Historia 269: O szkoleniowym reisefieber

Reisefieber to stan charakterystycznego zdenerwowania pomieszanego z oczekiwaniem, jakiego doświadcza się przed wyruszeniem w podróż. Oczywiście miewam go przed dalszymi podróżami (np. przed lataniem), ale najmocniej odczuwam go przed prowadzeniem szkolenia.

Jeśli mam możliwość zobaczenia sali, w której będę szkolił, zawsze robię to z wyprzedzeniem – ot, żeby się nie zorientować poniewczasie, że końcówka od projektora nie ta, albo wszystkie pisaki wypisane, albo okna zabite na głucho a klimatyzacji brak. Takie niespodzianki zdarzają się rzadko, ale się zdarzają – szczególnie gdy sala jest trochę improwizowana z salki konferencyjnej klienta. Albo schowka.

Jest to jednak miłe uczucie, wczesnym wieczorem przed szkoleniem spojrzeć na salę w chłodnym świetle fluorescencyjnych lamp. Długopisy i notesy leżą w ordynku na stołach, kolorowe karteczki wciąż są fabrycznie posegregowane w foliach, czysty flipchart prowokuje bielą do zapisania.

Za 12 godzin zacznie się tu twórczy chaos, będą się walać markery i klocki Lego, ale teraz wszystko jest w stanie spokojnego oczekiwania.

Biorę głęboki wdech i gaszę świetlówki.

To była moja dwieście sześćdziesiąta dziewiąta historia. Zostało 96 #365historii #365stories