Historia 277: O sklecaniu historii w pięć minut

Jeśli nie ma się za dużo czasu, bo akurat nadmiar obowiązków i pączków do zjedzenia od wczoraj uderza jednocześnie, to trzeba się ratować sposobami sprawdzonymi w toku dziewięciu miesięcy pisania.

Przeglądam szybko, czy w moich notatkach “tramwajowych” ostała się jakaś warta uwagi dykteryjka. Niestety, ostatnia dobra zeszła parę dni temu we wpisie o postprawdzie. Cóż, muszę więcej się przykładać do podsłuchiwania współpasażerów. Skoro nie tramwaje, to może ubrania? Sprawdzam: krawaty — były, garnitury — były, pielęgnacja obuwia — była. Trzeba znaleźć inną tematykę albo opisać jakąś dotychczas negowaną część garderoby. Ale ileż można czytać o historii trencza lub pięciu sposobach na elegancki styl! Historie muszą być różnorodne, a nie tworzyć biedabloga modowego.

Przejrzałem szybko nagłówki portali informacyjnych, ale o odkryciu gromadki możliwych do zamieszkania planet w odległości 40 lat świetlnych od Ziemi trąbią już wszystkie media od wczoraj, więc nawet największy laik zdążył się zapoznać z tematem. Poza tym, daleko mi do popularyzatora nauki.

Spojrzałem na talerz pączków, ale przecież już wszystkie social media ninje zdążyły to ugryźć (hehe) wczoraj, dzieląc internet na dwa obozy (zdjęcia okruszków lukru z podpisem “My już po, a wy?” kontra fit-zdjęcia z siłowni), więc co ja się będę nawet wypowiadał.

Ostatecznie sięgnąłem po ostatnie pączki i dałem sobie spokój. Nie można być dla siebie zbyt surowym, może lepsza historia będzie jutro.

To była moja dwieście siedemdziesiąta siódma historia. Zostało 88 #365historii #365stories