Historia 323: O tym, co zrobię 368-ego dnia

25 maja 2017 obudzę się pewnie później niż zwykle. W nocy wrócę z Warszawy po całym dniu prowadzenia warsztatów, zakończonym dodatkowo koncertem Haley Reinhart, więc będę musiał trochę odespać. Skoro nawarstwi się tyle atrakcji, ostatnia historia z cyklu będzie raczej napisana z wyprzedzeniem (w zasadzie pisze się już teraz, bo będzie najdłuższa). Licząc wstęp, będę miał za sobą 366 dni nieprzerwanego, codziennego pisania — oraz jeden dzień odpoczynku.

Wstanę, wezmę szybki prysznic i wyciągnę z szafy jedną z licznych białych koszul. Po śniadaniu pojadę tramwajem do pracy, z nieodłącznym Kindlem w ręce. Może nawet założę słuchawki, bo nie będę już musiał wytężać słuchu, żeby uchwycić jakiś temat na wpis. W biurze wpadnę w wir telefonów, maili i prezentacji w PowerPoincie, jak co dzień. Pewnie zamówię obiad, bo nie zdążę nic wcześniej ugotować — albo skorzystam z czegoś pysznego, przygotowanego przez moje koleżanki (w Code Sprinters mamy cotygodniowy zwyczaj gotowania w jednym dniu tygodnia dla najbliższych współpracowników, na zmiany).

Zwyczajowo około godziny 18 wychodziłbym na siłownię albo zasiadał do pisania, ale tego dnia tylko podrzucę moich rodziców na koncert André Rieu.

Wrócę wieczorem do pustego mieszkania. Włączę muzykę na moim ulubionym głośniku Bang&Olufsen. Otworzę balkon na oścież, bo wierzę, że będzie wtedy bardzo ciepło, a deszcz nad ranem zmyje smog, zostawiając Krakusom piękne słońce przez cały dzień.

Potem otworzę komputer, żeby pobrać z Medium całe archiwum wpisów i posłać do umówionej korekty. Kilka dni później całość będzie zgrabnym ebookiem na mojej stronie.

Zamknę laptopa i zostanę na balkonie długo w noc, z głośnikiem i Kindlem. Będę się uśmiechał.

To była moja trzysta dwudziesta trzecia historia. Zostało 42 #365historii #365stories