Historia 281: O zasięgach i osiągach

Wracam do domu przez spowity poświatą latarni Kazimierz, gdy zza rogu wybiega ten oto serdelek na krótkich łapkach. Serdelek ma na imię Pamela, ma osiem lat, jest mocno, ale to mocno dopasioną chihuahuą (ktoś tu nie oszczędzał na karmie i gotowanym mięsku), i niestety stracił wzrok.

Dodatkowo potrafi fantastycznie wywieszać jęzor z jednej strony pyska — bez wysiłku, z niewymuszoną gracją.

Śmiem twierdzić, że to zrobione na szybko zdjęcie (oczywiście za zgodą właścicielki) mogłoby być najlepszym w mojej karierze fotografa, gdybym tylko miał jakąś karierę fotografa. W zasadzie i tak jest najlepsze, a z pewnością przyniosło mi największy rozgłos, bo po wrzuceniu na facebookową grupę Dogspotting, której użytkownicy dzielą się zdjęciami śmiesznych i uroczych psów przypadkowo spotkanych na ulicy, to zdjęcie zdobyło ponad 1500 lajków.

1500 ludzi uznało, że warto poświęcić ułamek sekundy na kliknięcie przycisku z kciukiem w górę. To niesamowity wynik dla kogoś, kto codziennie przez godzinę produkuje się, żeby napisać jakiś wartościowy kontent, a za najlepszą historię dostał może sześć lajków.

To zdarzenie przewartościowało mi dotychczasowe myślenie o wysiłku, sukcesie i spełnieniu. Może w celu zdobycia wiecznej sławy, uznania i podziwu pięknych kobiet powienienem zostać psim fotografem, a nie grafomanem?

To była moja dwieście osiemdziesiąta pierwsza historia. Zostało 84 #365historii #365stories