Historia 235: O obcokrajowcach w mięsnym

Pisałem kiedyś o byciu ambasadorem swojego kraju. Zawsze się jednak zastanawiam, czy Polacy są autentycznie gościnni czy to tylko mit (patrząc na wzrastającą skalę rasistowskich ataków to wcale bym się nie zdziwił). Zamiast jednak generalizować, byłem tylko wczoraj świadkiem i uczestnikiem dwóch sytuacji — jakże różnie mówiących o zachowaniach naszych rodaków.

Sytuacja pierwsza to oczywiście wizyta u moich ulubionych krawcowych. Odbieram swoje zamówienie, kiedy krawcowa prosi mnie o pomoc. Klient nie mówi po polsku, a trzeba z nim uzgodnić długość nogawek. Służę za tłumacza, jest kupa śmiechu.

Zanim wrócę do domu, wpadnę jeszcze na stoisko mięsne do marketu. Tam para turystów kupuje wędliny, na migi wskazując kasjerce którą szynkę chcą kupić. W ręce trzymają bułki i inne produkty do kanapek. Słysząc zdesperowane pytanie, czy ktoś mówi po angielsku. Zgłaszam się, bo i tak stoję jako następny w kolejce, im szybciej pani ich obsłuży, tym szybciej obsłuży mnie.

-Ja tu nie robię kanapek. Niech pan im powie, że ja tu nie robię kanapek – rozkazała mi pani zza lady, wskazując na bułki w koszyku turystów.

-Proszę pani, oni to wiedzą, oni chcą tylko kupić wędlinę – odpowiadam lekko zniecierpliwiony, jednocześnie tłumacząc turystom nazwy polędwic i suchych krakowskich.

-No to dobrze, bo gotowe kanapki to ja mam przy kasie.

To była moja dwieście trzydziesta piąta historia. Zostało 130 #365historii #365stories