Historia 274: O Doktorze

Jak ugryźć temat pt. „Jestem fanem brytyjskiego serialu o podróżującym w czasie facecie z budką telefoniczną, który od 50 lat drenuje i tak niski budżet BBC na efekty specjalne i kostiumy” i nie wyjść na oszołoma? Jak wyjaśnić fenomen „Doctor Who” laikowi?

Cóż, jeśli pierwsze zdanie nie przeraziło, to jesteś na dobrej drodze. Bo faktycznie Doktor (tak nazywa się główny bohater, nie ma tam żadnego Who dalej) to liczący sobie ponad tysiąc lat osobnik z rasy Władców Czasu, zamieszkujących Gallifrey w układzie Kasterborous. W przeciwieństwie do swoich równie potężnych, ale mocno zadzierających nosa pobratymców ma miękkie serca (tak, dwa), dlatego nie znosi krzywdy, niesprawiedliwości i przemocy pod żadną postacią. Nigdy nie nosi broni, ale ma dźwiękowy śrubokręt — znamienne, bo to narzędzie do naprawiania.

Doktor spędza życie (a raczej kolejne wcielenia, bo Władcy Czasu mogą się wielokrotnie regenerować, czyli zachowując wspomnienia i osobowość zmieniać fizjonomię – jakże wygodne w kontekście trwania show przez 50 lat, grało go kanonicznie już 13 aktorów) na podróżach w czasie i przestrzeni, czasem sam, czasem z różnymi towarzyszami. Odbywa je na pokładzie wiernego wehikułu TARDIS, który jest większy w środku niż na zewnątrz i może przyjąć dowolny kształt, ale pech chciał, że zaciął się na wizerunku policyjnej budki telefonicznej z lat 60., a Doktorowi nie chciało się tego naprawiać. Część jego przygód jest rozpięta na szerszej osi fabularnej (tzn. odkrywamy elementy układanki z kolejnymi odcinkami, które zmierzają do konkluzji na koniec sezonu), niektóre to opowiedziane na nowo znane dzieła popkultury (były nawiązania m.in. do Harry’ego Pottera i do Narni, Sherlocka, komiksów o superbohaterach, do “Obcego” i “Polowania na Czerwony Październik”), no i plejada znamienitych postaci różnych epok się też przewija w tle, z Madam Pompadour, Agathą Christie, Szekspirem, Churchillem i Elżbietą I Nie-Tak-Do-Końca-Królową-Dziewicą na czele. Jeśli znasz te nawiązania, to bawisz się dwa razy lepiej, a jeśli nie, to nie oczekuj że nauczysz się stricte historycznych faktów jak z podręcznika — ostatecznie czas to nie elegancka oś od A do Z, tylko raczej wielki, pogmatwany, czaso-przestrzenny kłębek najdziwniejszych zdarzeń.

Wydaje się zagmatwane — czy trzeba oglądać wszystkie 35 sezonów, żeby rozumieć fabułę? Czy jeśli mam zobaczyć tylko jeden odcinek, to który to powinien być? W 2005 roku serial powrócił po przerwie od 1986 z nową energią i Dziewiątym Doktorem (Christopherem Ecclestonem), i to od pierwszego odcinka pt. “Rose” polecam oglądanie — wtedy zostaje tylko 9 sezonów (dziesiąty rusza w kwietniu 2017). Pierwszy rebootowany sezon nie jest może największym osiągnięciem w historii telewizji, ale po nim rolę Dziesiątego Doktora przejmuje David Tennant i tu już zaczyna się prawdziwa zabawa. Tym, którzy chcieliby zobaczyć tylko jeden jedyny odcinek, tak żeby poczuć klimat, podsuwam epizod “Vincent i Doktor”, kiedy to Jedenasty Doktor (Matt Smith) i Amy Pond (Karen Gillan) ruszają do Prowansji, żeby sprawdzić jaka dziwna postać kryje się w oknie świątyni z obrazu “Kościół w Auvers” Van Gogha. Gwarantowane 45 minut pieczołowicie odwzorowanych plenerów prosto z obrazów, wzruszenie i mocna refleksja nad determinizmem, oraz sensem bólu i piękna w twórczości i w życiu.

Źródło: BBC, https://cdn.bleedingcool.net/wp-content/uploads/2010/06/amy.jpg

To była moja dwieście siedemdziesiąta czwarta historia. Zostało 91 #365historii #365stories