywialnej rzeczy jak parzenie herbaty, serdecznie dziękuję.

To była moja sto siedemdziesiąta szósta historia. Zostało 189 #365historii #365stories