Historia 182: O rzucaniu papierosów

Ja rozumiem, że rzucanie jest wyzwaniem. Każdego mierzącego się z tym będę wspierać. Ale do cholery, nie pod nogi!

Nie wiem skąd ta maniera rzucania wypalonego papierosa na chodnik. Życie to naprawdę nie plan filmu o Brudnym Harrym, żeby sobie dodawać punktów męskości w taki sposób. Z zaśmiecaniem ulicy niedopałkami walczy np. Berlin, gdzie przy każdym przystanku stoi pomarańczowy kosz z namalowanym kelnerem. Ten trzyma w “dłoni” popielnicę — otwór kosza. To pojemnik wyłącznie na odpady tytoniowe.

Pochwalam taki pomysł, bo uważam że dorosłych ludzi nie da się oduczyć nawyków, można jedynie wzmacniać lub wyciszać, wpływając na ich środowisko. A mając łatwy dostęp do wyraźnie oznaczonego kosza może dwa razy się zastanowimy, gdy rzucimy papierosa na ziemię. Są jednak tacy, którzy się nie zastanawiają.

Dziewczyna kończyła papierosa na przystanku. Po ostatnim zaciągnięciu się wylądował on na chodniku, przygaszony czubkiem airmaxa. Podszedłem do niej spokojnie, uśmiechnąłem się, odzwajemniła uśmiech, powiedziałem “cześć”, odpowiedziała… ale zamiast próby podrywu, oberwała tekstem: wiesz, że to za moje podatki ktoś to później sprząta? Może mogłabyś zanieść to tam, gdzie tego miejsce — do kosza?

Nie zmieszała się za bardzo, ale podniosła i wyrzuciła, by zaraz strategicznie przemieścić się na najdalszy kraniec przystanku. Ludzi nie można zmienić. Można wpływać na ich środowisko… albo narobić im publicznie wstydu.

To była moja sto osiemdziesiąta druga historia. Zostało 183 #365historii #365stories