Historia 317: O konserwowaniu tężyzny fizycznej

Po najkrótszej Historii 286 niektórzy pisali do mnie z chęcią odkupienia karnetu na siłownię. Nic z tego, to był tylko zabieg literacki — karnet ma się dobrze i jest wykorzystywany regularnie osiem razy w miesiącu.

Z siłowni naprzeciwko mojego biura mógłbym wynieść materiał na niejeden wpis, z których większość koncentrowałaby się na mojej walce z najgroźniejszym przeciwnikiem… Nie są nim nadprogramowe kilogramy (przy wadze 63 kg trudno o takie), ani zastane mięśnie, ale własne ego.

Kiedy jesteś jedynym facetem na grupie ćwiczeniowej składającej się z trenerki i trzydziestu innych kobiet, to możesz wpędzić się w kompleksy. Wszystkie panie dookoła wykonują ćwiczenia, podskoki, przysiady i pompki jakby na co dzień tańczyły w teledyskach z MTV. Żadnej skargi, żadnego zająknięcia, wszystko w rytmie i płynnie. Ja dla kontrastu łapię oddech, robię przerwy co pięć minut i błagam o dobicie po godzinie.

Zawsze się zastanawiam skąd się to bierze? Ćwiczą dłużej niż ja? Mają większą motywację? Lepsze warunki psychofizyczne? Choć odłożyłem ego i porównywanie się na półkę i po prostu robię swoje, to jedna myśl nie daje mi spokoju:

A co jeśli one tak zawzięcie ćwiczą właśnie dlatego, żeby nie zrobić sobie wstydu przed jedynym facetem na zajęciach?

To była moja trzysta siedemnasta historia. Zostało 48 #365historii #365stories